Projekt "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" rozwija się w błyskawicznym tempie.

- Śledziłem z bliska treningi Cristiano Ronaldo czy Stevena Gerarda. Oni zawsze są pierwsi na treningu i ostatni z niego wychodzą. Taką postawę trzeba zaszczepiać młodym piłkarzom, wtedy wychowankowie takich projektów jak "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" osiągną sukces - mówi Jan de Zeeuw, holenderski menedżer piłkarski, jeden ze współpracowników Leo Beenhakkera z czasów jego pracy z reprezentacją Polski.

Projekt "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" rozwija się w błyskawicznym tempie. Do końca roku liczba zamiejscowych ośrodków Akademii Piłkarskiej Lechia Gdańsk wzrośnie do dziesięciu. Do Bytowa, Starogardu Gdańskiego, gminy Pruszcz Gdański, Ustki, gminy Krokowa, Nowego Dworu Gdańskiego, Chojnic oraz Stężycy dołączą Kartuzy oraz Luzino.

W Polsce z takim rozmachem nie działa żaden inny klub. Czy projekt "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" ma szansę osiągnąć rezultaty porównywalne do szkółek holenderskich, stawianych wszędzie za wzór?

- W Holandii szkolenie dla dzieci w wieku 5-6 lat obecne jest w każdym mieście, gminie, klubie piłkarskim. Prowadzone jest systematycznie, nic nie jest robione przypadkowo, dlatego przynosi efekty. W Polsce tak dotychczas nie było, dlatego taki projekt jak "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" jest bardzo potrzebny. Jestem przekonany, że tak jak w Holandii, tak i tu są talenty. Jeszcze tego nie widać, bo potrzeba dużo, dużo pracy. To jest pierwszy dobry krok i cieszę się, że Lechia razem z Lotosem go zrobiły - mówi de Zeeuw i dodaje:

- Bardzo ważne jest, jak małe dzieci trenują. Jeśli dzieje się to według wypracowanego programu, to jest duża szansa na powodzenie. "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" bazuje na dobrym systemie, opracowanym przez Lechię, wszystko objęte jest jednakowymi ramami, więc jestem optymistą. Trzeba jednak pamiętać, że ten program to inwestycja, która zwróci się dopiero za ileś lat. A inwestować trzeba cały czas, także poświęcając się treningom z całą gorliwością. Widziałem z bliska treningi Cristiano Ronaldo czy Stevena Gerarda. Oni zawsze są pierwsi na treningu i ostatni z niego wychodzą. Z takim podejściem da się coś osiągnąć, taką postawę trzeba zaszczepiać naszym młodym piłkarzom - podkreśla Holender.

Są kluby, które zamiast wydawać pieniądze na rozbudowany system szkolenia, kupują już ukształtowanych zawodników. Które rozwiązanie jest lepsze według de Zeeuwa?

- Ostatnio Real Madryt kupił 9-letniego Japończyka Takuhiro Nakaiego! Tak więc kupuje się już za duże pieniądze nie tylko wyszkolonych zawodników, ale małe dzieci. Dla mnie nie ma jednak nic bardziej wartościowego niż wyszkolenie dobrego zawodnika własnymi siłami. A nawet jak tych talentów okaże się mniej niż oczekiwano, to i tak ma się satysfakcję, że zapewniło się najmłodszym ruch, zaczepiło zdrowy tryb życia. Ja mam 62 lata, dzień w dzień biegam po 10 km i nic mnie nie boli. Teraz dla dzieci ważniejszy jest komputer i jak potem mają po 40-45 lat, to już fizycznie niedomagają. Dlatego projekty sportowe są takie ważne - podsumowuje de Zeeuw.

Źródło: trojmiasto.sport.pl