W cyklu felietonów 'Okiem Kibica' prezentujemy dzisiaj artykuł Kim Dzong Chuja – Narodowego Komisarza d/s Znajdowania Problemów Tam, Gdzie Ich Nie Ma.

Drodzy Towarzysze. Polacy.

My, naród wolnej, demokratycznej i w ogóle najlepszej na świecie Korei Północnej, pragniemy wystosować nasz stanowczy sprzeciw wobec faktu, iż rząd Polski Rzeczpospolitej Ludowej (czy jak ona się tam teraz na nowoczesną modłę nazywa) bezczelnie i bez konsultacji z naszymi wielkimi przywódcami dokonuje plagiatu w kwestii ostatecznej likwidacji niedemokratycznego bandytyzmu, plugawiącego ostatnimi czasy areny sportowe. Działania polskiego rządu sprowadzają się jedynie do nielegalnego (i w dodatku nieudolnego) kopiowania przez Internet naszych pomysłów. To skandal! Gwoli uściślenia, oznajmuję, co następuje:

Po pierwsze. To nasz umiłowany nieśmiertelny przywódca Kim Ir Sen wymyślił, aby każdemu bandycie przypisywać przynależność klubową. Jego Genialność stwierdził, że skoro w kraju każdy kibicuje jakiejś drużynie, to bandyci rzecz jasna również. Zatem aresztując dealera narkotykowego, mordercę czy złodzieja, sprawdzamy komu kibicuje, po czym piszemy w naszych gazetach, że kibic tego, czy innego klubu handlował, zabił, albo okradł kogoś tam. W ten sposób sprawiamy wrażenie, że to oni, kibice są sprawcami wszelkiego zła. Genialne, owszem, ale nic dziwnego, bo nasz Kim to był wielki umysł. Wasz Tusk potrafi jedynie zgapiać fajne pomysły, a to bardzo nieładnie!

Po drugie. To my wymyśliliśmy, żeby słowo, które w jednym z dialektów oznacza kibica, przekuć na zwrot wykorzystywany do straszenia obywateli. Tak, tak. Polski „kibol” to po prostu „kibic” po wielkopolskiemu czy jakiemuś tam. U nas było tak samo. Wzięliśmy jedno słowo, dodaliśmy mu znaczenia, wypromowaliśmy w tym nowym znaczeniu i teraz śmiga, jak złoto! Jest to o tyle fajowskie, i o tyle nasz Umiłowany Przywódca Kim Dzong Ill (gdyż on to osobiście wpadł był na tę myśl) sprytnie to wykoncypował, że teraz można używać tego słowa w kontekście różnego rodzaju bandytyzmu, (takiego jak demonstracje przeciwko władzy, niepodporządkowanie się światłej myśli przywódcy, czy – najgorsze ze wszystkich – publiczne podważanie najfajniejszości naszego umiłowanego) i mimo iż podkreślamy, że ów kibol to wcale nie kibic, to i tak kojarzy się z kibicem. Zatem sprawiamy wrażenie obiektynych i jesteśmy kryci. Tadaaaam.

Po trzecie, to my wymyśliliśmy, żeby zabrać kibicom ich zabawki. I tutaj objawia się niekompetencja polskiej władzy. Ponieważ u nas zabroniono rac, bo były niebezpieczne. No, znaczy się zwyczajnie podłożyliśmy kilka ładunków, powybuchały, a my zwaliliśmy to na race. Polski rząd, który jest zwykłym złodziejem pomysłów, spieprzył sprawę. Zakazał rac, jako przedmiotów niebezpiecznych, a nie zwrócił uwagi, że w całej historii polskiego kibicowania nikt od racy nie zginął. A już na stadionie w szczególności. Tam nawet nie notuje się pomniejszych urazów. Widzicie Polacy? Tak to jest, jak się bezmyślnie kopiuje cudze fantastyczne rozwiązania.

