W cyklu felietonów 'Okiem Kibica' prezentujemy dzisiaj artykuł Złego kibica z bolącymi zębami

Drogie Wkłady.

Tak, tak. W tytule nie popełniłem błędu. I z miejsca śpieszę podkreślić, iż czarna rozpacz ogarnia nas, kibiców wielu pokoleń, że drużyna, gdzie w obrębie pierwszego składu rotuje w porywach do dziesięciu wychowanków wciąż stanowi jedynie bandę Wkładów do Koszulek. Koszulek naszej Lechii.

A zatem drogie Wkłady. Piszę do Was w imieniu własnym, choć posiadam niejasne przekonanie, że pod tekstem podpisze się wielu rezydentów trybun umiejscowionych przy Pokoleń Lechii Gdańsk 1 (wcześniej Traugutta 29). Ponieważ tak dłużej być nie możeOd wielu lat starannie niweczycie nasze pragnienia, które z braku lepszych słów nazywamy Wielką Lechią Naszych Marzeń. Nie wnikam, ani ja, ani zapewne nikt inny, od jak dawna przywdziewacie nasze barwy. To nie jest ważne. Po prostu z roku na rok jedyne, czego nam dostarczacie to smutek i wstyd. Doprawdy trudno nam zrozumieć, czego do jasnej cholery jeszcze Wam potrzeba, żeby łaskawie odnosić zwycięstwa. Nawet jeśli nie z czołówką ligi, to przynajmniej z dołem tabeli. Nie wiem, czy jest w tym kraju inna drużyna, która nagminnie dostawałaby baty od kelnerów. 1:4 z Widzewem? 1:3 z Podbeskidziem? Wstydu nie macie? Być może Wam się po prostu za dobrze wiedzie. Być może powinniśmy Wam zabrać to i owo? Takie Podbeskidzie na przykład gra (jeszcze) w kurniku, a ich trening opiera się na tym, by trzy razy dziennie wbiec na Klimczoka i zbiec z powrotem. Taki Widzew z kolei, nie płaci, a jak płaci, to nie wiadomo kiedy i nie wiadomo ile. Może i Wam by się przydała taka przeprawa? Makowe panienki, znaczy się w korcu maku urodzone. A nawet jeśli nie urodzone, to z pewnością pracujące.

Kibic potrafi być cierpliwy, o tak. Ale dla zachowania higieny psychicznej musi się czasem zwyczajnie wkurwić. Ja właśnie się wkurwiłem. Nie ma u nas na stadionie curva nord ani curva sud. Jest za to curva mać. I doprawdy, niech Was nie zwiedzie to, że po każdym meczu śpiewamy „Czy wygrywasz, czy nie”. Ponieważ, drogie Wkłady, być może nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale to nie do Was kierowana jest ta pieśń, a raczej mimo Was. Ponieważ my kochamy Lechię. Czyli w gruncie rzeczy nas samych. Bo Lechia to my. A nie Wy. Wy póki co nie zasłużyliście na to, by być Lechią.

I odpalamy potem telewizory i patrzymy i słuchamy. Jak jeden z drugim, , że „my jesteśmy wściekli”, „tak nie powinno być”, „mamy młody zespół”, „to bolesna ale potrzebna lekcja”.

I.
Tak.
Dalej.

Nie możemy już tego słuchać panowie. I nie chcemy. Jak macie w kółko powtarzać to samo, to nie wychodźcie na konferencje, czy wywiady. Bo – jeśli mam być szczery – tylko nas wkurwiacie.

Łaska kibica na pstrej szkapie jeździ. To na pewno. Dziś Was nie znosimy, jutro być może będziemy wychwalać. Pewnie macie to w dupie, wszak jesteście Wkładami. Ale serio, czy dla własnego komfortu i osobistej satysfakcji nie moglibyście wziąć i w końcu czegoś wygrać? Na papierze to może ze dwie drużyny mają lepszy skład, niż Wy. Cała reszta gwiazd i gwiazdeczek ligi kreuje się na bieżąco, chwilę świeci i potem gaśnie. Gdybyście przypadkiem znaleźli w końcu swoje jaja, to spokojnie możecie być na pudle. I w Europie. Co to znaczy, że jedziecie do ostatniej drużyny ligi i dostajecie łupnia? W czym oni są niby lepsi od Was? Wy wszyscy jesteście tacy sami. Macie dwie nogi i jedną głowę. Czyli wszystko, czego Wam potrzeba do wykonywania tego zawodu.

