Lechia wciąż ma szansę na awans do grupy mistrzowskiej T-Mobile Ekstraklasy czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Z pewnością pomogło zdecydowane zwycięstwo z Widzewem 2:0.

- Oczywiście z wyniku musimy być zadowoleni, bo patrząc na tabelę, widzimy wyraźnie, jak te punkty są nam potrzebne - mówi trojmiasto.sport.pl Dawidowicz. Pomocnik biało-zielonych przyznaje, że po występie w Pucharze Polski istniało niebezpieczeństwo, że na PGE Arenie usiądzie na ławce.

- Najlepiej o moim poprzednim spotkaniu z Jagiellonią w Białymstoku po prostu zapomnieć. Chodziły głosy, że powinienem usiąść na ławce. Dzięki temu i własnej analizie swojej gry dostałem kubeł zimnej wody na głowę i teraz może być tylko lepiej. W piłce nożnej dobre jest to, że co tydzień rozgrywamy mecz. Trener postawił na mnie, dał mi szansę i w meczu z Widzewem zaprezentowałem się myślę dużo lepiej. Wciąż sporo mi brakuje, ale pracuję nad sobą - szczerze przyznaje zawodnik z Gdańska.

Przed Lechią teraz dwa trudne spotkania. Najpierw ligowe z Lechem w Poznaniu (22 marca) oraz rewanż z Jagiellonią na PGE Arenie (25 marca). Arcyważnym meczem będzie drugie spotkanie Pucharu Polski. Niezwykle istotny był gol Lechii w Białymstoku (przegrali 1:2), co pozwala biało-zielonym mieć sporą nadzieję na awans do kolejnej fazy (wystarczy wygrać 1:0).

- Jak analizowaliśmy spotkanie z Jagiellonią, to mieliśmy sporo strzałów na ich bramkę. Wiemy, że powinno więcej z nich wpaść do siatki, ale teraz powinniśmy być mądrzejsi i w kolejnym meczu powinniśmy sobie już poradzić - zapewnia Dawidowicz. - Widać, że murawa jest OK. Tu niestety nigdy nie będzie zielonego dywanu, ale jest równo i trawa się nie rwie jak poprzednio. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak zdecydowanie wygrać i awansować do kolejnej fazy Pucharu Polski. 

Zobacz profil Dawidowicza

Źródło: trojmiasto.sport.pl