Jakub Kamiński, piłkarz rezerw Lechii Gdańsk, mógł w przerwie letniej trafić do słoweńskiego klubu Celje informuje Dziennik Bałtycki.

Włodarze Lechii na to mu nie pozwolili, a dziś piłkarz prawie w ogóle nie gra, wchodząc na boisko z ławki.

Kamiński pochodzi z Gołdapi. Do Lechii trafił w 2010 roku z Jagiellonii Białystok. Ani razu nie zagrał w pierwszym zespole biało-zielonych. Głównie występował w rezerwach i w Młodej Ekstraklasie. Trudno jednak przypuszczać, aby Lechia sięgała po 17-letniego chłopaka z Białegostoku z myślą o drugiej drużynie, a nie o zasileniu pierwszego zespołu w niedalekiej przyszłości.

- Zostałem sprowadzony przez skauta klubu, Romana Kaczorka i włączony do kadry zespołu rezerw, jako najmłodszy zawodnik. Wtedy w drużynie byli m.in. Szuprytowski i Zejglic - opowiada obecnie 20-letni Kuba. - Sytuacja wyglądała tak, że w weekend do rezerw trafiali piłkarze z pierwszej drużyny i zabierali miejsce tym najmłodszym.

Przed sezonem Kamiński miał szansę zmiany barw klubowych.

- Miałem wtedy trzy propozycje. Jedną ze Słowenii, z klubu Celje, który grał w europejskich pucharach - mówi Kuba. - Dostałem zaproszenie na testy, ale miałem jeszcze dwa tygodnie kontraktu. Wtedy pojawił się w Lechii nowy trener i klub zablokował mi ten wyjazd. Poszedłem na trening do pierwszego zespołu i odnowił mi się uraz mięśnia dwugłowego. Po dwóch tygodniach stałem się niby wolnym zawodnikiem, ale do 23 roku życia obowiązuje ekwiwalent za wyszkolenie, który w moim przypadku wynosił zbyt wiele, aby ktoś zapłacił tyle za 20-latka. Pojawiły się dwa kluby z drugiej ligi, które też muszą płacić ekwiwalent, a na tym szczeblu w Polsce są problemy finansowe. Wypożyczenie też nie wchodziło w grę.

- Podpisałem kontrakt na kolejny rok i trenuję z rezerwami. Runda zbliża się do końca, a ja zagrałem nieco ponad 300 minut. Nie narzekam na warunki w Lechii, ale nie dostaję szansy. W sparingach grałem regularnie, strzelałem gole i wywalczyłem miejsce w składzie. Zaczęła się liga, przychodzą zawodnicy z pierwszej drużyny i skończyło się granie. Rozmawiałem z trenerem Krzysztofem Wilkiem, który jest po mojej stronie, ale wiadomo, że w pierwszej kolejności muszą grać piłkarze z pierwszej drużyny - dodaje młody zawodnik.

Zobacz profil Jakuba Kamińskiego

Kamiński chciałby zostać wypożyczony na pół roku, póki ma jeszcze status młodzieżowca, aby w drugiej lidze się ograć, strzelić kilka bramek, pokazać się. Rozmawiał o swojej sytuacji z zarządem gdańskiego klubu.

- Była taka rozmowa przed sezonem. Chciałem odejść, bo wiedziałem, że tak będzie to wyglądało. Dostałem odpowiedź odmowną. Usłyszałem, że mam grać w drugim zespole i udowodnić, że zasługuję na szansę w ekstraklasie. Moja sytuacja jest trudna, bo ekwiwalent obowiązuje do 23 roku życia i co sezon rośnie. Za darmo nie mogę odejść i jeszcze przez ponad dwa lata jestem na łasce Lechii. Nie zniechęca mnie to jednak do dalszej pracy i z każdym treningiem i meczem staram się udowodnić, że zasługuję na granie - kończy Kamiński.

Co na to Lechia? - Klub nie komentuje takich sytuacji - powiedział krótko Michał Lewandowski, rzecznik prasowy Lechii. 
Do sprawy odniósł się za to Michał Probierz, trener pierwszego zespołu biało-zielonych: - Po pierwsze, to on miał kontuzję. Gra bardzo rzadko, a takich zawodników mógłbym wymienić dużo. Miał jechać na testy do Słowenii, ale przez uraz nic z tego nie wyszło. W drugiej drużynie grał, nie chcę skłamać, ale około 300 minut. Był też na testach w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki i mógł tam iść, ale też mamy w klubie drugi zespół i każdego zawodnika przez jakiś okres mamy prawo obserwować. A że wcześniej nie było go z powodu kontuzji, to chciałem mieć możliwość, żeby mu się przyjrzeć.

Źródło: dziennikbaltycki.pl