Lechia dostała się do grupy mistrzowskiej z ostatniego, 8. miejsca, ale po podziale punktów jej strata do 3. w tabeli Ruchu wynosi tylko pięć punktów czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Szansa na podium, co daje przepustkę do europejskich pucharów, jest zatem absolutnie realna. Już na początek czeka ich niezwykle ważne spotkanie w Chorzowie. Ewentualne zwycięstwo pozwoli im zbliżyć się do Ruchu na dwa punkty.

- Na pewno jest ono istotne w tym sensie, że wygrana pozwoli nam poczuć krew - podkreśla Bąk. - Ale potem jest jeszcze sześć meczów, więc nie można powiedzieć, że wszystko zależy od tego jednego spotkania. Ta liga jest nieprzewidywalna, każdy wynik jest możliwy. Podawałem już kiedyś nasz przykład: z Legią wygraliśmy oba mecze, nie tracąc bramki, a z Podbeskidziem wywalczyliśmy raptem punkt, przyjmując aż pięć bramek. Dlatego niczego nie można przesądzać przedwcześnie. Jakaś drużyna złapie pod koniec sezonu formę, z ostatnich pięciu spotkań wygra cztery, jedno zremisuje i od razu idzie mocno w górę tabeli. Dlatego mecz w Chorzowie na pewno nie będzie decydujący - przekonuje bramkarz Lechii.

Profil Mateusza Bąka

W sezonie zasadniczym oba mecze pomiędzy Lechią i Ruchem zakończyły się remisami (1:1 w Chorzowie, 0:0 w Gdańsku), jednak w sumie niebiescy zdobyli aż o 10 punktów więcej od Lechii. Na pewno będą więc wymagającym rywalem.

- To dobry zespół i należą im się duże wyrazy uznania za to, co już osiągnęli w tym sezonie - zaznacza Bąk. - Trzeba przyklasnąć trenerowi Kocianowi, którego przyjście diametralnie odmieniło drużynę. Wcześniej wyglądało to średnio. Stare wygi "Malina" [Marcin Malinowski], "Surmik" [Łukasz Surma] i "Zieniu" [Marek Zieńczuk] umiejętnie kierują zespołem i naprawdę wygląda to dobrze. Ale znamy też ich słabsze strony, które postaramy się wykorzystać. Pamiętam, że pierwszy mecz z Chorzowie był typowo remisowy, w Gdańsku to my byliśmy bliżsi zwycięstwa. Teraz każdy wynik jest więc możliwy - uważa "Bączek".

Bramkarz Lechii liczy, że rywalizacja w grupie mistrzowskiej będzie świętem dla kibiców biało-zielonych, tym bardziej że do Gdańska przyjadą Legia Warszawa, Lech Poznań oraz Wisła Kraków.

- Taki terminarz jest chyba dobry dla wszystkich. Dla nas, piłkarzy, wielką przyjemnością jest gra z Legią czy z Lechem, a kiedy jeszcze te mecze są u siebie, to jest to dodatkowy smaczek. Bardzo liczę na to, że na tych meczach będzie więcej kibiców niż ostatnio. Słaba frekwencja na pewno spowodowana była też naszymi słabszymi wynikami, bijemy się w piersi, ale teraz bardzo prosimy ich o wsparcie. Na pewno lepiej się gra, kiedy na trybunach jest 25 "koła", a nie np. 9,5 tys. - podkreśla Bąk.

Bramkarz Lechii ma z klubem ważny kontrakt do końca czerwca 2014, ale póki co nie chce zastanawiać się nad swoją przyszłością. Pomimo że ostatnio bardzo chwalił go trener zespołu Ricardo Moniz, uznając Bąka za jednego z ojców awansu do grupy mistrzowskiej. Miał głównie na myśli mecze z Piastem Gliwice oraz Zagłębiem Lubin.

- Fajnie to słyszeć, ale w piłce nożnej nie liczy się przeszłość. Skupiam się na pracy, żeby podtrzymać dyspozycję z ostatnich tygodni. Nie ma sensu wspominać meczów sprzed kilku tygodni. Ja już miałem fajny wieczór, kiedy mogłem się nimi nacieszyć, kiedy usiadłem z narzeczoną i wypiliśmy symbolicznego desperadosa. Jednak teraz liczą się tylko mecze, które przed nami. Nie będę też komentował ruchów transferowych [od 1 lipca nowym bramkarzem Lechii będzie Dariusz Trela], przecież w tej chwili nawet nie wiem, czy w przyszłym sezonie będę piłkarzem Lechii - podsumowuje Bąk. 

Historia spotkań z Ruchem Chorzów

Źródło: trojmiasto.sport.pl.pl