lechia

Koniec roku to zwykle czas gdy oprócz noworocznych postanowień przeprowadzamy, także osobiste podsumowanie minionych dwunastu miesięcy.

Zastanawiamy się co było pozytywne, a w którym momencie należało postąpić inaczej. Kluczem wydaje się być odpowiedź na pytanie: co nam sprawiało najwięcej radości i co możemy zrobić by w kolejnym roku te chwile były jeszcze częstsze? W końcu życie jest kruche i krótkie.

Te powody do radości to indywidualna kwestia każdego człowieka. W moim przypadku sprawa jest prosta. Abstrahując od tematów fundamentalnych takich jak zdrowie, praca czy dzieci... Na przestrzeni mojego życia najbardziej radosne i przyjemne chwile to te spędzone z ukochaną kobietą, która potrafi spełnić każdą fantazję zanim jeszcze zdąży się o niej pomyśleć oraz... bramki i zwycięstwa Lechijki.

Rzecz w tym, że z kobietami sprawa jest dużo prostsza niż w wypadku ukochanej drużyny. Kobietę, która dawałaby powody do radości cztery razy na pół roku bez wahania kopnąłbym w tyłek tak daleko jak to możliwe, a na jej miejsce poszukałbym innej. Z drużyną piłkarską jest nieco inaczej, tę wybiera się jedną na całe życie... Kocha się ją bez względu na wyniki czy ligę, w której występuje. Oczywiście mam na myśli kibiców w znaczeniu w jakim sam pojmuję to słowo.

W tym miejscu przytoczę pewną historyjkę z minionego roku. Pewnego wieczoru umówiłem się z kolegami  w ulubionym pubie, w którym zwykle pijemy pomeczowe piwko czy też oglądamy Lechię gdy z powodu zakazów wyjazdowych bądź innych przyczyn nie można być obecnym na stadionie. Jest to miejsce gdzie można zjawić się ''w ciemno'' i być pewnym, że spotka się znajomych, a zaprzyjaźniona kelnerka zadba by znalazł się wolny stolik.

Tym razem było inaczej, na pytanie o wolny stolik usłyszałem: ''Edwin, trochę późno, dzisiaj derby". Pomyślałem, że Kasia zwariowała jakie derby?! Przecież śledzie spadły z ligi!

Chwilę później wszystko było jasne. Chodziło o Gran Derby Real vs Barcelona. Stolik ostatecznie się znalazł, tym bardziej, że nikomu z nas nie zależało by widzieć telewizor. To co zobaczyłem tego wieczora wokół siebie delikatnie mówiąc mnie zadziwiło. Okazało się, że w Gdańsku poza kibicami Lechii jest także całkiem liczna choć na co dzień mocno zakamuflowana rzesza fanów Realu i Barcelony.

Oczywiście gdy podniecali się Messim czy innym dziwnym gwiazdorem z kolczykami w uszach i wymyślną fryzurą piszcząc Viva Barca czy coś tam Real, szybko wstaliśmy i ile sił w gardłach poszło "A my swoje! Lechia Gdańsk!". Chłopaki popatrzyli na nas, jak na przybyszy z innej planety, ale lekko się uciszyli. Chcąc nie chcąc podczas dalszej części wieczoru nadal miałem przyjemność ''podziwiania'' ''kibiców'' hiszpańskich drużyn. Po bramce dla Barcelony jeden (wyjątkowo podniecony) wstał i zaczął krzyczeć, że jest oficjalnym fanem, bo płaci jakieś składki do Hiszpanii...

Pomyślałem koniec świata...

Dlaczego o tym piszę? Powód jest prosty. Rozumiem, że wielu ludzi lubi ogrzać się w blasku cudzych sukcesów, starając się samemu z nimi w jakiś sposób utożsamiać. W Gdańsku kibicom piłkarskim to do niczego nie powinno być potrzebne. Mamy drużynę ze wspaniałą, bogatą historią, piękny stadion i jeżeli się postaramy to także ze świetlaną przyszłością. Zamiast płacić składki czy kupować koszulki  jakichś Barcelon czy innych Realów, można zapisać się do Lwów Północy, wrzucać kasę do puszek czy zasilić klub kupując koszulkę Lechii.

Argumenty, że Lechia jest słaba, że źle zarządzana itp. Wszystko to prawda i będzie nią tak długo jak długo będziemy na to pozwalać. Warto sobie uzmysłowić, że im nas więcej i im większe nasze zaangażowanie tym łatwiej jest walczyć o stały progres klubu. Klubu naszego, gdańskiego, którego sukcesy naprawdę są naszymi sukcesami!

Obecnie trzeba postawić trafną diagnozę kto stoi na przeszkodzie by nasza Lechia wskoczyła na właściwe tory i by piłkarsko zasługiwała na stadion na którym gra i na kibiców, którzy są z nią na dobre i na złe. Następnie wycelować w te osoby ''kibicowskie armaty'' i oczyścić klub z hamulcowych ku chwale Wielkiej Lechii!  Ta chwila jest blisko...

Wszystkim kibicom, przede wszystkim biało-zielonym życzę wszystkiego najlepszego w 2012!
Edwin