Spotkanie Korona Kielce - Lechia Gdańsk było pierwszym wiosennym meczem na stadionie przy ulicy Ściegiennego.

Gospodarze przystąpili do rywalizacji z zespołem Piotra Nowaka z chęcia odzyskania zaufania kibiców po porażce z Pogonią Szczecin. Gdańszczanie do stolicy Gór Świętokrzyskich przyjechali opromienieni zwycięstwem z Podbeskidziem Bielsko-Biała 5:0. W sobotę po świetnym widowisku górą byli piłkarze Korony, którzy wygrali 4:2.

Podopieczni Marcina Brosza podobnie jak w Szczecinie świetnie weszli w mecz. Od pierwszego gwizdka pana Tomasza Musiała kielczanie rzucili się na przyjezdnych, chcąc szybko objąć prowadzenie. Zaledwie osiem minut zajęło gospodarzom znalezienie sposobu na defensywę Lechii. Marko Marić sfaulował szarżującego w polu karnym Łukasza Sierpinę i arbiter nie miał wyjścia, dyktując rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Airam Cabrera. W kolejnych minutach Korona wciąż atakowała. Przede wszystkim aktywni byli skrzydłowi - Sierpina i Tomasz Zając. Gdy wydawało się, że drugi gol dla złocisto-krwistych jest kwestią czasu, do siatki trafili goście. W 34. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzałem głową Zbigniewa Małkowskiego pokonał Grzegorz Wojtkowiak. Po czterdziestu pięciu minutach przy Ściegiennego mieliśmy 1:1.

Wszystko co najlepsze piłkarze zostawili na drugą część gry. Już dwie minuty po przerwie czerwoną kartkę obejrzał Gerson, a strzał z rzutu wolnego Aankoura ręką zablokował Kuświk. Po raz drugi do "jedenastki" podszedł Cabrera i znowu pokonał Maricia. Dziesięć minut później Hiszpan skompletował hattricka, a gdy w 72. minucie Maloca trafił do własnej siatki, wydawało się, że nic nie zabierze kielczanom trzech punktów. Chwilę później gola dla Lechii strzelił jednak Kuświk i rozpoczął się pościg. Choć gdańszczanie walczyli dzielnie, to nie zdołali doprowadzić do remisu. Korona wygrała więc z Lechią Gdańsk 4:2 i ma punkt więcej od sobotniego przeciwnika.

Raport meczowy [Korona Kielce-Lechia Gdańsk 4:2]

Źródło: sport.se.pl