Piłkarze Lechii Gdańsk sięgnęli dna. Po katastrofalnym meczu przegrali na własnym stadionie z Koroną Kielce 1:2, momentami prezentując się wręcz żenująco słabo czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Trener Lechii Tomasz Unton zaskoczył ustawieniem wyjściowej jedenastki, w składzie zmieścił bowiem aż pięciu nominalnych środkowych pomocników. Na swoich pozycjach zagrali właściwie tylko Ariel Borysiuk i Marcin Pietrowski. Miejsce tuż za napastnikiem zajął Daniel Łukasik (zazwyczaj ustawiany bardziej defensywnie), natomiast na skrzydłach zagrali Bruno Nazario (przychodził jako ofensywny pomocnik, ale w Lechii występuje jako lewy pomocnik) oraz - co było największą niespodzianką - Stojan Vranjes. Bośniak ustawiony został na prawym skrzydle.

Jednak gdański zespół kompletnie w tej konfiguracji nie funkcjonował. Piłkarze sprawiali wrażenie, jakby po prostu nie wiedzieli, co mają grać. Akcje się nie zazębiały, dominował chaos i bezhołowie. W tej sytuacji nie było mowy, aby stworzyć realne zagrożenie pod bramką Korony. Pierwszy celny strzał gospodarze oddali dopiero w 21. minucie, ale Vytautas Cerniauskas nie miał problemu z odbiciem uderzenia Antonio Colaka.

Widząc słabość lechistów, Korona spokojnie czekała na swoją szansę. W 25. minucie Przemysław Trytko jak tyczki slalomowe minął trzech rywali, wbiegł w pole karne i wyłożył piłkę Olivierovi Kapo. Francuz strzałem w krótki róg pokonał Mateusza Bąka. Zachowanie zawodników Lechii było w tej sytuacji wręcz skandaliczne.

Po stracie gola trener Unton zmienił ustawienie zespołu - Pietrowski powędrował na prawą obronę, na prawą pomoc przesunął się Mateusz Możdżeń, a Vranjes na pozycji ofensywnego pomocnika zluzował Łukasika, który nieco się cofnął. Jednak poprawy w grze Lechii dalej nie było. Wolne, schematyczne i przewidywalne akcje były łatwo rozbijane przez defensywę Korony. Namiastkę zagrożenia stwarzały tylko stałe fragmenty gry (niecelna główka Pietrowskiego po wrzutce Nazario oraz strzał Możdżenia obroniony przez Cernauskisa), jednak ogólnie ofensywne próby Lechii sprawiały wręcz żałosne wrażenie.

Nie dość tego, gospodarze fatalnie prezentowali się też w defensywie. W 43. min Pietrowski przegrał przebitkę z Kamilem Sylwestrzakiem, obrońca Korony dośrodkował do kompletnie nieobstawionego Vlastimira Jovanovicia, a ten strzałem głową w krótki róg pokonał nieporadnie interweniującego Bąka. Dramat i kompromitacja Lechii i w pełni zasłużone prowadzenie gości 2:0.

W przerwie w zespole Lechii nastąpiły dwie zmiany - za Vranjesa i Nazario na boisku pojawili się Kevin Friesenbichler oraz Piotr Grzelczak. Obaj mocno się starali, jednak w tym meczu gospodarzom nie pomogliby nawet Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Za dużo było w ich grze niedokładności, bałaganu i prostych błędów, a za mało pomysłu i zwykłych piłkarskich umiejętności. O drugiej połowie można napisać tyle, że się odbyła. Lechia niby jakieś sytuacje do zdobycia gola stworzyła, niby próbowała zatrzeć fatalne wrażenie po pierwszej połowie, ale o odrobieniu strat absolutnie nie było mowy. Przy tak beznadziejnej postawie gdańskich piłkarzy było to po prostu niemożliwe. W ostatnich sekundach do bramki Korony trafił co prawda Colak, ale nie był to gol nawet na otarcie łez.

Lechia Gdańsk 1-2 Korona Kielce 
Antonio Čolak 90 - Olivier Kapo 25, Vlastimir Jovanović 43

Lechia: 24. Mateusz Bąk - 32. Mateusz Możdżeń, 15. Adam Dźwigała, 2.Rafał Janicki, 33. Nikola Leković - 17. Marcin Pietrowski, 16. Ariel Borysiuk, 8. Daniel Łukasik (69, 14. Piotr Wiśniewski), 21. Stojan Vranješ (46, 29.Kevin Friesenbichler), 10. Bruno Nazário (46, 9. Piotr Grzelczak) - 20.Antonio Čolak.

Korona: 22. Vytautas Černiauskas - 44. Paweł Golański (73, 28. Leândro), 4. Piotr Malarczyk, 32. Radek Dejmek, 2. Kamil Sylwestrzak - 29. Paweł Sobolewski (90, 10. Michał Janota), 26.Kyryło Petrow, 8. Vlastimir Jovanović, 11. Olivier Kapo, 19. Nabil Aankour (87, 27. Jacek Kiełb) - 9. Przemysław Trytko.

żółte kartki: Friesenbichler - Trytko, Golański. 
sędziował: Szymon Marciniak (Płock). 
widzów: 8991.

Źródło: trojmiasto.sport.pl / 90minut.pl