Oj, oberwało się ostatnio naszemu trenejro. Facet bez cienia zażenowania stwierdził, że nie ma kim grać. Wyobrażacie to sobie? Transfery za pierdyliard złotówek. Nazwiska, jakie chciałby mieć na liści płac każdy klub w Ekstraklasie i ten człowiek mówi, że nie ma kim grać. No wariat.

Ale nie… Czekaj…

Przecież, do cholery, on ma rację. Bez owijania w bawełnę, wykonajmy krótką analizę naszej kadry. Mając na myśli kadrę, mówię o kopaczach, którzy wystąpili przynajmniej w dwóch meczach ligowych, bądź pucharowych. Bo umówmy się, nie ma potrzeby kompromitować się wspominaniem wynalazków pokroju Mirandy, Kacajewa, czy tych tam środkowych obrońców, co podobno są, tylko nie ma na to dowodów.

Zacznę od linii ataku, co może zaburza nieco logikę (wszak drużynę buduje się od tyłu; w każdym razie w Polsce), ale za to pasuje mi do narracji.

Lechia ma tylko jednego prawdziwego wysuniętego napastnika. Jest nim Colak. Skuteczny, waleczny i w ogóle piłkarz na wypasie. Ale bez zmiennika. A, przepraszam. Jest jeszcze Buksa. Ale czy ja nie mówiłem czasem o PRAWDZIWYMY wysuniętym napastniku? Takim, co potrafi grać i tyłem i przodem do bramki? No więc właśnie. Jest tylko jeden wartościowy facet na tę pozycję, co stanowi pierwszy z szeregu kłopotów kadrowych. No wierzcie w brednie, które wypisują na oficjalnej stronie klubu, jakoby Wiśnia, Grzelczak czy Friesenbichler byli napastnikami. Nie są nimi. Prawdziwy napastnik jest jeden.

Ale jak to często bywa w drużynach, co mają za dużo pieniędzy, a za mało pomyślunku, jeśli gdzieś brakuje, to gdzieś musi być za dużo. Zatem ofensywnych pomocników, łamane na „dziewiątkę”, tudzież „fałszywą dziewiątkę” mamy w kadrze… Moment, niech policzę. Raz… dwa… Vranjes, Wiśniewski, Friesenbichler, Aleksić. Kacajewa obiecałem nie wspominać, ale kłamałem. Wszak w kadrze jest jeszcze ów rzekomy geniusz z Czeczenii, który na treningach podobno zamiata wszystkimi, tylko jakoś kolejni trenerzy nie chcą mu dać szansy. No pech.

Dalej. W całej drużynie jest tylko jeden prawdziwy prawoskrzydłowy. Maku. Poza nim, nie ma nikogo. Powiedzmy, że na tej pozycji mógłby grać też Wiśnia, ale ani on nie lubi tam grać, ani my nie lubimy, kiedy on tam gra.

Za to lewoskrzydłowymi obrodziło, jak na Klinicznej, po grubej studniówce. Nazario, Pawłowski, Grzelczak, Malbasić (który spełnia kryteria mojej wyliczanki, bo grał dwa razy), Friesenbichler, który najlepiej gra, jak go wyrzuci na lewo, no i w razie potrzeby również Wiśnia. Pięknie, nie?

Ale to, co najlepsze, zaczyna się w bloku obronnym. Wyobraźcie sobie, że w kadrze Lechii jest tylko jeden lewy obrońca i… ani jednego prawego. Bo przecież i Pietrowski, i Możdżeń to defensywni pomocnicy, którzy niemiłosiernie się męczą na tej prawej flance.

W środku obrony mamy trzech panów: Janickiego, Bougaidisa i Valente. Ostatnio gra tam Dźwigała, ale on również jest defensywnym pomocnikiem i na tej pozycji czuje się najlepiej. Pomijając już ocenę wartości Greka i Portugalczyka, to umówmy się, że to nieco mało. Zapytałbym nieśmiało, o co na przykład chodzi z tym, jak mu było? Moment, muszę sprawdzić na oficjalnej… A, tak. Rudnilsonem? No więc, o co z nim chodzi? Jest? Nie ma go? A Hoffman? Halo, przypominam, że jest jeszcze jakiś Hoffman, ale nie wiem do końca, czy to środkowy obrońca, czy jakiś boczny… Tak naprawdę, to w ogóle nie wiem, czy on istnieje.

