Piłkarze Lechii zremisowali w Gdyni z Arką 2:2, chociaż w 53. minucie prowadzili różnicą dwóch bramek. Niestety biało-zieloni dali sobie wbić dwa gole w ostatnim kwadransie, a decydujące trafienie miało miejsce w samej końcówce.

W tego typu meczach zazwyczaj mamy do czynienia w pierwszej kolejności z walką, wślizgami, częstymi interwencjami sędziego. Teraz było trochę inaczej. Mogliśmy oglądać zagrania na jeden lub dwa kontakty, ładne wyjścia spod pressingu, wreszcie sytuacje podbramkowe. Mówiąc wprost - było trochę piłki w piłce. Lechia tworzyła akcje głównie swoją prawą stroną, głównie dlatego, że w tamtej strefie Arka miała młodego Jakuba Wawszczyka, który był niemiłosiernie ogrywany przez Lukasa Haraslina. Słowak miał już na początku kapitalną okazję, potem był blokowany, natomiast należał do tych jaśniejszych piłkarzy Lechii w pierwszej połowie. Do tego grona należy zaliczyć też Flavio Paixao (również zmarnował wyśmienitą sytuację), a przede wszystkim Dusana Kuciaka.

Nieoczekiwanie słowacki bramkarz biało-zielonych miał w tym meczu bardzo dużo pracy. Jednak nie trzeba nikomu mówić, że on zna się na swoim fachu i dwukrotnie popisał się interwencjami w - wydawało by się - beznadziejnych sytuacjach. Gdyby coś wpadło, Arka miała by znacznie łatwiej.

A tak... Lechia w dwie minuty załatwiła sprawę. Najpierw uaktywnił się kat Arki Flavio Paixao (siódmy gol w derbach), po chwili trafienie po znakomitej kontrze dołożył Artur Sobiech i gdańszczanie wyszli na bardzo komfortowe dwubramkowe prowadzenie. Warto zaznaczyć, że w obu przypadkach wszyscy piłkarze w biało-zielonych strojach podbiegli do pustego sektora gości.

Gospodarze byli totalne wybici z rytmu. Lechia kontrolowała spotkanie, ale... no cóż, nie byłaby sobą, gdyby nie doprowadziła do nerwowej końcówki. Najpierw Michał Nalepa (ten z Arki) strzelił gola kontaktowego, a po chwili gdynianie drugi raz trafili do siatki. Tutaj jednak interweniował VAR, gdyż Kuciak był ewidentnie faulowany. To był jednak problem, gdyż Lechia przy prowadzeniu 2:0 zwolniła, jakby przestała grać, każda stykowa sytuacja była na korzyść miejscowych. W drugiej połowie mieliśmy sporo przerw w grze, przez co arbiter doliczył aż dziewięć minut. I niestety w jednej z ostatnich akcji gospodarze potrafili doprowadzić do wyrównania...

Chwilę po tym Żarko Udovicić dostał czerwoną kartkę za komentowanie decyzji sędziego. I lada moment mieliśmy ostatni gwizdek.

Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 2:2 (0:0)
Bramki: Nalepa (75.), Vejinović (90.) - Flavio Paixao (51.), Sobiech (53.)

Arka: Steinbors - Zbozień, Maghoma, Marić, Wawszczyk - Nando (86. Siemaszko), Vejinović Ż, Busuladzić (69. Deja), Nalepa, Jankowski (58. da Silva) - Schirtladze.

Lechia: Kuciak - Fila Ż , Nalepa, Augustyn Ż, Mladenović Ż - Haraslin Ż (66. Peszko), Łukasik (87. Gajos), Kubicki, Flavio Paixao, Udovicić CZ - Sobiech (74. Makowski). 

źródło: własne