Polska liga przypomina jakąś głupawkę.

Legia przegrywa czwarty mecz. Wisła ciuła i Lech remisikami. Probierz, niby gwiazda z tym Drągowskim i Gajosem – łapie piątkę z dołem absolutnym. No a Lechia? To samo, klęska nr… nie wiadomo już który. Ładnie spuentował to Taraś, mówiąc o swoim szkoleniowym konkurencie Untonie – „Opiekun Lechii Gdańsk”.

No więc ten biało-zielony klub w ostatnich latach zaimponował mi kilka razy, na przykład regularnie lejąc Legię, remisując z Barceloną (z Messim i Neymarem) czy wywieszając transparenty patriotyczne przy każdej ważnej polskiej rocznicy (a pamiętajcie, iż jest to miasto z przeszłością kulturowo absolutnie niemiecką, a jednak zgermanizować się nie dało). Z tych transparentów najbardziej podobał mi się jeden. Do będącego u szczytu powodzenia Tuska: „Nigdy nie byłeś, nie jesteś i nie będziesz kibicem Lechii”.

Chodziło o to, by politycy nie mieszali się w sport, tylko na przykład ratowali stocznie i miejsca pracy w Trójmieście, zamiast bez końca pokazywać elektryka Wałęsę ze śrubokrętem czy tramwajarkę Heńkę Krzywonos.

Gdańsk ma jedno, kibiców. Takich, którzy na mistrzostwo czekają pół wieku, niektórzy tak długo nie pożyją. I stadion, z zewnątrz najpiękniejszy w Europie – pewnie dlatego występuje w reklamie Polski MSZ, a nie Narodowy… I to koniec.

Jak pytam kumpla, mocno siedzi w środku spraw klubu o co chodzi, on wie. To dlatego, że niemiecki prezes jest w Gdańsku nieobecny zawsze, Mandziara robi dziwne interesy, a polski szef Krawczyk zna się może na handlu opałem, ale na piłce zero. Sprawa trenera… Nie chciał Hajty. Bo… pożycza pieniądze i chodzi do kasyna. Kurde, setki tysięcy ludzi pożycza i gra, jest nawet pomysł by kluby same hazard organizowały, tak jak w Anglii zakładać można się na trybunie (to teraz nawet ciekawe granie na wybuch, co zawsze radzę, bo pewniak to tylko Chelsea, coś jak w Niemczech Bayern – i koniec, reszta fuksy). No więc trener to sprawa kluczowa według kumpla, bo piłkarze są, tylko źle ustawieni.

Ja mu na to wersję inną podpowiadam. Słyszałem od menedżera, że tam nikt nikomu nie płaci, ani za transfery, ani za podpisy, ani za granie, to mamy pewnie strajk. Czyli klasyka – nie ma sianka, nie ma granka. I winowajca jeden – Mandziara.

Poznałem tego chłopca jak był młodziutki w Bundeslidze i robił doskonałe wrażenie – poza boiskiem. Do biznesu idealny – jak załatwić ubezpieczenie, nowszą kamerę czy darmowe auto, graniem się nie męczył. Mówił po polsku zabawnie (polskie piłkarze słabo biegają, jakoś tak, a przy obiedzie – wpierdalaj, no wpierdalaj!). I naprawdę ten gość ma dobrze, jak trafia na właściciela z kasą, którą może dysponować dowolnie. Tak było w Wiśle Kraków. Mówi się, że wpędził ją w długi, a mało kto pamięta ile było mistrzostw, cudnych goli, zwycięstw w pucharach z Niemcami, Włochami i Hiszpanami. Co to jest 100 milionów złotych długu? To 25 milionów euro, kwota w futbolu śmieszna, za tyle nie kupi się w Europie przyzwoitego napastnika, a i tak nie wiadomo czy nie złamie nogi. Ryzyko. No więc w Gdańsku Adam robi to samo co w Krakowie, tylko… nie ma gotówki najwyraźniej, albo była i się skończyła. Nic to nowego, w każdym klubie i firmie obserwujemy dokładnie to samo.

Dobra, wracam do Lechii – zerkam w tabelę i nie jest jeszcze najgorzej, cały czas szanse na puchary są, tylko trzeba zacząć od jakiegoś fachowca od zapierdalania. Kogoś takiego jak mój ulubiony (literacko) Oskar Paprikas: „Jak piłkarz schodząc z treningu ma jeszcze siłę smarkać, to cały trening można uznać za zmarnowany”.

No nic, jak ktoś nad morzem w listopadzie chodzi goły, a nie jest przypadkowo morsem, to może tylko zmarznąć.

Źródło: weszlo.com