Możdżeń w przerwie letniej przyszedł do Lechii z Lecha Poznań, ale póki co nie może na stałe przebić się do pierwszego składu czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Do Lechii sprowadzony został na prawą obronę, ale nowy trener Lechii Tomasz Unton (czy tymczasowy, czy na stałe, jeszcze nie wiadomo) widzi go w innej roli.

- Odbyłem z trenerem Untonem konkretną i rzeczową rozmowę w cztery oczy i usłyszałem, że on widzi mnie w pomocy. A konkretnie, w chwili obecnej, na boku pomocy - podkreśla Możdżeń. - Podobała mi się ta rozmowa, bo taka szczera wymiana zdań zawsze dobrze robi i dla piłkarza, i dla trenera. Czy więcej dałbym zespołowi na przykład w środku pomocy, nie mi oceniać. W Lechu grałem dosyć długo na pozycji "8" i też czuję się w takiej roli dobrze. Przed ostatnim meczem z Cracovią byłem planowany do pomocy i tylko do pomocy, co nastawiło mnie pozytywnie, bo dawno tam nie grałem. Te 20 minut dało mi jakiś zastrzyk optymizmu na przyszłość - zaznacza piłkarz Lechii.

Po zmianie na ławce trenerskiej (Unton, wraz z pomagającym mu Maciejem Kalkowskim, zastąpili zwolnionego Joaquima Machado), piłkarze Lechii jakby odżyli. Nie tylko lepiej prezentują się na boisku, ale również w ich codziennym zachowaniu widać powiew optymizmu.

- Oczywiście najważniejsze są wyniki, bez tego atmosfery nie da się zrobić. Jednak istotne jest również to, że obowiązującym językiem znów stał się polski - przyznaje Możdżeń. - Ja już miałem wcześniej doświadczenie z trenerem Bakero i wiem, jak jest ciężko, kiedy komunikacja jest utrudniona. Na dodatek on miał jeszcze trzech tłumaczy, którzy się zmieniali, a na co dzień nie byli ludźmi związanymi z piłką. To tworzyło jakąś barierę. Poza tym każdy woli rozmawiać po polsku, nie oszukujmy się, wówczas zespół może się lepiej "dotrzeć" - tłumaczy były piłkarz Lecha.

Czy duet Unton - Kalkowski powinien według niego pracować co najmniej do końca roku?
- Ciężko oceniać, bo zaraz może być zmiana i znowu wszystko zaczniemy od nowa. Przydałby się jakiś komunikat, że powiedzmy do zimy będzie trener Unton i nie jest planowana zmiana. Wówczas wszystkim będzie się jeszcze lepiej pracować - podkreśla Możdżeń.

Jego pozycja w zespole jest cały czas niepewna, ale jak zapewnia sam piłkarz, to nie jest dla niego wielki problem.

- Czy moją postawę można nazwać rozczarowaniem? Nie wiem, pozostawiam to każdemu do oceny. Kiedy przychodzi się do nowego klubu, to nie po to, żeby grać mniej niż w poprzednim. Idąc do Lechii, chciałem się dalej rozwijać. Na dziś jest sytuacja, jaką wszyscy widzą, ale ja podchodzę do tego ze spokojem. W końcu powinienem to miejsce w składzie wywalczyć, a te wszystkie zawirowania nie zdołowały mnie. Można szukać wiele usprawiedliwień, kontuzja, nie ta pozycja, wibracje w klubie od samej góry, aż po drużynę. Ale nie chciałbym narzekać. Wierzę, że teraz z każdym dniem będzie już tylko coraz lepiej - podkreśla Możdżeń, który w Lechii cały czas nie uruchomił jednej ze swoich największych broni - strzału z dystansu.

- Czekam na swoją szansę, kiedy jest rzut wolny na prawą nogę to ja jestem wyznaczony, ale do tej pory nie było okazji. Poza tym jak będę występował w pomocy, może być więcej możliwości do strzałów z dystansu. Grając w obronie, ciężko dojść do takich sytuacji - podsumowuje Możdżeń, który dla Lecha strzelił w lidze dziewięć goli. Na pierwsze trafienie w Lechii wciąż czeka.

Źródło: trojmiasto.sport.pl