Piłkarze Lechii w ostatnich tygodniach spisują się fatalnie.

Wygrali tylko jeden z ostatnich jedenastu meczów, a w miniony weekend wręcz skompromitowali się w Bielsku-Białej, po beznadziejnej grze przegrywając 1:3 z Podbeskidziem.

- Oczywiście w zespole Lechii brakuje jakości, ale z drugiej strony Michał Probierz, który niewątpliwie jest bardzo ambitnym trenerem, trochę za dużo mieszał ostatnio w składzie i podjął kilka pochopnych decyzji - mówi były reprezentant Polski, ekspert Canal+ Maciej Murawski.

Lechia, która po 5. kolejce była liderem tabeli, w tej chwili jest jedną z najsłabszych, jeśli nie najsłabszą drużyną ekstraklasy.

Jaka jest przyczyna tak niesamowitego zjazdu?

- Może kogoś zaskoczę, ale dla mnie negatywnym przełomem dla gdańskiego zespołu był wygrany 1:0 mecz z grającą w rezerwowym składzie Legią Warszawa - mówi Murawski w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Lechia wygrała go dość szczęśliwie, po niezbyt porywającej grze, a tymczasem piłkarze wypowiadali się po spotkaniu bardzo buńczucznie. Jakby uwierzyli, że już są zespołem, który może walczyć o mistrzostwo. A przecież Lechia, co było widać od początku sezonu, nie ma zbyt wielu atutów. Ani nie potrafi grać atakiem pozycyjnym, ani nie ma wybitnego kontrataku, nie zdobywa też zbyt wielu goli po stałych fragmentach gry. Ten świetny początek był moim zdaniem zasługą po trosze meczu z Barceloną, po trosze świetnej chemii, jaka wytworzyła się między zawodnikami a trenerem Probierzem - podkreśla uczestnik mistrzostw świata w 2002 roku.

Według niego szkoleniowiec Lechii w ostatnich tygodniach nieco się pogubił. - Michał Probierz to niewątpliwie bardzo ambitny trener, który za wszelką cenę starał się jak najszybciej znaleźć antidotum na słabsze wyniki. Jednak ciągłe mieszanie w składzie nie zawsze daje zamierzone efekty. Ja wiem, że on chce piłkarzami wstrząsnąć, pobudzić ich do lepszej gry, ale niektóre ruchy, typu odesłanie zawodnika do rezerw po jednym słabszym meczu, były chyba jednak zbyt radykalne i pochopne. Bardzo byłem też zaskoczony decyzją o odstawieniu od składu Marcina Pietrowskiego, i to po meczu sparingowym [z Metalistem Charków]. Wydaje mi się, że to jest bardzo ważna postać w zespole, piłkarz, który w środku pola najlepiej łączy defensywę z ofensywą, który potrafi rzucić ciekawą piłkę do przodu. Szczególnie pod nieobecność Matsuiego, jedynego zawodnika Lechii z najwyższym znakiem jakości. Jak dużo daje Japończyk zespołowi, bardzo dobrze widać podczas meczów, gdy nie ma go na boisku. Oprócz niego nie ma w zespole zawodników typu Traore czy Ricardinho, którzy potrafili sami przesądzić losy meczu - zaznacza Murawski.

Ekspert Canal+ podkreśla, że Lechii przydałyby się wzmocnienia, ale wcale nie jest potrzebna jakaś wielka rewolucja.

- Niech to będzie jeden-dwóch piłkarzy, ale takich, którzy od razu staną się wiodącymi postaciami zespołu. W tej chwili, co pokazuje przykład Zawiszy, warto penetrować rynki portugalskie, cypryjskie, greckie. Za niewielkie pieniądze można pozyskać naprawdę wartościowych zawodników. A Lechia wciąż ma duże szanse, żeby załapać się do pierwszej "ósemki". Potrzeba tylko trochę spokoju i większej stabilności składu. Jeśli Buzała odzyska skuteczność z początku sezonu, jeśli Grzelczak wciąż będzie zaskakiwał wysoką formą, jeśli Matsui wejdzie na wyższy stopień przygotowania fizycznego i przestaną go prześladować kontuzje, jeśli Dawidowicz z Frankowskim dalej będą się rozwijać, a do tego wszystkiego uda się sensownie uzupełnić skład, Lechię stać na górną połówkę tabeli. Może trochę dużo tego "jeśli", ale z drugiej strony, czy to są jakieś wygórowane oczekiwania? - podsumowuje Murawski.

Źródło: trojmiasto.sport.pl