W drugim meczu z rzędu piłkarze Lechii w niewytłumaczalnych wręcz okolicznościach wypuścili z rąk dwubramkowe prowadzenie. Biało-zieloni prowadzili 2:0 z Radomiakiem Radom, teraz na wyjeździe z Wisłą Kraków, a mimo to w obu spotkaniach zdobyli zaledwie po jednym punkcie...

Dwubramkowe prowadzenie Lechii do przerwy. Brzmi znajomo? Bo choć Wisła zagrała dużo lepiej niż dwa tygodnie temu Radomiak Radom, to po czterdziestu pięciu minutach gdańszczanie prowadzili 2:0. Najpierw z bliska trafił Jarosław Kubicki, a w końcówce pierwszej części pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Ilkay Durmus. Mogło być wyżej, jednak Paweł Kieszek w efektownym stylu obronił potężny strzał Macieja Gajosa, a Michałowi Nalepie zabrakło centymetrów, by dojść do piłki zagranej przez Mateusza Żukowskiego.

Oczywiście, Wisła również miała swoje sytuacje, w większości czasu gry była stroną przeważającą, to jednak brakowało jej konkretów.

Swoją drogą, sam rzut wolny zasługuje na wyróżnienie. Nie chodzi nawet o sam strzał, ale o scenkę, która rozegrała się kilkadziesiąt sekund wcześniej. Ilkay Durmus od razu zabrał piłkę i nie zamierzał jej nikomu oddawać, a chrapkę na wykonanie stałego fragmentu miał też Rafał Pietrzak. Do negocjacji ruszył nawet Łukasz Zwoliński, ale nikt i nic nie było w stanie przekonać Turka do zmiany decyzji. Czy to było zaplanowane? Trudno powiedzieć. Wyszło i zabawnie i skutecznie.

Po pierwszej połowie więc 2:0. Ale dwa tygodnie temu Lechia na część spotkania nie wyszła i z Radomiakiem był remis. A teraz? Cóż, również nie wszystko zagrało. Wisła napierała, zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce i praktycznie co chwilę pachniało golem. Trudno powiedzieć czy wynikało to z taktyki czy po prostu Wisła była na tyle dobrze dysponowana. Można mówić, że Lechia grała defensywnie, ale też drużyna Wisły zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. Gospodarzom udało się złapać kontakt na dwadzieścia minut przed końcem po pięknym uderzeniu Michala Frydrycha. Później było jeszcze parę okazji, które wiślacy zrobili come back w stylu Radomiaka.

Nowy trener Tomasz Kaczmarek i jego zespół długo mieli szczęście, ale w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zagapił się Żukowski, wygrał z nim pojedynek powietrzny Frydrych i zapewnił Wiśle jeden punkt.

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 2:2 (0:2)
Bramki: Frydrych (71., 90.) - Kubicki (23.), Ilkay Durmus (45.)

Wisła: Kieszek - Gruszkowski (86. Starzyński), Frydrych, Szota Ż Ż CZ, Hanousek - Yeboah (90. Sobol), El Mahdioui, Plewka (66. Żukow), Skvarka (86. Savić), Kliment Ż (66. Hugi) - Brown Forbes Ż.

Lechia: Alomerović - Żukowski, Nalepa, Maloca, Pietrzak - Ceesay (72. Conrado), Makowski, Kubicki Ż (73. Biegański), Gajos (81. Sezonienko Ż), Ilkay Durmus (81. Kopacz) - Zwoliński Ż (90. Zjawiński).

meczlechiawisla

źródło: własne