Zapraszamy do lektury artykułu w którym dziennikarz serwisu trojmiasto.sport.pl zastanawia się kto może wygrać rywalizację o miejsce w składzie Lechii Gdańsk.

Rywalizacja i konkurencja. Te dwa hasła to motto, które przyświeca Jerzemu Brzęczkowi i Lechii Gdańsk w czasie zimowych przygotowań do drugiej części sezonu ekstraklasy. Z jednej strony ma to podnieść poziom poszczególnych piłkarzy co jest jak najbardziej pozytywne, ale efektem ubocznym będzie konieczność odsunięcia od składu graczy, którzy do niedawna byli jeszcze pierwszoplanowymi postaciami drużyny.

- Mamy wyrównaną kadrę, w której jest 27-28 zawodników, a miejsc na boisku jest tylko jedenaście. Dlatego wiem, że będę miał w zespole sporą grupę niezadowolonych piłkarzy - mówi szkoleniowiec biało-zielonych pytany o walkę poszczególnych graczy o pierwszy skład. Kto może znaleźć się w tym gronie?

Na dobre z pierwszego składu Lechii może wypaść Nikola Leković. Serb wiosną poprzedniego sezonu był absolutnie pierwszym wyborem trenerów gdańszczan jeśli chodzi o lewą obronę. Podobnie było także i na początku obecnych rozgrywek, jednak pod koniec rundy jesiennej słaba forma i kontuzje 25-latka sprawiły, że Brzęczek musiał zastępować Lekovicia Marcinem Pietrowskim. Wszystko wskazuje na to, że rozbrat Serba z pierwszą jedenastką może być dłuższy. Już teraz w dobrej dyspozycji jest zakontraktowany na początku stycznia Jakub Wawrzyniak i to on będzie miał pewne miejsce w składzie biało-zielonych.

Szans na regularną grę nie będzie miał raczej także wspomniany Marcin Pietrowski. "Jedi" od dłuższego czasu funkcjonuje w drużynie jako "piłkarz od zadań specjalnych", czytaj - jeśli na którejś pozycji mamy problem z kontuzjami czy kartkami podstawowych graczy, to wstawmy tam Pietrowskiego. Wiosną problemów ze znalezieniem zmiennika dla bocznych obrońców bądź środkowych pomocników Lechia mieć nie powinna, dlatego też Brzęczek nie będzie zmuszony łatać dziur w składzie Pietrowskim. A na swojej nominalnej pozycji defensywnego pomocnika 26-latek raczej nie wygra rywalizacji z konkurentami w osobach Ariela Borysiuka, Daniela Łukasika czy Mateusza Możdżenia, więc wiosną przyjdzie mu jedynie kibicować kolegom z zespołu z poziomu ławki rezerwowych.

A jeśli już mowa o wspomnianych defensywnych pomocnikach to i wśród nich znajdzie się ktoś niezadowolony z decyzji trenera Lechii. Jako "szóstka", czyli gracz mocno koncentrujący się na działaniach obronnych grać będzie Ariel Borysiuk, a do zajęcia pozycji "ósemki", czyli piłkarza podłączającego się również do ataku kandydują Mateusz Możdżeń i Daniel Łukasik. W zimowych sparingach z bardzo dobrej strony pokazuje się były gracz Lecha Poznań, dlatego niewykluczone, że to on wygryzie ze składu dotychczasowego pewniaka Łukasika.

Prawdziwy kłopot bogactwa Lechia ma jednak wśród piłkarzy stricte ofensywnych. Na cztery miejsca (ofensywny pomocnik, dwóch skrzydłowych, napastnik) przypada aż 11 zawodników! Jeśli chodzi o "dziesiątkę" to do gry na tej pozycji przewidziany jest przede wszystkim Sebastian Mila, co sprawia, że do grona niezadowolonych dołączą zapewne Stojan Vranjes i Piotr Wiśniewski. Bośniak zresztą już od dłuższego czasu prezentował się delikatnie rzecz ujmując mocno przeciętnie, zaś Wiśniewski stracił sporą część z zimowych przygotowań z powodu kontuzji żeber. Na prawym skrzydle swoją pozycję powinien utrzymać Maciej Makuszewski, ale i on nie jest już takim pewniakiem, jak było to w zeszłym sezonie, czy w rundzie jesiennej obecnych rozgrywek. Skrzydłowy Lechii raczej wygra jednak rywalizację z Bartłomiejem Pawłowskim, którego znów może czekać perspektywa przypatrywania się boiskowej rywalizacji z boku. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje obsada lewego skrzydła, gdzie mogą grać i Bruno Nazario, i Piotr Grzelczak, i nowy nabytek biało-zielonych Donatas Kazlauskas. Najbliżej wyjściowej jedenastki są w tej chwili Kazlauskas i Grzelczak, którzy zaciekle walczą o miejsce w pierwszym składzie, więc wielce prawdopodobne, że w odstawkę pójdzie Nazario.

Wśród rozgoryczonych znajdzie się również jeden z napastników Lechii. W dotychczasowych sparingach częściej strzelał Kevin Friesenbichler, który jesienią był zmiennikiem dla Antonio Colaka. Chorwat z kolei na razie trafił do siatki tylko raz w ostatnim spotkaniu z Dnipro Dniepropietrowsk i formą nie imponuje. Dlatego nie będzie dużym zaskoczeniem, jeśli to Austriak znajdzie się w ataku Lechii na spotkania ligowe, a Colak będzie musiał zadowolić się rolą zmiennika. Oczywiście z tej sytuacji mocno niezadowolonego.

Źródło: trojmiasto.sport.pl