Kibic, kibol, fanatyk, bandyta. W ciągu ostatniego roku za sprawą mediów wymienione wcześniej słowa stały się synonimami.

Z taką łatką trudno o chociażby szansę na wyrażenie własnej opinii. Mimo to spróbuję.
W środowisku kibicowskim powszechne były opinie, że działania władzy, czyli tak zwana nagonka była ściśle powiązana z Euro 2012 oraz zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.

W ten sposób tłumaczono kuriozalne decyzje o zamykaniu nowych stadionów, a także zakazy stadionowe, grzywny oraz aresztowania za transparenty nie sprzyjające władzy. Kraj opanowała swoista kibicofobia.

Szczytem absurdu był pomysł, by kibicom zakazać uczestniczenia w meczach wyjazdowych swoich drużyn. Pojawiały się nawet koncepcje by na rogatkach miasta A ustawiać policję, która będzie zawracała pojazdy z rejestracją z miasta B w dni, w które drużyny z miast A i B rozgrywają mecz. Pomysł był tak idiotyczny, że nawet w przedwyborczym amoku ktoś się ostatecznie opamiętał. Czy na pewno?

Euro się skończyło, wybory dawno za nami. Czy coś się zmieniło?

Zmieniło się. Zeszłej jesieni miałem na koncie siedem meczów wyjazdowych. W tym roku mam jeden.  Bynajmniej nie jest to kwestia mojego wyboru.
Analogicznie wygląda sytuacja kibiców w całym kraju. Sektory gości straszą pustkami.

Pozostaje pogratulować władzy, bo w ciszy i bez rozgłosu udało jej się osiągnąć cel, który rok wcześniej został uznany za łamiący podstawowe prawa obywatelskie.

Jak tego dokonano?

W banalny sposób. Teoretycznie żadnego odgórnego zakazu nie ma.
Obecna koncepcja to nakładanie kar za wszelkie możliwe przewinienia w postaci zakazów udziału w meczach wyjazdowych.

Najczęstszą przyczyną zakazów jest ostatnimi czasy odpalanie rac. Kuriozalne wydaję się przede wszystkim to, że przestało mieć znaczenie gdzie te race zostały odpalone: na własnym stadionie czy na wyjeździe. Dlaczego w takim razie nie są zamykane stadiony dla kibiców gospodarzy?! Przecież puste trybuny nie odpalą rac, nie będą bluzgać, nie wywieszą transparentów, nie wykrzyczą władzy co o niej myślą. Po co ograniczać się tylko do wyjazdów? Pozamykać wszystko, ewentualnie poza trybunami VIP gdzie smutne twarze polityków i panów z PZPN będą oglądały smutne popisy, słabych piłkarzy.

Nie oszukujmy się tu nie chodzi o wymuszenie na kibicach zaprzestania stosowania pirotechniki. Powód się znajdzie zawsze - zaśmiecony pociąg, niecenzuralne okrzyki , bąk na przystanku.

Race, oprawy, doping, kibice gości... To nic, że to największe atrakcje tej szarej ligi i to dla nich ludzie przychodzą na stadiony... Ktoś ma wątpliwości? Wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi, którzy po raz pierwszy byli na meczu w Gdańsku. Na pytanie jak wrażenia? Odpowiedz zawsze taka sama: mecz jak mecz ale ci kibice...!

Czasem myślę, że należałoby całą tę tak ochoczo nakładającą kary ekstraklasę pozostawić samą sobie, bez dopingu, bez rac, bez opraw, bez kibiców. Ciekawe, kto wtedy będzie płakał?

Edwin Kuffel