Względem Serba gdański klub też ma zaległości finansowe, ale on nie nosi się z zamiarem składania jakichkolwiek pism do PZPN-u w celach późniejszego rozwiązania kontraktu. - Ciężko pracowałem, żeby być w tym miejscu. Jestem dumny i szczęśliwy, że mogę być piłkarzem Lechii. Są jakieś zaległości finansowe, natomiast schodzą one u mnie na dalszy plan. Myślę tylko o boisku - przekonuje Żarko Udovicić.

Żarko przede wszystkim liczy, że na wiosnę będzie grać zdecydowanie więcej niż jesienią. - Wszystko potoczyło się bardzo negatywnie dla mnie, ale uważam, że sobie z tym poradziłem. Nie jest łatwo przez dwa miesiące tylko trenować dwa razy dziennie i biegać. Staram się jednak szukać w tym pozytywów. Było mi łatwiej wrócić do treningów w styczniu, bo tak naprawdę przygotowania do wiosny zacząłem już w listopadzie - mówi Żarko.

Jest to prawdopodobnie piłkarz, który czuje największy głód piłki w zespole Lechii. - Myślę, że tak, ale muszę to pokazać na boisku. Chciałbym wrócić do tego momentu, w którym się zatrzymałem. Nie mówię tu nawet o liczbach, ale o spotkaniach, w których brałem udział. Złapaliśmy wtedy fajną serię w lidze, graliśmy dobrze. Wiadomo, że miło byłoby dorzucić do tego jakieś asysty czy bramki. Mogę zapewnić, że wiosna będzie w moim wykonaniu lepsza niż jesień - mówi.

Trudno, żeby było gorzej, jeśli spojrzy się na liczby. Jesienią Żarko zagrał tylko w ośmiu ligowych meczach i strzelił jednego gola. W pozostałych spotkaniach musiał pauzować w konsekwencji dwóch czerwonych kartek. - Powiem w ten sposób: uważam, że wiosną nie dostanę ani jednej żółtej kartki. Tak się to wszystko potoczyło, a ja dalej nie mogę uwierzyć, że dostałem dwie czerwone kartki w rundzie jesiennej. Minęło już tyle czasu, a ja wciąż nie wierzę. Wiem jakim jestem typem zawodnika i jakim jestem człowiekiem. Co mi z tego, że sędzia Wojciech Myć mówił potem, że przesadził z reakcją. Mógł to powiedzieć przed Komisją Ligi. Do pierwszej czerwonej kartki nie mam żadnych zastrzeżeń. To była walka i sędzia miał prawo mnie wyrzucić z boiska. Postąpił słusznie - mówi Udovicić.

Za pierwsze przewinienie został zdyskwalifikowany na cztery mecze, za drugie zaś na dwa miesiące. Na nic zdały się tłumaczenia przed Komisją Ligi. - Oni dysponowali takim samym filmikiem, jak wy. Tłumaczyłem im, że nie ma w moim zachowaniu żadnej agresywności. Oczywiście, dotknąłem sędziego. Wiadomo, derby, duża presja, tracimy bramkę. Byłem zdenerwowany, bo nie mogłem wejść na boisko, a do końca meczu została jedna minuta. Zrobiłem ten ruch i powiedziałem sędziemu: "teraz mnie chcesz wpuścić?". Z moich ust nie padły żadne wulgaryzmy. Dostałem czerwoną kartkę, po chwili chciałem podać rękę sędziemu Myciowi, a on mówi, że mi nie poda. To samo mówiłem Komisji. Ukarano mnie, a dodatkowo miałem przeprosić arbitra. Powiedziałem: w porządku, nie ma problemu, ale chciałem to zrobić już wtedy, na boisku. Panowie w Komisji nie wiedzieli dlaczego sędzia nie chciał podać mi ręki. Nie dysponowali też stosownym nagraniem. Gdy usłyszałem jaką wymierzyli mi karę, to nie ukrywam, że byłem w szoku. Nie wiedziałem jak mam wyjechać z Warszawy. Jechać w lewo czy w prawo - wspomina Udovicić.

20190725 089 rul 9219

Wracając jednak do derbowego starcia w Gdyni. Wszystko zaczęło się od tego, że Udovicić położył się na boisku, pokazując, że łapią go skurcze. Gra została przerwana, a on sam musiał zejść poza linię boczną, bo została mu udzielona pomoc medyczna. - Teraz mogę powiedzieć szczerze, że żadnych skurczów nie miałem. Byłem świadomy, że jest to końcówka meczu, a dopiero co wykonałem długi sprint. Pomyślałem sobie, że i tak nie zdążę wrócić we własne pole karne, to się położę. Nie potrzebowałem pomocy medycznej, ale sędzia postanowił inaczej. Myślałem sobie, w porządku, pobiegłem do kontry, położę się, sędzia przerwę grę, moi koledzy zdążą się ustawić, wybijemy piłkę i kończymy spotkanie. Niestety, nie udało się, ale taka jest piłka. To był pierwszy raz w życiu, gdy zdecydowałem się na coś takiego - twierdzi Serb.

Żarko przygotowuje się do rundy wiosennej mimo braku płynności finansowej w Lechii. Piłkarze nie otrzymują wypłat na czas, a niektórzy zdecydowali się na wysłanie pism do PZPN-u z prośbą o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Serb o tym nie myśli. - Ja jestem szczęśliwy i dumny, że mogę być w takim klubie. Bardzo ciężko pracowałem, żeby tu być. Nie mogę narzekać. Nie myślę o żadnych pismach. W tym momencie skupiam się na tym, co dzieje się na boisku. Są zaległości, ale kwestie finansowe schodzą u mnie na dalszy plan - podkreśla Udovicić. 

źródło: własne