Jagiellonia ostatni raz wygrała w Gdańsku w kwietniu 2013.

Biorąc jednak pod uwagę obecną formę Lechii, mogła spokojnie tu wygrać. Do ostatniej minuty prowadziła wszak 3:2.

Lechia grała w Gdańsku dobrze przez pierwszych 20 minut. Później zaczął się dramat. Niemoc. Brak komunikacji, niecelne podania. Na koniec ciemność - Eurosport, chyba z litości dla kibiców Lechii, przerwał transmisję na dłuższy czas...

Pierwszą bramkę, po wybiciu z rzutu rożnego przez Rafała Wolskiego. zdobył głową Błażej Augustyn w 11 minucie. To była jego pierwsza bramka dla gdańskiego klubu. Augustyn padł więc na kolana i dziękował niebiosom za ich życzliwość. Miłe złego początki. Za chwilę Augustyn miał popsuć humor sobie i kibicom.

Lechia na początku grała ładnie. Wcześniej swoje szanse - dwie - miał Marco Paixao, ale podszedł do nich zbyt nonszalancko. Mógł strzelić w czwartej i 10 minucie.

Raport meczowy [Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok 3:3]

Za to w 24 minucie, po ładnym dośrodkowaniu Czernycha, piłkę do własnej bramki skierował niefortunnym kiksem... Błażej Augustyn. Bohater sprzed kilku minut teraz pogrążył zespół. Kuciak był bezradny.

W 28 minucie, po pięknym podaniu od Pospisila, piłkę w polu karnym nad Kuciakiem przerzucił Przemysława Frankowski, wychowanek Lechii. Zachwycający gol! Frankowski nie cieszył się, bo zna Gdańsk, zna Lechię, tu się wychował piłkarsko, więc szanuje kibiców. A miał się z czego cieszyć, bo jego dotknięcie było magiczne. 2:1.

Takich problemów z "cieszynką" po przerwie nie miał Czernych. Kiedy w 48 minucie, strzelił na 3:1 dla Jagi, po pięknym podaniu Frankowskiego, nie musiał kryć radości.

Lechia zamroczona: mnożyła złe podania i straty. Zespół dostał trzy ciosy i trochę zabrało, zanim stanął mocno na nogach. Udało się - Marco Paixao zdobył bramkę na 2:3, wbił piłkę do pustej bramki, po szybkim rajdzie Romario Balde. Ten młody chłopak z Portugalii nie dostosował się do reszty piłkarzy Lechii, którzy chodzili zagubieni niby zombie z “The Walking Dead”. Romario natomiast biegał, szarpał i walczył. Przywiózł z Benfiki energię i wiarę, że w piłkę gra się szybko, odważnie i z wiarą.

Była 60 minuta. Od tego momentu na boisku zapanował chaos. Lechia próbowała szarpać, głównie za sprawą młodych - wprowadzonych w drugiej połowie - Romario i Joao Oliveiry. Jagiellonia groźne kontratakowała i zdobyła nawet w 70 minucie gola, teoretycznie na 4:2, ale sędzia go nie uznał - przerwał grę, gdy piłka była w górze, leciała do bramki... piłkarze Jagi wściekli.

Jagiellonia jednak miała fatalną końcówkę meczu: wszystkie groźne kontry psuła, marnowała, gubiła piłkę. Lechia z kolei szarpała, desperacko strzelała z daleka i z bliska. Było coraz bardziej mokro, boisko śliskie, piłka uciekała. Stadion zasnuł dym z rac, kibice rozwiesili wielki transparent ze słowami “Fuck the Police". Spiker prosił o kulturalny doping i nierzucanie rac. Na darmo.

I w tym momencie, w ostatniej właściwie akcji meczu, w dymie, Wawrzyniak wrzucił piłkę w pole karne, a tam głową do bramki skierował ją niepilnowany Marco Paixao. Z punktu widzenia Jagiellonii: kryminał! Taka nonszalancja obrońców w ostatniej minucie meczu! Na szczęście dla Lechii udało się uratować cenny punkt.

Lechia ma ich jednak raptem 10 i jest w lidze 12.

{joomplucat:2264 limit=9|columns=3}

Zobacz całą galerię zdjęć

źródło: gdansk.pl / własne