Dostaliście w tym sezonie piękny (i ze wszech miar niezasłużony) prezent. Zaproszono Wam słynną Barcelonę. To nic, że w rezerwowym składzie, bo nawet ów skład zdemolowałby naszą ligę nie zdejmując nawet papuci. Zagraliście wspaniale. I pokazaliście, jak wiele możemy od Was wymagać. Toteż wymagamy. I wymagać będziemy. Wiecie, czym się różni Barcelona od Was? Tym, że oni wychodzą na boisko z przekonaniem, że są lepsi. A jeśli coś nie idzie po ich myśli, to się potężnie wkurwiają i wydzierają punkty frajerom, którzy się nieco zagalopowali i uznali, iż wielką Barcelonę pokonać mogą. Oto różnica. Jedna, jedyna. Wy wychodzicie na mecz z ostatnią drużyną ligi, a w Waszych oczach czai się strach. Rozlewa się potem po całym boisku, więc grzęźniecie w nim po kostki, po kolana, po chuj. Żal patrzeć, naprawdę. Wy powinniście się im rzucić do gardła. Zagryźć, a ścierwo rozwlec po całym województwie. A tu kopanina, zero pomysłu, zero agresji. A potem Pietrowski, jeden z aspirujących do tego, by przestać być Wkładem a zostać Lechistą, w wywiadzie mówi, że „oni grali z zębem, a my nie”. Nożkurewamać. To zamiast biadolić, grajcie z zębem. Kto Wam niby do cholery broni? Do roboty panienki. To już nie są żarty. Nie przyjmujemy do wiadomości walki o utrzymanie. Po drugiej rundzie ma być przynajmniej ósemka, a potem walczyć o co się da. Tylko tak można zostać prawdziwym Lechistą. I niech Was ręka boska broni, byście znów odpuścili puchar. Bo jak odpuścicie, to my nie odpuścimy. Wam.

A propo’s zębów. Mój dentysta bardzo się zmartwił ostatnio. „Co? Przerwa na reprezentację? Znaczy się, jak to? Ligi nie będzie”? Dziwnym bowiem trafem chadzam do niego z bolącymi zębami, za każdym razem kiedy mam nieprzyjemność oglądać Waszą grę. Chciałbym, abyście to zmienili, bo powoli kończą mi się zęby do leczenia. To smutne, ale obecnie jesteście – zupełnie obiektywnie – najgorszą drużyną ligi. Przy czym posiada to jedną, poważną zaletę. Łatwo się odbić od dna. Czego Wam, sobie i innym kibicom życzę. Do życzeń nie przyłącza się mój dentysta, ale chuj z nim.

Następny mecz gracie z Ruchem. I mają być trzy punkty. To nasze żądanie. Usiądźcie ze sobą, dajcie se po mordzie i ustalcie w końcu, komu się chce, a kto może sobie pójść do domu. I nie wracać. Ma być walka. Jazda na dupach. Agresja. I wszystko to, co prezentują na boisku prawdziwi mężczyźni. Jeśli nie potraficie, to wybierzcie się na trening Lechia Ladies. Może to i inna dyscyplina, ale dziewczyny pokażą Wam, jak się walczy na boisku. Ostatecznie są Mistrzyniami Polski.

Kończąc, wyrażam zbiorową nadzieję, że zrozumiecie w końcu, iż zawód, który uprawiacie, to nie tylko kopanie skórzanej kuli. Zawód, który uprawiacie, to nasza miłość duma. A w każdym razie w idealnym świecie tak właśnie by było. Bo póki co Wasz zawód, to jedynie nasz zawód.

Pozdrawiam i wysyłam w Waszym kierunku najcieplejsze kurwa mać myśli. Do roboty nieroby!

Autor: Zły kibic z bolącymi zębami