Jeśli piłkarze Lechii Gdańsk zagrają z nią tak, jak w dwóch poprzednich spotkaniach z tego sezonu, wtedy trzecie zwycięstwo biało-zielonych jest jak najbardziej możliwe - uważa były trener warszawskiej drużyny, obecnie ekspert Canal+ Stefan Białas.

Konrad Marciński: Czy da się w ogóle jeszcze wygrać w tym sezonie z Legią? Nie licząc walkowera z Jagiellonią Białystok, ostatni przegrany przez nią mecz, to grudniowe spotkanie w Gdańsku, kiedy jej trenerem był jeszcze Jan Urban. Od tamtego czasu nikt nie znalazł sposobu dla warszawski zespół, choć próbowały lepsze niż Lechia drużyny.
Stefan Białas: Oczywiście, że da się wygrać z Legią. Pokazała to właśnie Lechia w dwóch meczach w sezonie zasadniczym. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uczyniła to po raz trzeci.

Jak to zrobić? Gdzie znaleźć słabszy punkt drużyny Henninga Berga? Wiadomo, że Legia do Gdańska przyjedzie bez pauzującego za kartki Michała Żyro, który w ostatnim okresie jest w dobrej formie.
- Lechia nie powinna sposobu na wygraną z Legią szukać w słabości rywala. To, że nie zagra ten, czy inny zawodnik nie ma większego znaczenia. Nie zagra Żyro, ale może już wystąpić np. Marek Saganowski, który wrócił po kontuzji i długiej rehabilitacji i od razu przywitał się bramką strzeloną Zawiszy. Choćby ten przykład pokazuje, że Legia ma wyrównaną, bardzo silną kadrę. Uważam, że najsilniejszą w Polsce. Problem zaczyna się, gdy przychodzi do rywalizacji w Europie, ale to już zupełnie inna historia. Może zabrzmi to bardzo banalnie, ale Lechia musi być w sobotnim meczu monolitem i postawić na zespołowość. Tak, jak było to w sezonie zasadniczym i na Łazienkowskiej i na PGE Arenie. Siłą biało-zielonych w tych dwóch spotkaniach był kolektyw, przede wszystkim w defensywie i środku pola. Bardzo podobała mi się organizacja gry Lechii w obu meczach i jeśli gdańszczanie będą w stanie na takim samym poziomie zagrać w sobotę, to Legia może mieć problem z wygraniem tego spotkania. Tym bardziej, że w ofensywie jest w gdańskim zespole kilku zawodników, którzy potrafią nie tylko grać zespołowo, ale również indywidualną akcją wymanewrować obronę rywala. Kimś takim może być chociażby Maciej Makuszewski.

Dla Lechii wygrana z Legią może być taką swoistą trampoliną, po odbiciu z której gdańszczanie mogą wedrzeć się do czołówki tabeli. Pytanie, czy biało-zieloni są na to gotowi?
- Wiadomo, jak większość drużyn podchodzi do spotkań z Legią. Wychodząc na boisko piłkarze gdzieś podskórnie czują, że to szczególny mecz, że trzeba się spiąć, bo gramy z Legią. Radziłbym piłkarzom Lechii, by zrzucili z siebie to obciążenie. I by w tym spotkaniu grali dla swojej własnej przyjemności, z takim radosnym entuzjazmem. Takim, z jakim na spotkanie z Bayernem Monachium wyszli gracze Realu Madryt. W transmisji widać było taką fajna scenkę, jak Cristiano Ronaldo motywował swoich kolegów i później było to do widoczne z jaką pozytywną energią Real grał na boisku. Tak samo powinna do tego meczu podejść Lechia, bo większą presję mają gracze Henninga Berga. To oni grają z nożem na gardle, bo ich przewaga nad Lechem Poznań nie jest duża i nie mogą sobie pozwolić na wpadkę. I to Legia w sobotę będzie tą drużyną, która będzie musiała się namęczyć i napocić. A wtedy mogą być dla niej kłopoty. Warunek jest jeden, gdańszczanie nie mogą dać sobie strzelić gola w pierwszym kwadransie meczu. Jeśli im się nie uda, wówczas Legia może szybko pozamiatać sprawę.

W niedawnym spotkaniu mistrzów Polski z Wisłą Kraków na Łazienkowskiej po pierwszej połowie też już było pozamiatane. A skończyło się 2:2, mimo że Legia prowadziła 2:0 i grała jednego zawodnika więcej. 
- Wtedy Legia zagrała zbyt nonszalancko i przy stanie 2:0 mogła całkowicie dobić Wisłę. Miała ku temu wiele okazji, a żadnej nie wykorzystała. W drugiej połowie Wisła zagrała kapitalnie, Semir Stilić miał swój dzień i stała się niespodzianka. Ten mecz pokazał, że warszawski zespół może mieć kłopoty z podejściem mentalnym. Najgroźniejszym przeciwnikiem dla Legii jest sama Legia. Jeśli jej piłkarze myślą, że mogą wygrać w Gdańsku spacerkiem, to mogą się grubo pomylić.

Czyli ten mecz tak naprawdę rozstrzygnie się w głowach zawodników?
- Tak uważam. Wszystko zależy od tego, czy piłkarze Lechii będą mieli swój dzień i czy będą w stanie przekonać samych siebie, że mogą grać z Legią jak równy z równym, mimo iż ich potencjał piłkarski jest jednak słabszy. Dla niektórych zawodników to będzie taka dobra autopromocja. Część z nich walczy przecież o nowe kontrakty. Dobry mecz przeciwko Legii może ich przybliżyć do podpisania nowej umowy. Podoba mi się to, co mówi trener Ricardo Moniz, że każdy mecz Lechii jest jak finał. I przeciwko Legii trzeba zagrać, jak w finale jakichś prestiżowych rozgrywek czy pucharu. Gdzie na dalszy plan schodzi dyspozycja z całego sezonu, a liczy się tylko ten jeden dzień i ten jeden mecz. A wtedy wszystko może się zdarzyć. 

Hisotira spotkań Lechii z Legią Warszawa

Źródło: trojmiasto.sport.pl