Lechia Gdańsk szczęśliwie zakończy sezon 2024/25: sportowo utrzymała się w Ekstraklasie, organizacyjnie - choć w wielkich bólach i z karą minus 5 punktów - otrzymała licencję na kolejne rozgrywki.

O swoich refleksjach na temat ostatnich kilku miesięcy w gdańskim klubie opowiedział nam Tomasz Osowski - były dziennikarz “Gazety Wyborczej Trójmiasto”, a obecnie redaktor portalu Bukmacher-Legalny.pl.

Lechia.net: Przez wiele lat pisałeś o Lechii jako dziennikarz, od kilku miesięcy patrzysz na poczynania zespołu i klubu nieco z boku, już jako kibic. Jak ocenisz sezon 2024/25 w gdańskim klubie? Zacznijmy może od przyjemniejszego aspektu, czyli tego sportowego.

Tomasz Osowski*: - Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem tego jak wyglądał zespół w rundzie wiosennej. Pomijając kwestię punktową, mecze Lechii po prostu fajnie się oglądało. Po raz ostatni miałem taką przyjemność z oglądania gdańskiej drużyny w początkowej fazie pracy trenera Tomasza Kaczmarka. Wreszcie gra Lechii była doceniana przez postronnych obserwatorów i ekspertów od Ekstraklasy i wreszcie o aspekcie sportowym mówiło się tyle samo, albo nawet więcej niż o kwestiach organizacyjno-finansowych. Ten zespół zwyczajnie wzbudzał sympatię, a nawet podziw wśród obserwatorów, bo naprawdę nie zdarza się często, aby walcząc o utrzymanie drużyna grała tak ofensywny i ładny dla oka futbol. Ogromny szacunek dla piłkarzy oraz trenera Johna Carvera i całego sztabu, bo wszyscy wiemy w jakich warunkach pracowali.

Musimy powiedzieć kilka słów o angielskim trenerze, którego pojawienie się w Lechii wywołało raczej ironiczne komentarze. A teraz jest nominowany przez Canal+ do nagrody najlepszego trenera sezonu.

- Nie będą opowiadał bajek, że wiązałem z jego przyjściem jakieś wielkie nadzieje. Byłem sceptyczny, tym bardziej wiedząc o jego zaangażowaniu w pracę z reprezentacją Szkocji. Nie było to może tak wielkie zdziwienie, jak w przypadku kuriozalnego pomysłu z zatrudnieniem Davida Badii, jednak z pewnością wraz z przybyciem Carvera pojawił się ogromny znak zapytania. Nawiasem mówiąc, gdyby wówczas ktoś postawił u bukmachera zakład na utrzymanie Lechii, mógłby zarobić naprawdę konkretne pieniądze. Tymczasem Anglik wykonał naprawdę kapitalną robotę, a osobne słowa uznania należą się też jego asystentowi Radosławowi Belli. Od osób, które są blisko zespołu słyszałem o nim same pozytywne opinie - zarówno jeśli chodzi o aspekt merytoryczny, jak i międzyludzki. Gdyby nie udało się zatrzymać Carvera w klubie, widziałbym go w roli pierwszego trenera na kolejny sezon.

Sprawdź: Podstawy zakładów - jak bezpiecznie wejść w bukmacherski świat?

Co takiego zrobił Carver, że zespół prezentował się zupełnie inaczej niż pod wodzą Szymona Grabowskiego? Mówimy rzecz jasna o ekstraklasowym okresie pracy poprzedniego szkoleniowca Lechii.

- Nie odkryję Ameryki mówiąc, że kluczem był sposób w jaki funkcjonował duet napastników Tomas Bobcek - Bohdan Wjunnyk, a po kontuzji Słowaka także jego zmiennicy. W polskiej Ekstraklasie praktycznie nikt nie gra dwoma klasycznymi napastnikami, zresztą podobnie jest w przypadku największych europejskich zespołów. Z tej absolutnej elity właściwie tylko Inter stosuje takie rozwiązanie, choć w pozostałych formacjach układ jest już inny niż w Lechii. Ale wróćmy na ziemię. Takie rozwiązanie naprawdę szachowało większość rywali, gdyż są oni kompletnie nie przyzwyczajeni do takiej taktyki rywala. I bardzo podobało mi się, że Carver nie odstąpił od tego pomysłu po kontuzji Bobceka. To ryzyko się opłaciło, gdyż zarówno Kacper Sezonienko, jak i Michał Głogowski wykorzystali swoją szansę. A propos tego drugiego, dawno nie widziałem na polskich boiskach takiego dryblingu w polu karnym rywala, jak przy jego golu na 3:3 w meczu z Pogonią Szczecin. To było zrobione z takim luzem, wręcz gracją. Ta bramka to obietnica na kolejne miesiące, bo do tej pory Głogowski sprawiał wrażenie onieśmielonego grą w Ekstraklasie. Jednak ten przebłysk talentu powinien mu pomóc.

Skoro już jesteśmy przy indywidualnych cenzurkach. Kogo jeszcze byś wyróżnił?

