Lechia Gdańsk przegrała 3:4 z Lechem Poznań w spotkaniu 2. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Jednym z pozytywnych bohaterów tego meczu po stronie Lechistów był Kacper Sezonienko, który miał udział przy obu bramkach Biało-Zielonych w pierwszej połowie. Po ostatnim gwizdku opowiadał o powrocie na boisko po problemach zdrowotnych, założeniach na starcie z mistrzem Polski i tym, co musi zrobić drużyna, żeby zacząć wygrywać.
Skrzydłowy zdradził, że miejsce w pierwszym składzie było dla niego pewnym zaskoczeniem. - Można powiedzieć, że było to dla mnie lekką niespodzianką - przyznał. - Przez ten okres przygotowawczy nie zagrałem w żadnym sparingu i gdzieś w tym pierwszym meczu w Zabrzu też tylko 5 minut, ale cały tydzień przygotowywałem się pod to, żeby spędzić na boisku jak najwięcej czasu, zagrać dobre zawody i wygrać te spotkanie. Niestety, nie udało się. Myślę, że może jeszcze 15 minut bym pociągnął, tylko pytanie na jakim poziomie i czy byłbym przydatny dla drużyny. Mam nadzieję, że za tydzień już będę przygotowany na większą liczbę minut - podkreślił.
Sezonienko opowiedział też, kiedy w jego opinii Lechiści stracili kontrolę nad meczem. - Po tych dwóch pierwszych strzelonych przez nas bramkach oddaliśmy pola Lechowi i dużo biegaliśmy w obronie - analizował. - Przez to na pewno narastało zmęczenie i na początku drugiej połowy straciliśmy od razu dwie bramki, co nie ułatwiło nam zadania. Za chwilę Lech dołożył jeszcze kolejne i chociaż pod koniec udało się nam strzelić gola, niestety nie zdobyliśmy nawet jednego punktu - żałował.
Kacper zaznaczył jednak, że nie było to dramatycznie złe spotkanie w wykonaniu Lechii. - Myślę, że gdy strzelamy trzy bramki mistrzom Polski, to jest to naprawdę spory wyczyn - zauważył. - Tak jak powiedział trener, musielibyśmy dzisiaj strzelić pięć goli Lechowi, żeby zwyciężyć to spotkanie, więc naprawdę sporo musimy popracować nad defensywą i w kolejnych meczach grać na zero lub minimalnie tracić tę jedną bramkę. Tracąc cztery utrudniamy sobie zadanie - stwierdził.
Dziennikarze zapytali atakującego również o to, czy niezgrana linia defensywy ma wpływ na tracone gole. - Ciężko mi powiedzieć, nie mnie to oceniać - odpowiadał dyplomatycznie. - Na pewno będziemy to analizować, każdy sam i później drużynowo sobie usiądziemy i będziemy starać się te błędy naprawiać i w kolejnych meczach ich już nie popełniać - zapowiedział.
Sezonienko zdradził także, jakie były założenia przed starciem z Kolejorzem. - Plan był taki, żeby tego początku nie przespać, żebyśmy zagrali agresywnie, doskakiwali do przeciwników, a gdzieś tego nam brakowało i myślę, że przez to te stracone bramki - ocenił. - Uważam też, powinniśmy troszkę agresywniej zagrać, troszkę mocniej doskakiwać W szczególności w tej drugiej połowie. W pierwszej może Lech nie wykorzystał swoich sytuacji, ale w drugiej od razu im się udało strzelić, co ich też na pewno zmotywowało i za chwilę ta kolejna bramka, więc na pewno jest jakość. Myślę jednak, że na tle takiego rywala wyglądaliśmy dobrze. Na pewno mieliśmy grać blisko siebie i czekać na straty Lecha. I te straty były. Tylko też nie do końca w niektórych sytuacjach zachowaliśmy się tak jak powinniśmy. Przez to można powiedzieć, że zdobyliśmy tylko te dwie bramki. Ale też te bramki były, więc na pewno mieliśmy tę przewagę i mogliśmy mecz domknąć i zwyciężyć - komentował.
Zapytany o to, czy po domowym zwycięstwie z poprzedniego sezonu, w którym Lech kończył mecz w dziesiątkę, Biało-Zieloni dostali w sobotę polecenie, by znów doprowadzić do takiej sytuacji, Kacper zdecydowanie zaprzeczył. - Aż tak nie było - tłumaczył. - Lech też zagrał agresywnie i przez to te kartki były, ale to też wynikało z tego, że my dobrze utrzymywaliśmy się przy piłce i dochodziliśmy do sytuacji, a oni musieli przerywać nasze akcje - wyjaśnił.
Skrzydłowy opisał również, jak wyglądała z jego perspektywy akcja, po której Lechia strzeliła na 2:0, a w której on sam odegrał kluczową rolę. - Takiej akcji chyba nie miałem - śmiał się. - Zauważyłem, że jak się obrócę, to będę miał trochę miejsca. Chciałem w pierwszym kontakcie zagrać, ale rywal zasłonił mi ten kierunek, więc musiał być jeszcze jeden kontakt. Myślałem też, że podanie do Tomasa będzie trochę za lekki, ale jednak dostał tę piłkę idealnie na nogę - mówił zadowolony.
Atakujący opowiedział też o trudnościach w okresie przygotowawczym. - Pierwsze dwa tygodnie, te najmocniejsze, które mieliśmy, treningi biegowe, przepracowałem razem z drużyną - stwierdził. - Dopiero po tych dwóch tygodniach zaczęły się problemy żołądkowe. Ciężko mi i trenerom oraz fizjoterapeutom stwierdzić, z czego one wynikały, bo wcześniej też miałem zapalenie płuc i może to wynikało z tego. Cieszę się, że wróciłem - zakończył.
źródło: własne