Totolotek Bukmacher

Pierwszy mecz w historii występów w ekstraklasie na własnym stadionie Biało - Zieloni mieli rozegrać ze znakomitym chorzowskim Ruchem (tydzień wcześniej debiutanckie spotkanie w pierwszej lidze lechiści rozegrali na wyjeździe z Cracovią, przegrywając 1:5). Piłkarze ze Śląska w poprzednim sezonie zajęli trzecie miejsce, a w swoim składzie mieli wielu reprezentantów Polski z Gerardem Cieślikiem na czele.

Zdecydowanym faworytem meczu byli goście, ale w ciągu pierwszych dziesięciu minut to piłkarze Lechii znokautowali przeciwników.

Grę rozpoczynają gospodarze. Zanim widownia przyzwyczaiła się do sylwetek graczy, już po 15 sekundach sensacja. Rogocz wystawia do Kupcewicza, a ten nieuchronnie strzela. Piłka trzepoce w siatce. Jest 1:0 dla Lechii. (...)

W 5 minucie Goździk ma okazję podwyższenia wyniku. Wystawia sobie pięknie piłkę do przodu, ale niestety naciskany przez obrońców strzela w aut. W 8 minucie notujemy piękną centrę Kokota II, którą z trudem paruje Brom. 9 minuta przynosi drugą bramkę dla Lechii. Centrę Kupcewicza przytomnie przedłuża Rogocz. Na widowni niebywały entuzjazm. Publiczność nie zdążyła jeszcze ochłonąć, a już Goździk otrzymuje piłkę od Skowrońskiego, kiwa bramkarza i lekko kieruje ją do bramki Ruchu. Jest 3:0 dla gospodarzy.

Od tego momentu Lechia zwalnia tempo, a goście, mimo tak fatalnego początku, walczą nadal. W 23. minucie Ruch uzyskuje pierwszą bramkę, dzięki strzałowi Alszera, który przelobował wychodzącego z bramki Józefa Pokorskiego. Dalsze minuty to akcje z obu stron.

W 27. minucie silny strzał Goździka broni Brom nakrywką. Kolejna akcja to groźne uderzenie Skowrońskiego, wybite przez bramkarza gości na róg.

W 35. minucie mocny strzał Cieślika znakomicie broni Pokorski, a trzy minuty później napastnik Ruchu w dobrej sytuacji strzela niecelnie.

Relacja prasowa z meczu Lechia-Ruch Chorzów
Relacja prasowa z meczu Lechia-Ruch Chorzów

W 41. minucie sędzia dyktuje rzut wolny dla Lechii z odległości około 20 metrów od bramki. Do piłki podchodzi Henryk Kokot i kapitalnym, podkręconym uderzeniem, umieszcza futbolówkę pod poprzeczką bramki Ruchu. Po tej bramce lechiści są już chyba myślami w szatni – tuż przed przerwą Ruch zdobywa drugą bramkę i po pierwszej połowie jest 4:2 dla gospodarzy.

Gol zdobyty chwilę przed zejściem do szatni daje nadzieję chorzowianom, którzy od początku drugiej części ostro ruszają do odrabiania strat. Najpierw w zamieszaniu podbramkowym dobrej sytuacji nie wykorzystuje Cieślik (przy tej akcji urazu doznał Pokorski, ale kontynuował grę do końca spotkania). Chwilę później mocny strzał Suszczyka odbija przed siebie bramkarz Lechii, a dobitka Alszera nie trafia do bramki. Wydaje się, że gol kontaktowy dla Ruchu jest kwestią czasu, ale na szczęście nadchodzi 58. minuta – przełomowa dla całego meczu. Jeżeli bowiem Ruch mógł się łudzić, że ewentualnie wyciągnie wynik remisowy, to po podwyższeniu stanu posiadania Lechii do 5 bramek, szanse te zmalały. Daleki strzał Kokota II wypuszcza Deptała z ręki, a nadbiegający Skowroński kieruje piłkę do siatki. Chorzowianie walczą jednak do końca, Lechia też nie odpuszcza, więc na zmianę suną ataki na obie bramki. Więcej skuteczności wykazują piłkarze Ruchu – ostatnią bramkę meczu zdobywa Cieślik, ustalając wynik spotkania na 5:3 dla Lechii.

27 marca 1949 roku
Mecz ekstraklasy
Lechia Gdańsk – Ruch Chorzów 5:3 (4:2)
Widzów: ponad 15000
1:0 Kupcewicz (15’’), 2:0 Rogocz (9’), 3:0 Goździk (10’), 3:1 Alszer (23’), 4:1 H. Kokot (41’), 4:2 Kubicki (44’), 5:2 Skowroński (58’), 5:3 Cieślik (79’)
Ruch: Brom (55’ Deptała) - Morys, Bartyla, Suszczyk, Oślizlok, Giebur, Kubicki, Cebula, Alszer, Cieślik, Przecherka
Lechia: Józef Pokorski - Jakub Smug, Czesław Lenc, Piotr Nierychło, Henryk Kokot, Alfred Kamzela, Aleksander Kupcewicz, Roman Rogocz, Leszek Goździk, Alfred Kokot, Tadeusz Skowroński; Trener: Ryszard Koncewicz

Gdańszczanie odnieśli, jak najbardziej zasłużenie, duży sukces. Cała drużyna zagrała bardzo dobry mecz, a na szczególne wyróżnienie zasłużyli Piotr Nierychło oraz Alfred Kamzela, którzy przez większość spotkania skutecznie wyłączyli z gry odpowiednio Cieślika i Alszera.