Lechia Gdańsk po raz pierwszy w tym sezonie nie straciła gola w dwóch kolejnych ligowych meczach - z Ruchem Chorzów i Jagiellonią Białystok czytamy w trojmiasto.sport.pl.

Spora w tym zasługa bramkarza Mateusza Bąka, który w tym drugim spotkaniu po kilku latach znów został kapitanem zespołu.

Bąk, który zawodnikiem Lechii jest od 1996 roku (z przerwą w latach 2010-13), kapitanem zespołu był już w sezonie 2007/08 (trenerem był wówczas Tomasz Borkowski). Bąk wyprowadził kolegów w ośmiu meczach, ale potem odniósł ciężką kontuzję, która wyeliminowała go z gry na długie miesiące. W ostatnim spotkaniu z Jagiellonią, po dokładnie 2271 dniach, znów został kapitanem zespołu. Choć teoretycznie jest w kolejce dopiero piąty - po Jarosławie Bieniuku, Marcinie Pietrowskim, Krzysztofie Bąku oraz Wojciechu Zysce. Dwaj pierwsi nie zagrali w Białymstoku z powodu kontuzji, Krzysztof Bąk usiadł na ławce rezerwowych, z kolei w przypadku Zyski trener Michał Probierz uznał, że tak młody zawodnik (19 lat) chyba nie byłby jeszcze w stanie udźwignąć ciężaru kapitańskiej opaski i przekazał ją bramkarzowi Lechii.

Profil Mateusza Bąka

Bąk uczcił ten fakt drugim z rzędu meczem bez wpuszczonej bramki. W poprzednich ośmiu spotkaniach Lechia straciła aż 19 goli. Skąd tak nagła przemiana?

- Praca, praca, praca - odpowiada lakonicznie Bąk i dodaje: - Każdy zespół ma lepsze i gorsze momenty, my jesteśmy najlepszym przykładem: świetny początek, potem kryzys i teraz, mam nadzieję, znów zaczęliśmy lepszą passę. Zresztą takich drużyn jest więcej - Jagiellonia, Ruch czy nasz najbliższy przeciwnik Cracovia. Oni przegrali dwa ostatnie mecze i na pewno będą chcieli zmazać tę plamę w spotkaniu z nami. My mamy nad nimi trzy dni przewagi [Lechia grała w czwartek, Cracovia w niedzielę], dlatego musimy zagrać agresywnie i dynamicznie. Wówczas mniej czasu na odpoczynek Cracovii może mieć znaczenie - podkreśla bramkarz biało-zielonych w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.
Lechia w ostatnich tygodniach dużo lepiej niż na własnym boisku prezentuje się na wyjazdach. Bąk ma na to wytłumaczenie.

- Musimy nazwać rzecz po imieniu: Lechia ma obok Lecha Poznań najgorszą murawę w Polsce. Mamy miękkie, bagniste i nierówne boisko, które utrudnia kombinacyjną grę i bardzo "wchodzi" w nogi. Kiedy jedziemy na Piast Gliwice, Zagłębie Lubin czy ostatnio na Jagiellonię, gdzie są twarde, równe murawy, chłopakom z pola gra się dużo łatwiej. Warto zauważyć, że z przodu niemal w każdym meczu coś nam wpada [na 18 meczów, tylko w trzech Lechia nie zdobyła bramki], dlatego kiedy uda nam się zagrać na zero z tyłu, jest duże prawdopodobieństwo wygranej. I to jest też nasz cel na mecz w Krakowie - zaznacza Bąk.

Źródło: trojmiasto.sport.pl