Szymon Weirauch puścił w sobotę cztery bramki przeciwko Lechowi, ale zagrał niezły mecz. W pierwszej połowie obronił rzut karny i zanotował kilka ważnych interwencji.

Dla Szymona mecz rozpoczął się bardzo dobrze - od obronionego rzutu karnego. - Nie powiedziałbym, że wyczułem Ishaka. Bardziej się nastawiałem na to, że uderzy w środek, ale na szczęście zdążyłem zareagować - mówił nam w pomeczowej rozmowie bramkarz.

- To nie jest przyjemne uczucie, kiedy masz fajną pierwszą połowę, a później wychodzisz i tracisz cztery bramki. Obejrzymy to, przeanalizujemy. Musi być lepiej. Nie chcę już stracić czterech bramek - dodał.

Drugi gol dla Lecha zapisano jako trafienie samobójcze Szymona. - Chciałem pomóc zespołowi, przeciąć piłkę, ale nie trafiłem - skwitował.

Weirauch sezon zaczął na ławce. Teraz kontuzji nabawił się Sarnawski, a rywalem Szymona o miejsce w składzie prawdopodobnie będzie Muhamed Sahinović. - Po to jestem w klubie, aby pomóc w każdym momencie. I ja, i Bogdan wyglądaliśmy bardzo dobrze w treningu, więc sami siebie napędzaliśmy. Musimy budować swoją pozycję też w meczach - mówił.

Zdaniem Szymona przed zespołem jeszcze sporo pracy w grze defensywnej. - Musimy cały czas pracować nad defensywą i pokazywać jeszcze większy charakter. Tych strzałów rywala było zdecydowanie za dużo. W pierwszej połowie dobrze mi się broniło. W drugiej może za bardzo chciałem? Trzeba te gole przeanalizować na spokojnie - ocenił.

źródło: własne