W piątkowym meczu z Zagłębiem Lubin jedną z bramek dla Lechii zdobył Mohamed Awad Allah. Emir trafił do Gdańska w trwającym okienku transferowym, ale nie jest pierwszym piłkarzem z egzotycznego kraju, który występował w Biało-Zielonych barwach. Historia klubu jest pod tym względem różnorodna i bogata.
Mohamed Awad Allah pojawił się w Gdańsku tego lata. Wcześniej występował w Al-Ain i Khor Fakkan, a więc markach ze swojego ojczystego kraju - ZEA. W tamtejszej lidze zanotował 37 występów, zdobywając w nich 8 goli i 6 asyst. 23-latek to pierwszy zawodnik Lechii z Półwyspu Arabskiego. Kibice Biało-Zielonych z pewnością liczą na to, że zaprezentuje się w Ekstraklasie równie dobrze, co kilku innych egzotycznych zawodników, którzy na przestrzeni lat trafiali do Polski i występowali w klubie.

Kimś takim był z pewnością Abdou Razack Traore. Ten urodzony w Abidżanie (WKS) reprezentant Burkina Faso trafił do Lechii w 2010 roku z norweskiego Rosenborga. Przez 2 i pół roku występów w Gdańsku rozegrał 72 spotkania, strzelając 27 bramek i rozdając 9 asyst. Prezentował się na tyle dobrze, że kwestią czasu stało się jego odejście do silniejszej ligi. 15 stycznia 2013 został więc wytransferowany do tureckiego Gaziantepsporu i to właśnie nad Bosforem spędził większość pozostałych lat kariery. Pojawił się na boisku podczas finałowego meczu o Puchar Narodów Afryki w 2013 roku, jednak jego kadra uległa wtedy Nigerii. W Gdańsku został zapamiętany głównie ze względu na efektowny styl gry i pogodne usposobienie, chociaż nie należał do świętoszków. Jest zdobywcą 500. gola w historii klubu.
Na Traore afrykańskie ślady w historii Biało-Zielonych się nie kończą. Oprócz niego w Lechii występowali bowiem również inni gracze z Czarnego Lądu. W latach 1995-96 w Lechii występował Emmanuel Tetteh. Rozegrał łącznie 30 spotkań i zdobył 9 bramek. Później był Joseph Annor Aziz, który w 1995 roku rozegrał dla klubu 2 spotkania. 5 lat później w Gdańsku pojawił się Nigeryjczyk o wdzięcznie brzmiącym imieniu - Napoleon Amaefule. On z kolei zebrał 17 występów, a nawet wpisał się na listę strzelców. W 2010 do Trójmiasta przybył zaś Bedi Buval. Urodzony we Francji reprezentant Martyniki na polskich boiskach zagrał 23 razy i zdobył 2 gole na przestrzeni rozgrywek 2010/2011. Rok po odejściu Buvala nad Bałtykiem pojawił się Christopher Oualembo. Pierwsze futbolowe kroki stawiał w PSG, a później występował między innymi w Monzie, ale w Gdańsku nie stał się czołową postacią Biało-Zielonych. 5-krotny reprezentant Demokratycznej Republiki Konga był Lechistą przez 2 lata, w trakcie których wybiegł na murawę 26 razy. W 2014 odszedł do Academici Coimbra, gdzie zakończył karierę.
W 2013 roku do Lechii trafił Mohamed Rahoui, ale Algierczyk pojawił się na boisku tylko trzykrotnie w barwach pierwszej drużyny, po czym wrócił do ojczyzny, zaś w 2017 zawiesił buty na kołku. W latach 2014-2016 pomiędzy pierwszym składem i drużyną rezerw balansował też Rudinilson Sliva z Gwinei Bissau, jednak i on nie odcisnął większego piętna na drużynie i także zakończył już karierę. Z kolei Bassekou Diabate został piłkarzem Biało-Zielonych na początku swojej futbolowej przygody. Na polskich boiskach wystąpił 46 razy, nie zdobywając ani jednego gola i notując jedynie 4 asysty. Formę odnalazł dopiero w Norwegii, gdzie wylądował w 2023. W styczniu tego roku informowaliśmy o zainteresowaniu Malijczykiem przez francuskie kluby, ale do transferu nie doszło.
Ciekawie prezentują się także losy Azjatów w Biało-Zielonych barwach. Jedno z lepszych CV w momencie przyjścia do Lechii miał Lewon Hajrapetian. Ormianin był bowiem wychowankiem HSV Hamburg, który do Gdańska trafił w 2011 po rocznym pobycie w Pjuniku Erywań. W klubie z Trójmiasta jednak nie czarował i w 2013 odszedł do Widzewa, mając na koncie 38 występów. Sukcesów nie zapewnił także Omran Haydary. Zawodnik z Afganistanu rozegrał dla drużyny tylko 26 spotkań, w których wpisał się na listę strzelców trzykrotnie, a najlepiej prezentował się na wypożyczeniu do Arki (sic!). Większym wzmocnieniem, choć na krócej, okazał się Daisuke Matsui, który dawał radość kibicom w rundzie wiosennej rozgrywek 2012/2013. Były zawodnik m.in. Gronoble czy Saint-Etienne w 16 występach zanotował 4 bramki, ale po sezonie wrócił do ojczyzny. Jego rodak - Tsubasa Nishi, spędził nad Bałtykiem 2 lata, natomiast nie potrafił przebić się do pierwszego składu i był dwukrotnie wypożyczany.

Duże nadzieje wiązano także z zawodnikami z innego wyspiarskiego państwa - Indonezji. Niestety, zarówno Egy Maulana Vikri, okrzyknięty "Indonezyjskim Messim", jak i Witan Sulaeman, czarowali głównie w rezerwach. Ten pierwszy zanotował zresztą naprawdę obiecujące liczby, bowiem w 23 występach w drugim zespole zdobył aż 17 goli, ale nigdy nie został istotnym elementem pierwszej drużyny. Dzisiaj wspomina się go głównie przez pryzmat fenomenalnych przyrostów liczby obserwujących na klubowym Instagramie. Oczekiwań nie spełnił również Gino van Kessel - reprezentant Curacao urodzony w Alkmaar, który na polskich boiskach zameldował się zaledwie trzykrotnie. Ostatnim z wyspiarzy w Biało-Zielonych barwach był Louis D'Arrigo z Australii. W 2024 pomógł awansować Lechii z powrotem do Ekstraklasy, ale w elicie nie dostawał wielu szans i po sezonie pożegnał się z Trójmiastem.
W polskich warunkach za egzotyczne można uznać także transfery graczy z Ameryki Północnej. W historii Lechii przewinęło się kilku zawodników z USA: Michael Butler, Joenal Castma (reprezentował Haiti), Justin Evans, Austin Hamlet i Kenny Saief, ale tylko ostatni z wymienionych odgrywał większą rolę w trakcie swojego pobytu w Gdańsku. Będąc wypożyczonym z Anderlechtu zanotował 33 wystepy w sezonie 2020-2021. Co ciekawe, obecnie występuje w Maccabi Hajfa, a więc w drużynie, z którą ostatnio rozprawił się Raków Częstochowa w eliminacjach Ligi Konferencji. Listę piłkarzy z Nowego Świata zamyka zaś Steven Vitoria. Kanadyjczyk portugalskiego pochodzenia grał w Biało-Zielonych barwach w latach 2016-2019. W 2022 roku reprezentował swój kraj w Mistrzostwach Świata, ale Kanada już po fazie grupowej odpadła z turnieju.
źródło: własne