Wiśniewski w pierwszych dniach nowego roku obchodził mały jubileusz czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Na początku stycznia minęło dokładnie 10 lat od momentu jego przyjścia do Lechii (z Kaszubii Kościerzyna). Obok niego tak długi staż w zespole ma tylko wychowanek klubu Marcin Pietrowski.

- Minęła kupa czasu, ale to jeszcze nie mój koniec. Na razie czuję się dobrze, czuję się potrzebny drużynie i mam nadzieję, że uda mi się jej jeszcze pomóc w najbliższym czasie. Na razie nie myślę o zakończeniu kariery - podkreśla Wiśniewski, który w sierpniu tego roku skończy 33 lata. Co ciekawe, kiedy w 2005 roku przychodził do Lechii, blisko gdańskiego klubu był jego obecny prezes Adam Mandziara.

Profil Piotra Wiśniewskiego

- Naprawdę? Nawet nie wiedziałem, historia zatoczyła zatem koło. Do mnie na rozmowy przyjechał wówczas Darek Krawczyk [w 2014 roku przez krótki czas prezes Lechii, ostatnio zastąpił go właśnie Mandziara], a trenerem zespołu był Marcin Kaczmarek - wspomina pomocnik biało-zielonych.

Drugą dekadę gry w Lechii "Wiśnia" rozpocznie w momencie, kiedy zespół znajduje się w bardzo nieciekawej sytuacji. Miał walczyć o czołowe miejsca w tabeli, a tymczasem zajmuje 13. miejsce i ma ogromne kłopoty z awansem do pierwszej "ósemki" po sezonie zasadniczym.

- Jesień nam nie wyszła, to fakt, ale patrząc, jacy zawodnicy są teraz dobierani do naszego zespołu, jestem do rundy wiosennej nastawiony bardzo optymistycznie. Doświadczeni piłkarze powinni nam pomóc w osiągnięciu chociaż tego celu minimum, czyli pierwszej "ósemki". Bo jak się ugrzęźnie w dolnej "ósemce", to może być różnie, z kolei nawet jeśli ledwo, ledwo awansuje się do tej górnej, to można powalczyć o wysokie miejsce, co pokazał nasz przypadek w poprzednim sezonie. Wówczas byłaby jeszcze szansa, aby uratować sezon - zaznacza Wiśniewski, który w ostatnim meczu jesieni z Lechem Poznań uczestniczył w nieprzyjemnym incydencie, kiedy ostro starł się z kolegą z zespołu Brazylijczykiem Bruno Nazario. Niewiele brakowało, a doszłoby między nimi do rękoczynów, ale na szczęście do akcji wkroczył Antonio Colak i rozdzielił krewkich piłkarzy.

- Porozmawialiśmy z Nazario na ten temat i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Nie ma co wracać do tematu - ucina "Wiśnia".

Źródło: trojmiasto.sport.pl