Serwis Lechiahistoria.pl przeprowadził wywiad z trenerem Tomaszem Kafarskim w dwóch częściach.

8 listopada 2016 roku minęło pięć lat od kiedy Tomasz Kafarski przestał być trenerem Lechii. To idealny moment, by z perspektywy czasu ocenić jego ponad 5-letni pobyt w sztabie Biało-Zielonych. Najpierw jako asystenta, potem przez blisko 1000 dni jako pierwszego szkoleniowca.

Tomasz Kafarski: Słysząc pierwszy raz nazwę Lechia widziałem stadion przy Traugutta i do dziś go widzę.

Zacznijmy od początku. Proszę powiedzieć parę słów o słynnej drużynie juniorów Lechii rocznika 1975, która pod kierunkiem trenera Jerzego Brzyskiego, była w ścisłej krajowej czołówce, a której był Pan ważnym członkiem.

– Wspominam to bardzo miło. Udało się coś osiągnąć w piłce młodzieżowej. Dwa mistrzostwa Polski, jedno wicemistrzostwo to było coś, co dawało podstawy myśleć, że z tej drużyny wyjdzie masa piłkarzy na poziom ekstraklasy. Skończyło się inaczej. Tak naprawdę poza Mięcielem, Szamotulskim i Kubsikiem nikt nie zafunkcjonował w ekstraklasie. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że takim najbardziej straconym talentem był Tomek Szostek. Ja jestem chyba jedynym trenerem z tamtej grupy osób, jeszcze Marcin Kubsik z tego co słyszę. Dla mnie to było na pewno spore doświadczenie i lekcja życia poza domem rodzinnym.

Sylwetka Tomasza Kafarskiego

Tak naprawdę nie zaistniał Pan w dorosłej piłce…

– Skończyły się mistrzostwa Polski, zostaliśmy w komplecie powołani na trening pierwszego zespołu, który wtedy prowadził Adam Musiał. Były wtedy dwie Lechie: FC Lechia i KS Lechia. Ja bardzo szybko zostałem przeniesiony do drugiej drużyny i z dwudziestego któregoś miejsca, co trening piąłem się wyżej. Wreszcie pojechałem na mecz z trzecioligowymi rezerwami. Ale zabrakło cierpliwości. Bardzo chciała mnie Kaszubia, która wtedy chciała walczyć o awans. Wróciłem do domu i tam kontynuowałem swoją misję piłkarską.

Zaczął Pan pracę jako trener w Kaszubii, będąc jednym z najmłodszych na szczeblu centralnym. Po jakimś czasie pojawiła się propozycja objęcia funkcji asystenta w Lechii. Czy może Pan zdradzić kulisy jak to się odbyło?

– Słyszałem, że Lechia będzie szukała następcy Marcina Kaczmarka, który skończył wtedy pracę. Otrzymałem propozycję spotkania, nie wiedziałem czego ta oferta będzie dotyczyć. Na miejscu dowiedziałem się, że mile byłbym widziany jako asystent Tomka Borkowskiego. Nie potrzebowałem dużo czasu na zastanowienie się, mimo że to był przeskok zaledwie o jedną klasę, to jednak do klubu, który chce wrócić do elity, uważałem to za awans sportowy i kolejny krok w rozwoju trenerskim.

Tu przeczytasz cały wywiad

Druga część wywiadu

Źródło: Lechiahistoria.pl