Totolotek Bukmacher

W pierwszej połowie tego spotkania nie życzylibyśmy oglądać żadnemu kibicowi drużyny gdańskiej. Te słowa jednego z reporterów z meczu Legia – Lechia najlepiej oddają wydarzenia pierwszych czterdziestu pięciu minut meczu w Warszawie. Legia jako gospodarz była co prawda faworytem, ale nikt nie przewidywał, że do przerwy wynik wyniesie 4:0.

Jeszcze na samym początku meczu Lechia toczy dosyć wyrównany bój, ale między 21. a 27. minutą legioniści nokautują gdańszczan, strzelając trzy bramki (trzecią z kolei uzyskał Kazimierz Górski, późniejszy legendarny trener naszej kadry narodowej). Przepiękny jest zwłaszcza drugi gol, którego piekielnie silnym strzałem z 35 metra zdobył Mordarski. Mimo tak dramatycznej sytuacji gdańszczanom udaje się uporządkować szyki obronne i skutecznie rozbijać ataki legionistów. Niestety w 40. minucie gospodarze po raz czwarty pokonują bramkarza Lechii. Goście w pierwszej części nie oddali żadnego celnego strzału na bramkę Legii.

W przerwie na trybunach zastanawiano się, czy Legii uda się uzyskać wynik dwucyfrowy. Tymczasem na drugą połowę wyszedł odmieniony zespół gości:

Relacja prasowa z meczu Legia Warszawa-Lechia
Relacja prasowa z meczu Legia Warszawa-Lechia

Lechia wyszła na boisko z wielką ambicją i wolą zwycięstwa. Szybkie, błyskawiczne przyziemne kombinacje, efektowne zmiany pozycji napastników gdańskich, wszystko to zaskoczyło całkowicie przeciwnika (...) W tym okresie spotkania inicjatywa należała do gdańszczan, którzy błyskawicznie zdobywali teren i popisywali się wieloma celnymi strzałami na bramkę Skromnego.

Gdańszczanie zaczynają grać z wiatrem, który w pierwszej połowie był sprzymierzeńcem legionistów. Niezwykle istotne znaczenie dla losów spotkania ma pierwszy kwadrans, kiedy to Lechia zdobywa aż trzy bramki! Najpierw w 49. minucie Tadeusz Skowroński, po pięknej akcji całego napadu, strzela pierwszego gola. Już w trzy minuty później, po dokładnym dośrodkowaniu Alfreda Kokota, piłkę w bramce umieszcza Roman Rogocz. Legioniści, zdenerwowani takim obrotem sprawy, zaczynają grać ostro, ale sędzia bardzo pewnie panuje nad wydarzeniami na boisku. Lechia tymczasem nie zwalnia tempa. W 15. minucie po przerwie Skowroński wykonuje rzut wolny.

Relacja prasowa z meczu Legia Warszawa-Lechia
Relacja prasowa z meczu Legia Warszawa-Lechia

Piłka trafia do Aleksandra Kupcewicza, ten zagrywa. wzdłuż linii bramkowej do Alfreda Kokota, który bez problemu umieszcza piłkę w siatce i jest już 4:3. Wtedy dochodzi do niecodziennej i niesamowitej wręcz sytuacji, co podkreślone zostało w pomeczowych relacjach: Publiczność żywiołowo dopinguje Lechię, jak gdyby ona, a nie Legia była ulubieńcem stolicy. Legioniści zostają zepchnięci do głębokiej obrony, a Lechia szuka szansy na zdobycie wyrównania. Udaje się to w 75. minucie, a autorem bramki jest Rogocz. Przez ostatni kwadrans Lechia gra wzmocnioną obroną, aby do końca utrzymać korzystny rezultat. Cel udaje się osiągnąć, a schodzących z boiska lechistów spotyka olbrzymia owacja.

17 lipca 1949 roku
Mecz ekstraklasy
Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 4:4 (4:0)
Widzów: ok. 4 000
1:0 Sąsiadek (21’), 2:0 Mordarski (24’), 3:0 Górski (27’), 4:0 Olejnik (40’), 4:1 Skowroński (49’), 4:2 Rogocz (52’), 4:3 A. Kokot (60’), 4:4 Rogocz (75’)
Legia: Henryk Skromny - Józef Oprych, Tadeusz Waśko, Wilhelm Waksman, Henryk Serafin, Kazimierz Górski, Mieczysław Milczanowski, Zdzisław Mordarski, Wacław Sąsiadek, Stanisław Cyganik, Marian Olejnik; trener: Wacław Kuchar
Lechia: Józef Pokorski, Hubert Kusz, Czesław Lenc, Piotr Nierychło, Henryk Kokot, Alfred Kamzela, Roman Rogocz, Robert Gronowski, Aleksander Kupcewicz, Alfred Kokot, Tadeusz Skowroński; Trener: Vaclav Křížek

Po słabej pierwszej części, w drugiej połowie cały zespół Lechii zagrał na bardzo dobrym poziomie i zdołał odmienić losy, wydawać by się mogło, przegranego spotkania.