Biało-zieloni przegrali z Lechem Poznań 0:1 po golu straconym z rzutu karnego w ostatnich minutach. Spotkanie stało na bardzo niskim poziomie i raczej żadna z drużyn nie zasłużyła na komplet punktów, ale szczęście tym razem było po stronie gości.

Karny z gatunku tych idiotycznych. Zawodnik Lecha strzelał zza pola karnego, interweniować próbował Michał Nalepa, ale zrobił to na tyle nieszczęśliwie, że piłka trafiła w jego rękę. Gwizdek sędziego, rzut karny, a dodatkowo druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla obrońcy biało-zielonych. Mikael Ishak na dużym spokoju pokonał Dusana Kuciaka, który wrócił do bramki Lechii po dwóch ligowych meczach pauzy.

A chwilę wcześniej centymetrów zabrakło, by z gola cieszył się Łukasz Zwoliński. Wrzucał z rzutu rożnego Rafał Pietrzak, Zwoliński uderzał i piłkę z linii bramkowej wybił bramkarz Lecha. Była to najlepsza okazja dla Lechii w tym spotkaniu. Klarownych sytuacji w zasadzie nie było, a jedyne zagrożenie mieliśmy po kontratakach lub stałych fragmentach gry (i to nie zawsze, bo większość była grana tragicznie).

Lech też miał oczywiście swoje sytuacje, a najlepszą krótko po przerwie. Dwukrotnie próbował wspomniany wcześniej Ishak, ale najpierw Lechię uratował słupek, a następnie Kuciak. Goście przeważali do pewnego momentu, potem inicjatywa była po stronie gospodarzy, jednak szwankowało ostatnie podanie. Nawet nie tyle skuteczność, co brakowało dobrej decyzji. Było wiele okazji do kontrataków, natomiast rozegranie tych akcji pozostawiało wiele do życzenia.

Tak na dobrą sprawę największe emocje mieliśmy jeszcze przed meczem. Wiecie, gdy ludzie wchodzący na stadion (dziennikarze i inni do tego uprawnieni) mieli mierzoną temperaturę. Pokaże 36,6 czy może u kogoś będzie gorączka? U jednych było 36,4, u innych 35,8. Emocje jak emocje, ale po tym, co zobaczyliśmy w pierwszej połowie, mamy prawo do delikatnej szydery. 

W porównaniu z pierwszą połową... druga nawet mogła się podobać. No ale trudno, żeby było inaczej, skoro przed przerwą nie działo się absolutnie nic. Lech czasem próbował coś atakować, Lechia natomiast sprawiała wrażenie, jakby została w szatni. Nie było fajerwerków. Nie był to dobry mecz. Taki typowy poniedziałkowy wieczór z polską ligą. Lechia nie była gorsza od Lecha. Tak samo jak nie była gorsza do Piasta tydzień temu. Ale fakty są takie, że punktów z tego nie ma. Zamiast sześciu (lub przynajmniej czterech), jest okrągłe ZERO.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 0:1 (0:0)
Bramka: Ishak (84. - karny)

Lechia: Kuciak - Kopacz, Tobers, Nalepa Ż Ż CZ, Pietrzak (89. Żukowski) - Mihalik (70. Haydary), Kubicki, Kałuziński (58. Makowski), Saief (89. Gajos), Conrado (58. Zwoliński) - Flavio Paixao.

Lech: Bednarek - Czerwiński, Rogne, Satka, Kraweć - Kamiński (58. Skóraś), Tiba Ż, Moder (77. Muhar), Dani Ramirez (77. Marchwiński), Sykora (77. Puchacz) - Ishak (87. Kaczarawa).

źródło: własne