Piłkarze Lechii Gdańsk do Lubina przyjechali jak po swoje.

W meczu z prezentującym mocno wakacyjną formę Zagłębiem gdańszczanie już w pierwszej połowie strzelili trzy gole, czym zapewnili sobie pewną wygraną i przybliżyli się do zajęcia miejsca w górnej połowie tabeli na koniec sezonu.

Trener Bogusław Kaczmarek do Lubina zabrał tylko 17 zawodników, bo kontuzje zatrzymały w Gdańsku brazylijski duet prawoskrzydłowych - pomocnika Ricardinho oraz obrońcę Deleu, który na ostatnim rozruchu przed wyjazdem zespołu do Lubina nabawił się urazu mięśnia dwugłowego. Na mecz przedostatniej kolejki ekstraklasy nie pojechali także mający kłopoty ze zdrowiem Marcin Pietrowski oraz mający kłopoty z piłkarską formą Piotr Brożek.

Nie mogło zatem dziwić mocno eksperymentalne ustawienie drużyny, w której w pierwszym składzie znaleźli się zarówno defensywny pomocnik Wojciech Zyska, jak i Przemysław Frankowski, który zajął pozycję "dziesiątki".

Mimo obecności w składzie dwóch graczy z niewielkim jeszcze piłkarskim doświadczeniem, Lechia od początku spotkania była zespołem bardziej zainteresowanym zdobyciem bramki. Gorąco w polu karnym było już w trzeciej minucie spotkania, kiedy piłkę po strzale zza pola karnego na rzut rożny wybił debiutujący w ekstraklasie bramkarz Zagłębia Marek Kozioł.

Golkiper "miedziowych" skapitulować jednak musiał już sześć minut później, a wyraźnie "pomógł" mu przy tym kapitan Zagłębia Adam Banaś. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła Christophera Oualembo piłkę z pola karnego wybił Aleksandyr Tunczew, ta trafiła pod nogi Piotra Wiśniewskiego, który bez zastanowienia strzelił z ok. 20 metrów. Lecącą piłkę trącił Banaś i uczynił to tak niefortunnie, że ta poleciała wprost do bramki lubinian, kompletnie myląc bezradnego Kozioła.

W 13. minucie mogło być już 2:0 dla Lechii, ale piłka po uderzeniu z dystansu Zyski "tylko" odbiła się od słupki bramki "miedziowych". Co nie udało się Zysce, powiodło się w 17. Pawłowi Buzale, ponownie przy pomocy Banasia. Kapitan Zagłębia nie sięgnął piłki po pięknym podaniu z głębi pola od Rasiaka. Futbolówkę w polu karnym przejął Buzała i mimo asysty obrońcy gospodarzy zdołał przelobować interweniującego Kozioła i podwyższyć prowadzenie Lechii.

Zobacz raport meczowy [Zagłebie Lubin-Lechia Gdańsk 0:3]

Po zdobyciu drugiego gola gdańszczanie oddali inicjatywę gospodarzom, co mogło skończyć się stratą gola przez biało-zielonych, bo w 25. minucie groźnie strzelał David Abwo. Mimo naporu lubinian, z bramki cieszyli się jednak... lechiści. Trzecią bramkę w meczu, a swoją 50. w ekstraklasie zdobył w 28. minucie Rasiak, wykorzystując kontratak Frankowskiego i celne dośrodkowanie Wiśniewskiego, i głową umieścił piłkę w bramce Zagłębia, przy kompletnie biernej postawie obrońców zespołu Pavela Hapala. Rasiak w końcówce pierwszej połowy mógł jeszcze zdobyć dla Lechii kolejną bramkę, ale tylko obił poprzeczkę po strzale z 25. metrów.

W drugiej części spotkania ukontentowani prowadzeniem gdańszczanie ograniczyli się do zabezpieczenia tyłów i nastawili na przetrzymanie rzadkich ataków lubinian. Sami zaś tylko od czasu do czasu decydowali się na wyprowadzenie kontrataków, ale tempa gry, a przede wszystkim skuteczności z pierwszej połowy już nie utrzymali.

Źródło: trojmiasto.gazeta.pl