Po poniedziałkowym meczu mam mieszane uczucia. Pojawiły się pewne plusy, ale nadal jest sporo minusów. Tak więc od początku.

Pierwsza - najważniejsza zmiana to trener. Zdecydowanie Michał Probierz to inna szkoła niż Bobo Kaczmarek. Polski Guardiola (jak można z przymrużeniem oka określić Probierza) cały mecz żyje gestykulując, krzycząc i podpowiadając. Gołym okiem widać, że wniesie wyższy poziom dyscypliny. Podejmuje dobre decyzje - ściągnął Machaja i Dudę, ale o nich później. Zawsze bardzo ceniłem trenera Probierza, lecz w pewnym momencie straciłem do niego zaufanie. Miało to związek z jego nie do końca wyjaśnionymi odejściami z kilku klubów. Tym razem jednak wierzę, że skoro dostał możliwość pracy już przed sezonem to weźmie odpowiedzialność za to co się w naszej drużynie dzieje. Pytanie tylko czy gdyby to był prawdziwy Mourinho lub Pep Guardiola to piłkarze grali by lepiej? Mam pewne wątpliwości.

Po odejściu Abdou Razacka Traore jasne było, że kompletnie brakuje nam jakości w rozegraniu. To był piłkarz poziomem odstający od reszty drużyny i wszyscy, którzy podważali jego kluczową rolę w zespole powinni już wyciągnąć właściwe wnioski.

{joomplucat:1275 limit=6|columns=3|ordering=random}

Było bardzo słabo bez Razacka - bo często praktycznie w pojedynkę potrafił nam wygrać mecz. Kiedy odszedł - zrobiło się pusto i mało wesoło. Wygląda jednak na to, że znów mamy szczęście. Pojawił się Daisuke Matsui. Początkowo byłem trochę zdziwiony dużą medialnością tego zawodnika. Wiele fotografii, a także chwytliwych tekstów pojawiało się na stronach Lechii. Pomyślałem, że najpierw powinien udowodnić swoją przydatność dla zespołu i dopiero wtedy będzie można się lansować. Poniedziałkowe spotkanie na szczęście udowodniło, że nadzieje w nim pokładane wcale nie są bezpodstawne. Wygląda na to, że znów mamy lidera - kogoś kto zrobi różnicę. Bardzo dużo spokoju w grze tego piłkarza. Widać, że wie co robi. Jego asysty, prostopadłe piłki i waleczność zasługują na duże słowa uznania. Takie dobrodziejstwa trzeba jednak wykorzystywać. Niestety z tym był problem, więc sympatyczny Japończyk postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zdobył dwie bramki.

Okazało się, że tego dnia to za mało - zwłaszcza kiedy tak fatalnie gra Adam Duda i Mateusz Machaj. Pierwszy z nich - marnuje tyle akcji, że większość kibiców traci powoli cierpliwość. Piłka go szuka, ale napastnik ma za zadanie zdobywać bramki, a przynajmniej w bramkę trafiać. Sprawa z Machajem od pewnego czasu wygląda niepokojąco. Być może tego nie widać w telewizji, ale z trybun łatwo przyjrzeć się jego grze bez piłki i wygląda to fatalnie. Brak waleczności i tego czym kiedyś potrafił zachwycić. Zdecydowanie dobrze zareagował trener ściągając tą dwójkę z boiska. Pojawili się zawodnicy, którzy powinni grać od początku: Grzelczak i Frankowski. Obaj bardzo dobrze spisywali się w przedsezonowych sparingach i na chwilę obecną więcej wnoszą do gry Lechii.

Pierwszą bramkę straciliśmy po koszmarnym zachowaniu Oualembo, a przy drugim trafieniu nie do końca upilnował Madera, jednak jego powrót po kontuzji powinien cieszyć i całość gry w tym meczu należy zapisać Sebastianowi na plus.

Z pewnością pozytywnie można spojrzeć na grę Dawidowicza, Pietrowskiego, Deleu i Wiśniewskiego. Ci piłkarze pomagali w tworzeniu niebezpiecznych sytuacji, ale nadal brakowało egzekutora. Właśnie w braku klasycznego i efektywnego napastnika upatruję problem. Reszta zespołu może nie idealna, ale ma potencjał. Gdybyśmy mieli klasowego napastnika to na pewno sporo w tym sezonie moglibyśmy namieszać.

Podsumowując mecz z Podbeskidzieme z pewnością nie powinno się spisywać tej drużyny na straty. Mamy potencjał, który przynajmniej na poziom Ekstraklasy i walkę w pierwszej ósemce powinien wystarczyć. Jednak, aby to wszystko wyglądało jak należy - potrzeba gdańskiej Lechii rasowego strzelca. Czy będzie to ktoś z obecnej kadry, a może uda się kogoś zakontraktować?

Czas pokaże - sezon dopiero się zaczyna i przed nami wiele piłkarskich emocji.

Przeczytaj inne felietony z cyklu: Okiem kibica

Autor: Piotr Grzybowski