Spekulacje na temat Lechii krążą ostatnio po tak zwanych internetach.

Niektóre serwisy prześcigają się w informowaniu na temat obecnej niestabilnej sytuacji w klubie. Piszą o rozłamie, o tym że oficjalnie między Franzem Josefem Wernze i Tomaszem Hajto doszło do porozumienia w związku z czym ten drugi obejmie stanowisko trenera pierwszej drużyny. Piszą także o tym, że Zarząd KS Lechia Gdańsk jest przeciwny tej decyzji i nie ma zamiaru zawierać umowy z Hajtą, w związku z czym jeśli Wernze będzie chciał postawić na swoim - nieuniknioną jest dymisja zarządu. Inne podają że już na 100% Hajto jest trenerem Lechii. Jeden z portali podał “nieoficjalnie” że przedstawiciel właścicieli mniejszościowych zaproponował Wernzemu odkupienie jego pakietu akcji, lecz spotkało się to z odmową. Spekulacje, dywagacje, gdybanie i tyle. A Lechia? Lechia milczy.

Na początek małe wyjaśnienie. W tym felietonie przedstawię tylko swój prywatny pogląd na sprawę. Moje zdanie - kibica Lechii Gdańsk. Jednostki, nie całej Biało-Zielonej Rodziny. Niektórzy z Was się ze mną zgodzą, inni będą zdecydowanie przeciwni takiemu pojmowaniu sprawy, ale korzystając z okazji zamieszczenia swojej opinii na łamach Lechia.Net w zaistniałych okolicznościach postanowiłem to zrobić.

Kiedyś solidny wyrobnik, dziś trener z licencją UEFA PRO 686”. Tak o sobie na Twitterze pisze osoba o którą cała “wojna” - Tomasz Hajto. Kibice przypominają sobie grzechy przeszłości Hajty. Jednym z nich był z pewnością nie do końca legalny small business w branży przemysłu tytoniowego. Inni czepiają się zbyt obfitej ilości żelu na włosach, jeszcze inni wprost nazywają go trenerskim Dyzmą XXI wieku. Biorąc pod uwagę to, co osiągnął w życiu jako trener Pan Hajto oraz jego liczne znajomości ze środowiskiem mediów - przyznaję że porównanie to jest bardzo trafione. Są też wśród Lechistów tacy, którzy dali by szansę Hajcie, bo brak doświadczenia nie oznacza, że nie podoła on zadaniom, które zostaną (lub zostały) jemu powierzone. Taką tezę argumentują dobrem klubu, tym aby zespół tworzył w końcu jedność. Aby nie pogarszać i tak złej sytuacji dłuższym stanem niestabilności. Chodzi o dobro Lechii jednym zdaniem.

Mnie szczerze nie interesuje ile żelu na włosy nakłada Tomasz Hajto i mam w głębokim poważaniu to, czy przemycał cokolwiek gdziekolwiek, czy też nie. To przecież przeszłość - może nie starczało mu do pierwszego, to przemycał. Stare dzieje. Mnie interesuje właśnie dobro Lechii. Co będzie gorsze: zatrudnienie Hajty, czy dalsze trwanie w impasie?

Tomasz Hajto ma za sobą wspaniałą karierę piłkarską, lecz jako trener nie miał możliwości się wykazać. W 2011 roku był grającym trenerem A-klasowego LUKSu Gomunice. Awansował z tą drużyną do okręgówki. Od 10 Lutego 2012 do 30 Czerwca 2013 roku trenował Jagiellonię Białystok. Wiadomo że wcześniej spędził z tą drużyną okres przygotowawczy. Jako trener w Białymstoku sukcesu nie osiągnął. Drużyna pod jego wodzą rozegrała 43 mecze, z czego w 13 odniosła zwycięstwo, 15 zremisowała, zaś kolejne 15 zakończyło się porażką. Jest więc wielką niewiadomą. A nawet gorzej. Według mnie bardziej prawdopodobne jest, że nie podoła on roli trenera pierwszej drużyny, niż że odniesie sukces.

Skąd takie moje zdanie? Ze względu na jego praktycznie żadne doświadczenie trenerskie. Otóż załóżmy że jesteśmy właścicielami jakiejś fabryki - na przykład bardzo dużej piekarni - np fabryki ciastek. Odszedł kierownik produkcji i musimy zatrudnić nowego. Co robimy? Zatrudniamy jakiegoś gościa który w innej firmie pracował przed laty jako piekarz a później zrobił jakiś kurs managerski, lecz nie ma zbyt dużego doświadczenia na takim stanowisku? Na pewno każdy normalnie myślący zna odpowiedź na to pytanie.

