Chłopaki w Gliwicach wykonali naprawdę kawał dobrej roboty i są w stanie urwać punkty każdej drużynie - mówi Maciej Makuszewski.

W meczu z Koroną musiałeś zejść z boiska z powodu kontuzji. To poważny uraz?
- Na szczęście nie było to nic groźnego, więc szybko wróciłem do treningów. Z nogą jest wszystko OK, czuję się dobrze, więc nie ma przeciwwskazań zdrowotnych co do mojego występu przeciwko Piastowi. Oczywiście na bieżąco mój stan monitoruje trener Robert Dominiak.

Z Koroną po raz pierwszy zagrałeś w Lechii w roli kapitana. Opaska mocno ciążyła na ramieniu?
- Wręcz przeciwnie. Byłem bardzo dumny z tego, że mogłem dostąpić tego zaszczytu i wyprowadzić drużynę na mecz jako jej kapitan. Ale stało się tak ze względu na to, że w kadrze na spotkanie z Koroną nie było ani Sebastiana Mili, ani Jakuba Wawrzyniaka. Jeśli oni będą na boisku, to przekażę im opaskę. Niemniej jednak cieszę się, że spełniło się jedno z moich piłkarskich marzeń.

Profil Macieja Makuszewskiego

Szkoda tylko, że z Koroną nie udało wam się zwyciężyć. 
- Rzeczywiście, jesteśmy z tego powodu mocno rozczarowani. Szkoda przede wszystkim pierwszej połowy tego meczu, bo mieliśmy przewagę i stworzyliśmy sobie kilka dobrych sytuacji do zdobycia bramki. Potem było nam już trudniej, bo rywal cofnął się pod swoje pole karne i skupił się na bronieniu. W kolejnych meczach musimy starać się „napocząć” przeciwnika już przy pierwszej czy drugiej dobrej okazji. Wtedy mecz układa się po naszej myśli i gra się zupełnie inaczej niż w spotkaniu z Koroną.

W sobotę Lechię czeka mecz z prowadzącym w Ekstraklasie Piastem Gliwice. Patrząc na wyniki i grę drużyny Radoslava Latala nie jest to lider przypadkowy. 
- Trzeba szanować zespół Piasta, za to co dotychczas osiągnął. Chłopaki wykonali w Gliwicach naprawdę kawał dobrej roboty i są w stanie urwać punkty każdej drużynie w naszej lidze, o czym przekonały się już m.in. Legia i Lech. My jednak wierzymy w swoje możliwości i uważam, że mamy na tyle dobry zespół, że stać nas na to, by pokonać lidera tabeli na jego terenie. Liczę, że po ostatnich remisach przełamiemy się i przywieziemy z Gliwic pełną pulę.

Pewnie liczycie przy tym na skuteczność Piotra Wiśniewskiego. Komu jak komu, ale Piastowi „Wiśnia” strzelać potrafi [w dwóch meczach poprzedniego sezonu Wiśniewski wbił Piastowi w sumie pięć goli]. 
- Piotrek to nasz talizman na mecz w Gliwicach. Już żartowaliśmy w szatni, że mamy na sobotę pewniaka do składu. „Wiśnia” ma nosa do strzelania bramek Piastowi, dlatego mamy nadzieję, że swoją dobrą serię podtrzyma także w sobotnim spotkaniu.

Źródło: lechia.pl