Wychowanek Lechii Gdańsk dwukrotnie z Górnikiem zdobywał mistrzostwo Polski i raz Superpuchar.

Wcześniej, z gdańskim klubem, fetował Puchar i Superpuchar Polski. W sobotę oba klubu zmierzą się w Gdańsku i trudno się dziwić, że ikona Lechii i Górnika ma teraz serce w rozterce...

Szybko został ojcem...

W roku 1983 utalentowany junior gdańskiej Lechii - Jacek Grembocki liczył sobie zaledwie 18 wiosen. Jednak tak się ułożyło, że osiągnąwszy pełnoletniość, stał się już ojcem rodziny. Co prawda mieszkał u teściów, ale przyszłość nie rysowała się najgorzej.  W 1974 roku brał udział w turnieju dzikich drużyn na Lechii i został zauważony przez jednego z trenerów. Potem został przekazany do grupy Michała Globisza, i tak się zaczęła się jego przygoda z Lechią. Szybko przechodził kolejne szczeble szkolenia i w wieku 17 lat stał się mocnym punktem juniorskiego zespołu gdańszczan. W 1982 roku zadebiutował w reprezentacji Polski juniorów na turnieju w NRD.

Sukcesy na początku kariery

W sezonie 1982/83 niespełna osiemnastolatka włączono do kadry pierwszej drużyny. Lechia grała wówczas w III lidze (wg dzisiejszej nomenklatury - w drugiej) i walczyła o awans do drugiej ligi. W Gdańsku mieli wówczas dobry zespół i awansowali do II ligi. Jednak prawdziwą sensację piłkarze sprawili w Pucharze Polski, gdzie doszli do finału, w którym pokonali Piasta Gliwice 2:1. W lipcu do tego trofeum dorzucili Superpuchar Polski, zwyciężając mistrza Polski, poznańskiego Lecha 1:0. Młody piłkarz ledwie rozpoczął piłkarską karierę, już miał w dorobku dwa puchary i awans. Dodajmy, że jak najbardziej pełnoprawnie, ponieważ zagrał w obu finałach.

Lechia Gdańsk jako zdobywca Pucharu Polski została zgłoszona do rozgrywek o Puchar Europy Zdobywców Pucharów, gdzie w pierwszej rundzie trafiła na zespół Platiniego, Bońka i Rossiego - czyli jedną z najlepszych europejskich drużyn - Juventus Turyn.

Koszulka od "Zibiego"

14 września 1983 roku Jacek Grembocki wyszedł w podstawowym składzie swojego zespołu na Stadionie Alpejskim w Turynie. Na trybunach zasiadło 55 000 widzów. W zespole biało-czarnych grało wówczas sześciu mistrzów świata z 1982 roku! Nogi uginały się pod piłkarzami Lechii, którzy doskonale wiedzieli, że rywal jest poza ich zasięgiem. Wynik 0:7 w pełni odzwierciedlał przepaść pomiędzy rywalami. Wcześniej, przed meczem podszedł do Zbigniewa Bońka i grzecznie zapytał, czy może się po spotkaniu wymienić z nim koszulkami. "Zibi" stwierdził, że jak go nie będzie "orał", to OK. W Turynie to Grembocki miał go pilnować no i kilka razy ostrzej wszedł. Boniek w tym meczu gola nie strzelił, natomiast jego koszulka jest do dzisiaj jedną z cenniejszych pamiątek Grembockiego.

Profil Jacka Gremboskiego

Dwa tygodnie później stadion Lechii zapełnił się do ostatniego miejsca. Jacek oczywiście ponownie w pierwszym składzie, co niewątpliwie świadczyło o tym, że trener Jarzębowski ma do niego zaufanie. Do 77 minuty pachniało sensacją, Lechia prowadziła 2:1, jednak ponownie Juve okazało się lepsze, a zwycięskiego gola zdobył Boniek ustalając wynik spotkania na 3:2. Jednak doświadczenia z tego dwumeczu zaprocentują w dalszej karierze utalentowanego piłkarza.

