19-letni Wojciech Zyska dwa ostatnie mecze Lechii Gdańsk rozpoczął w pierwszym składzie i wraz z 18-letnim Pawłem Dawidowiczem utworzył chyba najmłodszy w historii ligi duet defensywnych pomocników czytamy w trojmiasto.sport.pl.

- Uzupełniamy się z Pawłem, on ma więcej zadań defensywnych, ja z kolei bardziej odpowiadam za grę do przodu. Z każdym meczem powinno być coraz lepiej - mówi Zyska.

Zyska wskoczył do składu na mecz z Ruchem Chorzów w miejsce kontuzjowanego Marcina Pietrowskiego. Od 1. minuty zagrał też w kolejnym meczu z Jagiellonią Białystok. W obu spotkaniach spisał się poprawnie, choć sam piłkarz dostrzega swoje braki.

- Wcześniej brakowało mi ciągłości gry, teraz z każdym kolejnym meczem powoli łapię pewność siebie [w siedmiu ostatnich kolejkach pięciokrotnie wybiegał na boisko, w tym trzy razy w pierwszym składzie]. Z czasem powinno wyglądać to coraz lepiej, ale w tej chwili jest jeszcze dużo do poprawy - przyznaje Zyska w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Czasami zbyt łatwo tracę piłkę, tak jak w meczu z Jagiellonią, kiedy musiałem ratować się faulem na swojej połowie i zobaczyłem żółtą kartkę. W tej sytuacji nie zrozumieliśmy się z Chrisem [Oualembo], ale to w stu procentach była moja wina. Muszę wystrzegać się tego typu sytuacji - podkreśla pomocnik Lechii.

W meczu z Jagiellonią stworzył z Dawidowiczem młodziutki duet środkowych pomocników. Jednak na boisku nie było widać ich braku doświadczenia, obaj dobrze radzili sobie z dużo bardziej ogranymi rywalami, reprezentantem Polski Michałem Pazdanem czy świetnym Hiszpanem Danim Quintaną.

- Podział ról na ten mecz był taki, że Paweł bardziej odpowiadał za defensywę, a ja miałem się skupić na grze do przodu, oczywiście nie zapominając o destrukcji. Starałem się grać odważnie, rozpoczynać nasze akcje, raz wychodziło to lepiej raz gorzej. Tak jak mówiłem, z czasem moja gra powinna wyglądać coraz lepiej - zaznacza Zyska, który mógł w tym meczu zdobyć piękną bramkę w stylu Zlatana Ibrahimovicia - po strzale piętą.

Zobacz profil Zyski

- Nie jest to może mój idol, ale rzeczywiście to mogła być piękna bramka w jego stylu - przyznaje Zyska. - To wyszło spontanicznie, było to takie sytuacyjne uderzenie. Wciąż czekam na pierwszego gola w ekstraklasie, może muszę więcej uderzać z dalszej odległości? [ostatnio strzelił piękną bramkę w meczu rezerw]. Na pewno będę próbował - obiecuje młody piłkarz Lechii.

Biało-zieloni w dwóch ostatnich meczach nie stracili gola, co biorąc pod uwagę ich radosną twórczość w defensywie we wcześniejszych spotkaniach, jest wyczynem wręcz niesamowitym.

- Naszym podstawowym celem jest w tej chwili gra na zero z tyłu. Wcześniej różnie z tym bywało, więc w tej chwili jako cały zespół bardzo dbamy przede wszystkim o zabezpieczenie własnej bramki. A z przodu zazwyczaj coś wpadnie - tłumaczy Zyska, który jest w czteroosobowej radzie zespołu i nawet zakładał już w tym sezonie opaskę kapitana. - To dla mnie wielkie wyróżnienie, trener wybrał mnie do rady zespołu jako przedstawiciela młodzieży, ale nie wiem dlaczego wybrał właśnie mnie. A to, że nosiłem opaskę kapitana jest dla mnie wielkim zaszczytem - podsumowuje wychowanek Olimpii Sztum.

W środowym, wyjazdowym meczu z Cracovią (godz. 18) Zyska znów może wyjść w pierwszym składzie Lechii. Do zdrowia powoli wraca już co prawda Marcin Pietrowski, ale nie wiadomo, czy będzie gotowy na 90 minut gry. Zresztą nawet gdyby tak było, to niewykluczone, że trener Michał Probierz i tak postawi na Zyskę.

Źródło: trojmiasto.sport.pl