O końcowym wyniku meczu zadecydowały dwa stałe fragmenty gry.

Na pierwszą połowę najlepiej spuścić zasłonę milczenia. Szczególnie na jej początkową część.

Mniej więcej w połowie pierwszej części spotkania zaczęło lać jak z cebra, a wraz ze zmianą aury do przodu ruszyli goście. Marco Paixao kilkukrotnie powodował, że pod bramką Bąką bito na alarm. Szczególnie w 28 minucie strzał głową Portugalczyka był tak groźny, iż wydawało się, że już nic nie uratuje Lechii. Na szczęście piłka trafiła w słupek.

Dopiero w doliczonym czasie pierwszej części, Lechiści zmusili do wysiłku Mariana Kelemena. Najpierw wrocławski bramkarz wyciągnął się jak struna, by obronić uderzenie Przemka Frankowskiego w akcji „sam na sam”. W tej sytuacji podawał, wcześniej irytujący nieporadnością Piotr Grzelczak. Chwilę później golkiper WKS znów musiał wspiąć się na wyżyny by na rzut rożny sparować uderzenie Deleu.

Po przerwie zaczęło się dziać nieco więcej. Wreszcie Lechiści zdobyli prowadzenie po fantastycznym przerzucie Daisuke Matsui, który rozgrywał chyba swój najlepszy mecz w gdańskich barwach i jeszcze bardziej fantastycznym strzale Piotra Grzelczaka. Jeśli ktoś nie widział, niech za komentarz starczy fakt, iż ten gol był jeszcze piękniejszy niż bramka „Grzela” z Barceloną.

Niestety na tym skończyły się atuty gdańszczan w tym meczu.

Najpierw po rzucie rożnym, błąd w kryciu popełnił Grzelczak, a z najbliższej odległości piłkę do siatki skierował Adam Kokoszka.

Potem nastąpił okres przewagi Lechii. Biało-Zieloni wyglądali na lepiej przygotowanych fizycznie, co dziwić nie może gdyż w przeciwieństwie do wrocławian nie grali w tym sezonie w europejskich pucharach.

Gdy wydawało się, że zwycięski gol dla Lechii jest tylko kwestią czasu, padł gol, ale dla Śląska. Znów rzut rożny, tym razem krycie zgubił Patryk Tuszyński. Rafał Grodzicki miał więcej miejsca niż wędrowca idący przez pustynie i punkty pojechały do Wrocławia.

„Oni się nadają, ale do pchania karoserii” stwierdził poniekąd słusznie jeden z załamanych kibiców Lechii.

Gdańszczanie nie potwierdzili dobrej formy prezentowanej ostatnio w meczach wyjazdowych. Po 15 meczach mają 19 punktów, w analogicznym momencie w poprzednim sezonie mieli ich o cztery więcej.

Z grą zaprezentowaną przez Lechię w meczu ze Śląskiem, niezmiernie ciężko będzie zakwalifikować się do czołowej ósemki rozgrywek. 

Raport meczowy [Lechia Gdańsk-Śląsk Wrocław]