Piłkarz czasami powinien przeczytać o sobie taki tekst jak ten poniższy. Może dzięki temu inni też staną się bardziej uważni.

Po meczu z Koroną fanka Lechii opisała na FB swoje przeżycia. Jeden z profili postanowił jej wpis opublikować by w ten sposób przekazać go szerszej publice a przede wszystkim piłkarzom Lechii, w szczególności zaś Piotrkowi Wiśniewskiemu.

Wyjście na mecz z dzieckiem może być naprawdę wyjątkowym doświadczeniem i cenną lekcją. Wiadomo – mimowolnie stara się człowiek robić wszystko, aby rozkochać młodzież w ukochanym przez siebie klubie piłkarskim. Dzisiejszy mecz (chodzi o mecz z Lechii Gdańsk z Koroną z 14 maja 2017 roku dop. red.) nie był Wojciecha pierwszym meczem, ale kiedy mały człowiek za kilka miesięcy kończy 4 lata, a ostatni mecz zaliczył jesienią, to nie wszystkie detale i bodźce pochłania w ten sam sposób – każdy mecz więc to zupełna nowość i niezwykłe, wielkie, wyczekane wydarzenie. Nie inaczej było tym razem.

O dziwo sam mecz przebiegł bez zakłóceń i w skupieniu (lwy, drużynowe maskotki, robią robotę), gdzieś w połowie trwania II połowy rzuciłam mimowolne spostrzeżenie, że po meczu piłkarze chodzą i przybijają ludziom piątki. Wojciech zapalił się niezmiernie i wręcz nie mógł usiedzieć w miejscu, rozmyślając o tym, że ci oto wspaniali piłkarze Lechii, nadludzie, gwiazdy, ba, bogowie piłki niemalże, przybiją mu piątkę.

Wreszcie nadeszła upragniona chwila, Wojciech z potężnym entuzjazmem wystawił rączkę i oczekuje na piłkarzy i…. nic. Wielkie NIC. Nikt nie zwrócił uwagi na małą rączkę, mimo że nie była schowana. Piłkarzom humory nie dopisywały, przemykali więc w tempie ekspresowym i niedbale celowali w co drugą najdłuższą rękę. Nie miałam pretensji - wszak gdyby nie misja zabawiania Wojciecha, pewnie również byłabym średnio pocieszona i najchętniej zła jak osa poszłabym do domu, a nie czekała, aż piłkarze obejdą stadion.

Tak czy siak, wiedziałam, że dzieje się źle. Wojtek nie był wściekły, nie był nawet zły… Był koszmarnie smutny, zawiedziony. Widziałam jak strasznie okazało się to istotne i jak przy każdym kolejnym piłkarzu, który nie przybił mu piątki coraz większy smutek i rozpacz maluje się na jego twarzy. Nie pomyślałabym, że taki detal, ba, mało istotny gest (a raczej jego brak) ze strony piłkarzy tak mocno oddziałuje na takie małe dziecko.

Mój mózg zaczął się gotować w poszukiwaniu ratunku z tej mało szczęśliwej sytuacji i na całe szczęście szedł niezawodny Piotrek Wiśniewski, który zatrzymał się i zwrócił uwagę na tę 1 sekundę i przywitał się z Wojtkiem. Dzięki temu młody wracał do domu tanecznym krokiem 10 cm nad chodnikiem, rozanielony, że mógł przywitać się z prawdziwym Lechistą, a ja miałam spokojny wieczór i świadomość, że Piotrek (pewnie nieświadomie) przyczynił się do tego powolnego procesu budowania świadomości kibicowskiej u Wojtka. Wiem, że do Piotrka to nie dojdzie jednak zyskał w moich oczach kosmicznie wiele i jestem mu ogromnie wdzięczna. Nie chcę nawet myśleć co by było gdyby również go ominął…

Mamę Wojciecha pragniemy poinformować, iż jej wpis dotarł do Piotrka i bardzo go ucieszył.

- Łezka mi się w oku zakręciła. Wspis mamy Wojciecha przeczytałem i się bardzo wzruszyłem . Jestem szczęśliwy. To mało kosztuje a dla takiego dziecka może to być w pamięci na zawsze. Tylko mnie to utwierdziło jakie mam szczęście robiąc to co robię, grając w takim klubie i w takim miejscu dla Tych kibiców.

Mamy nadzieję, że inni piłkarze Lechii zrozumieją w końcu, że mecz nie kończy się wraz z gwizdkiem sędziego. Czy przegrywacie czy wygrywacie macie ZAWSZE obowiązek podziękować Kibicom.