- Rifet Kapić bez dwóch zdań. Lider zespołu w pełnym tego słowa znaczeniu. Wielki charakter i do tego unikatowy piłkarz. To w jaki sposób potrafi jednym zagraniem minąć dwie lub nawet trzy linie rywala - no to jest mistrzostwo świata. Oczywiście ma pewne niedobory w grze defensywnej, ale chciałbym zwrócić uwagę, że dzięki swojej boiskowej inteligencji, potrafi odebrać piłkę nie fizycznością czy motoryką, ale… głową. W przenośni oczywiście. W swojej grze przypomina mi swojego rodaka, byłego piłkarza Lecha Semira Stilicia. Wizja gry, fenomenalna lewa noga, wspomniana inteligencja. Zresztą ci Bośniacy coś w sobie mają, bo pamiętamy przecież byłego lechistę Stojana Vranjesa. On również miał podobny zestaw atrybutów i też był lewonożny.

Atutów w zespole Lechii było więcej.

- Oczywiście, wspomnieć należy chociażby Iwana Żelizkę. Gdyby nie długa kontuzja stałby w pierwszym szeregu do nagrody dla najlepszego środkowego pomocnika o charakterystyce bardziej defensywnej. Paradoksem jest to, że Lechia utrzymała się w Ekstraklasie mimo chimerycznej gry teoretycznie największych gwiazd, czyli Camilo Meny i Maksyma Chłania. Śmieję się, że Kolumbijczyk to taki typ piłkarza, którego w trakcie jednego meczu można najpierw pokochać, potem znienawidzić, znów pokochać i tak w kółko. Ale kibice uwielbiają piłkarzy, którzy jedną akcją mogą zmienić losy spotkania. Gdyby Mena miał mniej przestojów w grze, był mniej nonszalancki, żeby nie powiedzieć lekkomyślny, byłby jeszcze bardziej wydajny. Jednak z pewnością posiada on największy potencjał sprzedażowy w obecnym zespole Lechii. Z kolei Chłań przez ponad połowę rundy wiosennej grał momentami koszmarnie. Gdyby nie krótka kołdra trenera Carvera, zasługiwał na ławkę rezerwowych. Na szczęście w końcówce sezonu trochę się ogarnął, zaliczył kilka ważnych asyst, zdobył kluczową bramkę na Cracovii. Jednak oczekiwania wobec Ukraińca na pewno były większe. No i muszę wspomnieć o Dominiku Pile, który znalazł swoje nowe miejsce na ziemi i w roli prawego obrońcy robił błyskawiczne postępy.

Mówiąc o Chłaniu i Pile od razu narzuca się temat, jak wyglądać będzie gdański zespół w przyszłym sezonie. Kilka ważnych ogniw może ubyć.

- Niestety tak pewnie będzie. Nie wiem w jaki sposób pan Urfer chce zdobyć fundusze na dalsze funkcjonowanie klubu, o ile chce dalej być właścicielem, ale jeden czy dwa transfery wychodzące bardzo by w tym pomogły. I tu myślę głównie o wspomnianym Menie czy Żelizce. Do tego niektórym zawodnikom kończą się kontrakty, a przecież Lechia wciąż ma zakaz transferowy. Nie wiem jaki jest pomysł Urfera na dalszą działalność klubu i budowę zespołu, który miałby realną szansę odrobić minus 5 punktów i skutecznie powalczyć o utrzymanie. Bo pewnie tylko taki może być realny cel na kolejny sezon, biorąc pod uwagę obecną sytuację.

Odetchnąłeś z ulgą po ostatecznej decyzji Komisji Odwoławczej w sprawie licencji dla Lechii?

- Po pierwotnej decyzji Komisji Licencyjnej wydawało mi się, że to jest ten moment, kiedy w końcu skończy się pobłażanie wobec działalności klubu i Lechia zostanie karnie zdegradowana. I w sumie nawet się z tym pogodziłem, bo patrząc zupełnie obiektywnie gdańskiego zespołu w Ekstraklasie powinno już nie być. Ostatecznie w niej został, a ja najbardziej cieszę się na kolejne derby Trójmiasta z Arką. A cała reszta jest tak mglista, że nie robię sobie żadnych wielkich nadziei. Nie mam pojęcia jaki zespół Lechii zobaczymy w nowym sezonie, nie mam pojęcia jak będzie wyglądała cała otoczka organizacyjno-finansowo, nie mam pojęcia co ma w swojej głowie Urfer. Chciałbym wierzyć, że wreszcie będzie normalnie, ale w tym aspekcie jestem raczej sceptyczny.

Tomasz Osowski* - przez 20 lat dziennikarz sportowy “Gazety Wyborczej Trójmiasto”, gdzie głównie pisał o Lechii Gdańsk. W tej chwili jest redaktorem serwisu bukmacherskiego www.bukmacher-legalny.pl, gdzie analizuje bieżące wydarzenia sportowe i wystawia swoje typy.

O AUTORZE
DarioB
Author: DarioB
Badacz Historii Lechii
Z portalem Lechia.net związany od 2003 roku. Wcześniej głównie foto, obecnie archiwa oraz badanie historii Lechii Gdańsk.
Ostatnio napisane przez autora