Wysoka porażka w debiucie Piotra Stokowca w roli trenera biało-zielonych.

Piotr Stokowiec trenerem Lechii oficjalnie został w poniedziałek, 5 marca. Miał więc niespełna tydzień na poznanie zawodników i dotarcie do nich. Niewiele, ale taki los trenera. Stokowiec zapowiedział ciężką pracę podczas treningów, walkę i determinację podczas meczów.

Wyjściowy skład Lechii przeciwko Legii różnił się nie co od składu z poprzedniego spotkania ligowego z Zagłębiem Lubin.

Adam Owen postawił na jedenastkę: Kuciak – Nunes, Gerson, Chrzanowski – Stolarski, Łukasik, Borysiuk, F. Paixao, Mladenović – M. Paixao, Peszko

W składzie Stokowca znaleźli się: Kuciak – Wojtkowiak, Nunes, Chrzanowski - Stolarski, Sławczew, Łukasik, Krasić, Peszko – M. Paixao, F. Paixao

Zaszły więc trzy zmiany: w obronie Grzegorz Wojtkowiak zastąpił Gersona, w pomocy Simeon Sławczew za Ariela Borysiuka oraz Milos Krasić za Filipa Mladenovicia. Rewolucji nie było, ale na boisku widać było więcej zaangażowania i myślenia niż za kadencji Walijczyka.

Gospodarze na Stadion Energa Gdańsk od początku ruszyli do przodu, zepchnęli rywala do defensywy. W 10. minucie po dośrodkowaniu Marco Paixao z ostrego kąta uderzył Sławomir Peszko, ale trafił w boczną siatkę.

Wtedy do akcji ruszyli mistrzowie Polski.

W 12. minucie z około 20 metrów uderzał Cafu, ale świetnie bronił Dusan Kuciak, który trzy minuty później wyłapał także strzał (wrzutkę?) z lewej strony Sebastiana Szymańskiego, a niedługo potem po strzale Miroslava Radovicia z pomocą przyszła mu poprzeczka.

W 24. minucie świetnie w pole karne wgrywał Marco Vesović, a Jarosław Niezgoda uprzedził Adama Chrzanowskiego i czubkiem buta strzelił obok interweniującego Kuciaka. 0:1.

Biało-zieloni przegrywali, ale nie rezygnowali z walki o odrobienie strat.

W 29. minucie Chrzanowski pięknie główkował po wrzutce Daniela Łukasika. Dobrze bronił Arkadiusz Malarz.

Najbliżej gola dla Lechii w 45. minucie był Flavio Paixao, który po centrze z lewej strony Chrzanowskiego głową minimalnie strzelił obok słupka.

Po przerwie podopieczni trenera Stokowca otrzymali dwa ciosy, po których ciężko było się podnieść.

Po rzucie rożnym strzelał Michał Kucharczyk, znowu fenomenalnie wybijał Kuciak. Za chwilę rzut rożny z drugiej strony. Piłka trafiła do Radovicia, który z linii końcowej wgrał w pole karne, tam niepilnowany przez nikogo William Remy wpakował piłkę do siatki. 0:2.

W 50. minucie było już 0:3. Po trzech podaniach legionistów w polu karnym, przy których obrońcom Lechii tylko głowy kręciły się w prawo i lewo, Kuciak najpierw wybronił strzał Kucharczyka, ale przy jego drugim strzale był bez szans.

Nadzieja wstąpiła w gdańszczan w 66. minucie, gdy z 13 metrów - po kapitalnym podaniu w polu karnym głową Grzegorza Kuświka (wokół siebie miał trzech obrońców rywala) - huknął celnie Simeon Sławczew. 1:3.

Bardzo blisko zmniejszenia rozmiarów porażki było w 91. minucie, gdy Kuświk z dość trudnej pozycji strzelił, piłka jednak otarła się od zewnętrznej strony słupka i wyszła na aut.

Lechia przegrała kolejne spotkanie, na osłodę pozostaje fakt, że od 8 lipca w jej składzie będzie 18-letni Egy Maulana Vikri z Indonezji. To podobno wielki talent, w 2017 roku angielski dziennik The Guardian uznał młodego Indonezyjczyka za jednego z 60 najbardziej utalentowanych i perspektywicznych młodych piłkarzy świata. W mistrzostwach Azji do lat 21 ze swoją reprezentacją wywalczył trzecie miejsce a już sam sięgnął po koronę strzelców tego turnieju.

Zanim jednak Vikri założy biało-zieloną koszulkę, to jego starsi koledzy - być może mniej utalentowani - już w piątek, 16 marca, zagrają kolejny mecz w ekstraklasie. Nie będzie łatwo, bo rywalem na wyjeździe będzie Lech Poznań, który w tej kolejce rozbił lidera ekstraklasy Jagiellonię Białystok 5:1.

źródło: gdansk.pl