Lepiej jeśli zatrudni się kogoś kto był kierownikiem produkcji gdzieś indziej przez wiele lat - nawet jeśli nie odniósł większych sukcesów - gdy stworzy mu się odpowiednie warunki do pracy - sukces jest bardzo prawdopodobny. Można też awansować swojego pracownika albo zrekrutować osobę która pracuje gdzieś na stanowisku o jeden szczebel niższym. Taka osoba systematycznie rozwijała swoje umiejętności i awansowała na wyższe szczeble kariery w danym środowisku. To zawsze mniejsze ryzyko. Zatrudnienie Tomasza Hajty to według mnie zbyt duże ryzyko. Nawet gdyby mogło okazać się, że odniesie on sukces. On powinien poznać pracę trenera gdzieś w niższych ligach zanim dostanie się do Ekstraklasy. Wtedy sam czułby że praca w najwyższej lidze rozgrywkowej jest dla niego awansem.  Biorąc powyższe pod uwagę są więc tylko 2 inne opcje do wyboru.

Opcja 1: Awansować jednego z obecnych trenerów lub asystentów na stanowisko trenera pierwszej drużyny. Wtedy można zatrudnić Tomasza Hajtę jako asystenta lub trenera młodzieży / rezerw. Tak zdobywa się doświadczenie trenerskie, a nie prowadząc pierwszą drużynę w Ekstraklasie zaraz po zrobieniu licencji, jak to miało miejsce w przypadku Jagiellonii. Może byłby dobry, ale teraz już się sparzył i czekają go niższe ligi, co dla niego będzie degradacją, zaś powinien on zacząć tam właśnie i pomału wspinać się do Ekstraklasy.

Opcja 2: Zatrudnić trenera, który ma bogatsze doświadczenie trenerskie. Gdzie sukcesy są przeplatane porażkami, lecz stosunek zwycięstw do porażek i remisów jest lepszy zaś ilość prowadzonych spotkań diametralnie wyższa. Taki człowiek jest odporny na presję i na własnych błędach nauczył się radzić sobie z problemami. Taki człowiek ma wizję. Przynajmniej prawdopodobieństwo, że tak będzie jest większe. Było tak też w przypadku Machado, lecz ten okazał się wyjątkiem, który tylko potwierdza trafność stawianej tezy :)

Jak powyżej dowiodłem zatrudnienie Tomasza Hajty to niezbyt satysfakcjonujące rozwiązanie. Zastanawia mnie więc jeden fakt: skoro nowy właściciel Lechii był w stanie zatrudnić 21 nowych, podobno lepszych graczy, to dlaczego nie mógłby sięgnąć po trenera z tej samej półki? Nie oszukujmy się. Wiem że poziom gry nie powala, lecz ci zawodnicy to nie jakiś “szrot”. To materiał na naprawdę dobrą drużynę. Jedyne czego teraz potrzeba to trener z wizją, z koncepcją jak tę “zbieraninę” poukładać i stworzyć sprawnie działający mechanizm.

Wiadomo że nie chodzi o takich trenerów jak Guus Hiddink, Jose Mourinho czy Pep Guardiola, bo nie są oni w zasięgu finansowym Lechii, poza tym lubią być “na świeczniku” więc chcą prowadzić drużyny które zawsze grają o najwyższe cele w Europie. Są jednak tacy, których Lechia mogła by zatrudnić. Trzeba nieco się jednak postarać. Trenerzy zagraniczni - bo takich mam na myśli - poza pieniędzmi cenią sobie autonomię. Chcą być menadżerami zespołu - nie tylko trenerami. Chcą mieć wpływ na to jak drużyna gra i kto w niej gra, czyli między innymi na transfery. Jeśli takich podstawowych szczegółów organizacyjnych klub nie będzie w stanie zagwarantować to żaden dobry zachodni trener nie będzie chciał pracować w Gdańsku.

Jeśli zaś chodzi o przedstawicieli polskiej myśli szkoleniowej, to obawiam się że skończyło by się to karuzelą jak w przypadku innych polskich klubów. Legia ma Berga i jakoś chciał on dla nich pracować. Co więcej - odnoszą sukcesy sportowe. Czyli można. Trzeba tylko wykrzesać z siebie nieco więcej profesjonalizmu.

Co więc wydarzy się w przeciągu kilku nadchodzących dni? Hajto trenerem? Dymisja zarządu? Klincz na linii właściciel - zarząd? Impas?

Co mamy zrobić? Proponuję uzbroić się w cierpliwość. Dopóki na oficjalnej stronie Lechia.pl nic oficjalnego się jeszcze nie ukazało - Hajto nie jest trenerem, a zarząd nadal rządzi w obecnym składzie. Poczekajmy więc na oficjalne informacje a nie traćmy energii na gdybanie i walkę na argumenty czy Hajto czy ktoś inny, czy polski trener czy zagraniczny. Nic to nie da.

Liczę na to, że wszystko zakończy się korzystnym dla Lechii rozwiązaniem. Mądrym i nie pochopnym rozwiązaniem. A jeśli nie? Cóż. Jeśli Pan Wernze będzie siłą forsował jakieś swoje projekty, które nie będą miały aprobaty zarządu reprezentowanego przez Pana Krawczyka, kibice Lechii na pewno nie będą stali bezczynnie. Właściciela zawsze można nakłonić do zmiany zdania. Bracia z Wisły Kraków potrafili negocjować z właścicielem, to i my damy radę. Ku chwale Wielkiej Lechii.

Inne felietony z cyklu: "Okiem Kibica"

Autor: e-migrant