W następnym sezonie Grembocki świętował z kolegami kolejny awans - tym razem do najwyższej klasy rozgrywek. W tym czasie również został przekwalifikowany z pomocnika na prawego obrońcę. No i zaczęły się nim interesować inne kluby.

Kierunek - Zabrze!

Lechia to nie był bogaty klub, nie byli w stanie zatrzymać Grembockiego. Oferty składał Lech, ŁKS, bardzo konkretne było lubińskie Zagłębie. Dyrektor tego ostatniego - były sędzia międzynarodowy Alojzy Jarguz miał już przygotowany dwuletni kontrakt, jednak piłkarz miał jeszcze "do pogadania" w Zabrzu. No i latem 1986 roku Jacek stał się "hanysem"! Podpisał kontrakt na cztery lata za takie pieniądze, jakich nigdy nie widział w Gdańsku. Do tego rodzina otrzymała jeszcze 4-pokojowe mieszkanie. Oczywiście dostał etat na kopalni. Lechia nigdy drożej nie sprzedała żadnego piłkarza. Minister Jan Szlachta miał gest - jego marzeniem zawsze był Wielki Górnik. Transfer Grembockiego nie był jakimś chaotycznym ruchem, ponieważ klub z Zabrza kupował graczy z charakterem oraz z konkretnymi umiejętnościami. Piłkarza obserwowano przez rok zarówno w klubie jak i reprezentacji młodzieżowej. W Zabrzu wiedziano, że po sezonie 1985/86 wyjedzie Gunia i stworzy się luka na prawej obronie. Górnik był zbyt dobrze zorganizowanym klubem, aby dopuścić do takiej sytuacji.

Pierwsze złoto

Grembocki w swojej kolekcji posiadał już Puchar Polski i Superpuchar, brakowało tylko Mistrzostwa Polski. Zadebiutował w Wielkich Derbach Śląska. W Zabrzu Górnik pokonał Ruch 3:1, a piłkarz mógł poczuć smak tego niepowtarzalnego wydarzenia. Został dobrze przyjęty przez kibiców. Nieustępliwy, waleczny, szybki - te cechy szybko zjednały mu ich sympatię. Kilka tygodni później zagrał w europejskich pucharach. Co prawda w tych rozgrywkach debiut miał już za sobą i to ze znakomitym rywalem, lecz tym razem były to rozgrywki o Puchar Europy Mistrzów Klubowych. Niestety, dwumecz z przeciętnym Anderlechtem okazał się zupełnie nieudany.

Sezon 1986/87 zakończył się zdobyciem po raz trzeci z rzędu Mistrzostwa Polski, lecz wrocławski Śląsk sprzątnął zabrzanom sprzed nosa Superpuchar. Ale wcześniej, w marcu 1987 roku piłkarz zadebiutował w reprezentacji Polski w towarzyskim spotkaniu z Finlandią, wygranym przez biało-czerwonych 3:1. W europejskich pucharach było trochę lepiej niż przed sezonem. W pierwszej rundzie "trójkolorowi" wyeliminowali grecki Olympiakos, w drugiej Rangers Glasgow okazał się zbyt mocny... Sezon 1987/88 zakończył się kolejnym, czwartym z rzędu mistrzostwem dla Górnika, który również zrewanżował się za nieudany finał ubiegłorocznego Superpucharu. Tym razem w finale nie dał szans poznańskiemu Lechowi.