Zauważyliście coś ciekawego? Co wynika z powyższej wyliczanki? Ano to, że w chwili obecnej mamy PIĘCIU defensywnych pomocników: Możdżeń, Pietrowski, Borysiuk, Dźwigała i Łukasik. Aż dziw, że nie niejaki Machado usiłował tam wepchnąć jeszcze Vranjesa. Za to nie dziwi, że nieszczęsny Unton wyszedł ostatnio na Koronę trzema defensywnymi pomocnikami. Bo niby kim miałby wyjść, skoro Makuszewski – przypomnę, jedyny prawoskrzydłowy w Lechii – wypadł za kartki?

Dla porządku dodam, że w kadrze mamy trzech bramkarzy, z czego dwóch poniżej poziomu Ekstraklasy, a trzeci jedynie do protokołu.

I co Wy na to, drodzy czytacze? Podsumujmy:

Bramkarze – 3
Środkowi obrońcy – 3
Lewi obrońcy – 1
Prawi obrońcy – 0
Defensywni pomocnicy – 5
Prawoskrzydłowi – 1
Lewoskrzydłowi - 6
Ofensywni pomocnicy/cofnięci napastnicy – 5
Wysunięty napastnik – 1

Że Lechia była kompletowana po pijaku, to wszyscy już od dawna wiemy. Że gdzieś w okolicach zarządu kręcą się idioci – managerowie, to też wiemy. Idioci, bo tak usilnie starali się upchnąć swoich kopaczy w Lechii, że aż przesadzili i teraz ich towar skandalicznie traci na wartości. Ale dlaczego zatem aż tak obrywa się Untonowi? Przecież z zestawienia widać, że mówi prawdę. On nie ma kim grać. Co mu po tym, że ma pięciu defensywnych pomocników? Na prawą obronę ich przecież nie wystawi? A nie, zaraz, czekaj… Heh. Co mu po tym, że ma sześciu lewoskrzydłowych? Żadnego z nich nie można ustawić w obronie, dzięki czemu Lekovic w końcu miałby choć połowę konkurenta. Co z tego, że mamy pięciu napastnikopomocników, skoro żaden z nich nie może stanowić wartościowego zmiennika dla Colaka? Absurd goni absurd.

Co zatem należy zrobić? Ano zmieniać. Gdyby ode mnie to zależało, to już zimą wylecieliby, kolejność przypadkowa: Możdżeń, Pietrowski, Malbasić, Grzelczak, Kacajew, Buksa, Trela, Hoffman, Rudnilson, Aleksić i Miranda, który – to doprawdy paradne – wciąż jest na liście jako aktywny gracz. Z wyżej wymienionych szkoda byłoby mi tylko Grzelczaka, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś w końcu dotrze do Pawłowskiego, to będzie on piłkarzem znacznie lepszym, niż Grzelu. A jeśli do Pawłowskiego dotrzeć się nie da, to zostawiamy Grzelczaka, a wyrzucamy Pawłowskiego. Proste.

Dobrze. Zatem pozbyliśmy się 11 piłkarzy. W ich miejsce należy pozyskać: dwóch PRAWDZIWYCH prawych obrońców, z czego jednym powinien być Deleu, bo jako opcja rezerwowa prawdopodobnie nigdy nas nie zawiedzie. Jednego prawdziwego lewego obrońcę. Jednego środkowego obrońcę. Dwóch prawoskrzydłowych. Jednego wysuniętego napastnika. Przy czym mówiąc „pozyskać” wcale niekoniecznie mam na myśli „kupić”. Proponowałbym zajrzeć do rezerw i juniorów, bo tam jest kilku chłopaków, którzy już wkrótce mogą być gwiazdami tej ligi: Jadanowski, Sidor, Wolski, Giereszewski, Zieliński, czy Czychowski.

Unton nie jest moim wymarzonym trenerem. Nie jest nawet w pierwszej setce moich wymarzonych trenerów. Ale istnieje coś takiego, jak poczucie godności i sprawiedliwości. I ono zmusza mnie by to napisać: skończcie pierdolić, drodzy kibice, i spróbujcie w końcu zaakceptować fakt, że zostaliśmy zrobieni w wała. I ani Unton, ani Ferguson nic tu nie pomogą. Pomoże jedynie przemyślana, dobrze zaplanowana przebudowa. A nie zawadzi długi, zimowy wyjazd na narty niejakich Piekarskiego i Mandziary.