Po czwarte – to my wymyśliliśmy, żeby zamykać stadiony z byle powodu. Tyle, że u nas stadiony naprawdę do bezpiecznych nie należą. Celowo nie modernizowaliśmy ich od… W sumie to nigdy. Teraz w dowolnym momencie możemy powiedzieć, że kibic nie wejdzie na obiekt, bo ten się może zawalić, albo coś. Ale polski rząd nie ma charakteru. Poszedł na kasę! Postanowił zorganizować Euro. I tym się różnimy. My tez mogliśmy zorganizować Euro. Bez problemu. Nawet nas namawiano. Ale powiedzieliśmy nie, bo mieliśmy plan. Zaś Tusk plan ów bezczelnie skopiował, przez co zrobił z siebie głupka. Oto bowiem Polska ma kilka najnowszych, wybudowanych za pierdylion Euro i zabezpieczonych na wszystkie sposoby stadionów a ludziom wmawia się, że są one niebezpieczne. Znaczy się co? Spieprzyli podczas budowy? Ups. Poważny fail wizerunkowy. My byśmy sobie na coś takiego nie pozwolili. Ale to w sumie nic dziwnego, bo wszystkie nasze Kimy są nieomylne i nigdy się nie mylą (bo gdyby się myliły to by były omylne, a przecież właśnie napisałem, że nie są – mamy na to naukowe dowody). Do tegoż punktu dodać chcę tylko tyle, że opisywany tu aspekt jest w Korei rozwojowy. Rozważamy wprowadzenie całkowitego zakazu wchodzenia na stadiony, tak by mecze można było oglądać tylko w telewizji, przy czym żeby mieć telewizor należy najpierw podpisać zobowiązanie współpracy. Po tym, jak będziemy już mieli wszystkie zobowiązania, planujemy zupełnie zakazać piłki nożnej. Wtedy stadiony się przebuduje tak, by setki tysięcy ludzi mogło na żywo oglądać naprawdę ważne rzeczy, takie choćby jak zjazdy naszego plenum, coroczny referat dotyczący sukcesów na polu demokratyzacji świata, czy rocznice śmierci i urodzin rozmaitych Kimów. Ha. Widzicie cieniasy? Tego nam już nie ukradniecie, bo złożyliśmy ten projekt w urzędzie patentowym.

Po piąte. Oczywistym jest, że wśród kibiców występuje pewien odsetek (a właściwie odtysiaczek) prawdziwych bandytów, policzyliśmy, że wynosi on być około 1 promila całości. Tych jednak nie ruszamy, bo oni robią nam świetną robotę. Pokazujemy ich kiedy tylko się i gdzie się da. Czyli na dobrą sprawę zawsze, bo u nas da się wszystko, co sobie wymyślimy. Jest to o tyle słitaśne, że nie musimy zatrudniać aktorów do rozrób. Mamy bardzo uzdolnionych naturszczyków. Promujemy ich w prajm tajmie i dzięki temu sprawiamy, że narodowi zdaje się, iż bandytów jest więcej, niż jest w rzeczywistości. Proste. Tanie. Skuteczne. Niestety, to Tusk ukradł nam również. Ten to jest dopiero bandyta, no? Jakbyśmy mieli takiego u nas, to pokazywalibyśmy go na okrągło. Podsumowując, pragnę wyrazić nadzieję, że rząd Tuska przegra następne wybory, ponieważ jest nieudolny i nie potrafi wymyślić nic fajnego. Być może wygra PiS, któremu kibicują wszystkie serca w Korei. Bo ci z kolei potrafią wprowadzać fajne rozwiązania dotyczące aparatu represji i być może to my będziemy mogli im coś podprowadzić.

Załączam stosowne pozdrowienia, wyrazy szacunku, etcetera.

Kim Dzong Chuj – Narodowy Komisarz d/s Znajdowania Problemów Tam, Gdzie Ich Nie Ma.