Występ na Santiago Bernabeu

Kolejny sezon miał przynieść piętnasty i piąty z rzędu ligowy tryumf. Ale wcześniej były europejskie puchary. Po zwycięstwie nad luksemburskim Jeunesse, w drugiej rundzie czekał madrycki Real. W pierwszej potyczce na "Śląskim" zabrzanie ulegli 0:1, choć na pewno nie byli zespołem gorszym. W rewanżu na Santiago Bernabeu do 77 minuty nasi piłkarze prowadzili 2:1, co dawało im awans, jednak dwa gole królewskich pozbawiły zabrzan szans na awans. A przecież jeszcze przy stanie 2:1, Grembocki przeprowadził fantastyczny 70-metrowy rajd prawą strona boiska, idealnie dośrodkował, jednak Baran z pięciu metrów nie trafił do pustej bramki! Niestety, nie udało się również zdobyć po raz piętnasty tytułu mistrzowskiego.

Zmienne koleje losu...

Przed sezonem 1993/94 zabrzański team wzmocniło trzech srebrnych medalistów z Barcelony - Mielcarski, Brzęczek i Kłak. Razem z Ryszardem Stańkiem, Wałdochem i Kosełą, zespół Górnika reprezentowało aż sześciu olimpijczyków. A w składzie byli jeszcze Hajto, Bałuszyński, Jegor i oczywiście Jacek Grembocki z opaską kapitana na rękawie. Celem było piętnaste mistrzostwo. Losy tytułu ostatecznie miały rozstrzygnąć się w ostatniej kolejce właśnie w Warszawie. W przypadku wygranej Górnika, tytuł miał pojechać do Zabrza. Na temat tego spotkania napisano sporo. W 41. minucie po strzale Szemońskiego Górnik prowadził 1:0. A później czerwona kartka dla Bałuszyńskiego, Dziuka i w 70. minucie Legia wyrównała. Prowadzący ostatni mecz w karierze, sędzia Redziński jeszcze raz pokazał "czerwień" w 78 minucie właśnie kapitanowi - Jackowi Grembockiemu, a w finale zakończył mecz przed czasem, kiedy na boisko wpadli kibice wojskowych, aby świętować ten "sukces".

Trenował "Lewego"

Grembocki nie wyobrażał sobie przyszłości bez futbolu i rozpoczął pracę jako trener. Na początku były regionalne zespoły: Cartusia Kartuzy - juniorzy, potem seniorzy, Olimpia Osowa, Orzeł Trąbki Wielkie z którym awansował do IV ligi. w 2006 roku po raz pierwszy trafił do warszawskiej Polonii gdzie pełnił rolę drugiego trenera.. W 2007 roku objął samodzielnie beniaminka II ligi - pruszkowski Znicz, który tylko przez gorszą statystykę bezpośrednich pojedynków z Piastem i Arką nie awansował do ekstraklasy. To właśnie tam, pod jego pieczą rozwijał się talent Roberta Lewandowskiego. W kwietniu 2009 roku został pierwszym trenerem warszawskiej Polonii, z którą awansował do europejskich pucharów. Ale holenderski NAC Breda był się zbyt trudnym przeciwnikiem i prezes Józef Wojciechowski, który tak wychwalał warsztat trenerski Grembockiego, podziękował mu za pracę.

Po tych smutnych dla niego wydarzeniach, były świetny piłkarz nieco wycofał się z ekstraklasowego światka. W 2010 roku Grembocki był trenerem i dyrektorem sportowym w Bałtyku Gdynia. Następnie trenował V-ligowego Amatora Kiełpino.

Obecnie były obrońca Górnika Zabrze poświęca czas głównie szkoleniu młodych adeptów piłki nożnej w swojej szkółce sportowej. Piłkarska Akademia Grembockiego znajduje się w Osowie, funkcjonując pod nazwą miejscowej Olimpii. Szkolenie dzieci i młodzieży to dzisiaj podstawa i taka praca może przynosić kolosalną satysfakcję. Ale jednak trochę żal, że nie widzimy już Pana Jacka, tak charakterystycznie żywiołowo reagującego, na ławce trenerskiej w klubie ekstraklasy.

Źródło: gornikzabrze.pl