Młody, wysportowany chłopak. Do niedawna aktywny zawodnik Klubu Sportowego „Sokół Zblewo”.

Dzisiaj walczy o powrót do zdrowia, które wiąże się z obawą o to, czy starczy pieniędzy na kolejną dawkę leku. Cała historia zaczęła się od niepozornego bólu w podbrzuszu.

„Nowotwór to kolejne wyzwanie przed jakim stanąłem”

Adama Wierzbę jeszcze niedawno mogliśmy obserwować podczas meczy piłkarskich, jako zawodnika klubu „Sokół Zblewo”. Pewien czas temu musiał jednak zejść z boiska. Teraz też gra, można powiedzieć, najważniejszy mecz w życiu. Jego nowym przeciwnikiem jest rzadka odmiana złośliwego nowotworu układu limfatyczno – chłonnego.

- Wszystko zaczęło się od bólu w podbrzuszu, ze względu na zdrowy tryb życia podejrzewałem raczej jakieś problemy z trzustką – opisuje Adam. – Na początku było tak, że kiedy coś zjadłem, ból mijał. Później jedzenie już nie pomagało, udałem się więc do przychodni – słyszymy.

Dwie chemioterapie

Pod koniec kwietnia Adam poszedł do lekarza. Pierwszym podejrzeniem były wrzody dwunastnicy. Rozpoczęły się badania, których zwieńczeniem było usg jamy brzusznej.

- 5 maja br. podczas badania USG lekarz wykrył sporą ilość guzów w okolicach trzustki, dwunastnicy i przepony. Następnie trafiłem do Kliniki Hematologi gdzie zdecydowano, że jedyną rzeczą, którą można zrobić jest biopsja węzła chłonnego, który mi się powiększył – mówi chłopak.
28 maja wykonana została biopsja, wynik przyszedł 13 czerwca.

- Diagnoza brzmiała tak, że mam bardzo rzadki rodzaj chłoniaka pod nazwą Chłoniak Anaplastyczny T Komórkowy – wyjaśnia 27-latek. – Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko, badania krwi, tomografia. Byłem sceptycznie nastawiony do chemioterapii, dążyłem więc do tego, aby jak najwięcej dowiedzieć się od swego lekarza. Chciałem poznać wszystkie alternatywy, usłyszeć jak to wygląda za granicą a jak u nas – wyjaśnia. Adam przyjął dwie chemie. Jak mówi, najbardziej zmartwiły go późniejsze wyniki, które wskazywały na problemy z organami.

- Po chemii najbardziej siadła mi wątroba. Trzecia chemia zaplanowana była na 28 lipca, to dzień moich urodzin. Moją terapię i sprawę rezygnacji z chemii konsultowałem, dzięki znajomościom i uprzejmości przyjaciela, z lekarzami z Niemiec, Austrii, USA i Kanady. Decyzję jednak musiałem podjąć sam. I podjąłem. Zdecydowałem się przerwać chemioterapię – słyszmy.

30 proc. przeżywa do 5 lat

Zdaniem Adama, najtrudniejsze w tym momencie było podejście samych lekarzy.

- Kiedy zapytałem czy mogę nie przyjąć trzeciej chemii, lekarz27-latek ze swoją nawiększą podporą, dziewczyną Magdą.

odpowiedziała: „A masz inne wyjście?”. Najgorsze jest też oglądanie tego, co tam się dzieje. Jest tam cała masa starszych osób, wykończonych leczeniem. Byłem świadkiem takiej sytuacji, kiedy do jednego ze starszych pacjentów przyszedł ktoś z rodziny i udał się do pielęgniarki aby zmienić kroplówkę. W odpowiedzi usłyszał, że pacjent ma sam przyjść aby ją zmienili. A ten człowiek nie miał już sił – wspomina nasz Rozmówca. – Widząc to wszystko i wiedząc co mi dolega szukałem informacji, dużo czytałem, sprawdzałem wszystkie doniesienia z zagranicy. Dowiedziałem się, że 30 proc., którym udaje się przeżyć po chemioterapii to wcale nie są ludzie wyleczeni ale tacy, którym udało się przeżyć powyżej 5 lat od daty zdiagnozowania choroby. Drugą kwestią jest to, że chora osoba po chemioterapii może i nie umiera na raka ale umiera na niewydolność narządów, na nerki czy wątrobę. Nie chcę znaleźć się w takiej statystyce – dodaje.

Aktualnie Adam przyjmuje lek zwany RSO (Rick Simpson Oil). Lek ten nie jest dostępny w Polsce, aby go otrzymać chłopak musi przejść długą batalię związaną z pozyskaniem środków i sprowadzeniem go z zagranicy. Miesięczny koszt sięga 3500 Euro.

Sprzątanie po walce

W zbiórkę funduszy na leczenie 27-latka włączyli się zarówno Urząd Gminy w Zblewie, klub „Sokół Zblewo”, w którym grał Adam jak i sami mieszkańcy. Wciąż jednak istnieje obawa, czy za miesiąc Adam będzie mógł sprowadzić swój lek, czy stan konta na to pozwoli.

- Moje wyniki od czasu przerwania chemioterapii i przyjmowania RSO się unormowały. Spadły jedynie te elementy krwi, które są odpowiedzialne za tzw. sprzątanie po walce, czyli te elementy, które obumarły. Pojawił się też mały problem z odpornością, jednak od razu zacząłem nad tym pracować – wyjaśnia. Adam stara się żyć w miarę normalnie. Dba o siebie, odżywia się zdrowo, unika sytuacji, w których osłabiony układ odpornościowy mógłby złapać dodatkowe wirusy. Ma jednak żal do polskiego systemu opieki zdrowotnej o to, że w kraju nie ma szans nawet na rozmowę o alternatywnych formach leczenia. Jego zdaniem osoba, która rezygnuje z chemioterapii spotyka się z opinią, że się poddała i że pogodziła się ze śmiercią. A przecież wbrew pozorom wcale tak nie jest, są ludzie, którzy szukają innych sposobów. Sposobów aby wygrać zdrowie i… życie.

- Coś czego nie rozumiem, to to, że nie czuję się gorszy od osoby, która mieszka w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego u nich lek dostępny jest normalnie a u nas muszę płacić tak duże pieniądze za jego sprowadzenie? Czy moje życie jest mniej ważne od życia osoby, która mieszka za granicą? – pyta chłopak.

Chcę mieć wybór, chcę żyć

Mimo to chłopak się nie poddaje. Wierzy, że to kolejny etap do przebycia. Trudny, ale wykonalny.

- Spotkałem jedną dziewczynę, której lekarz powiedziała, że nie ma sensu kontynuować chemioterapii, ponieważ nie przynosi ona już rezultatów. Próbowałem ją namówić na leczenie olejem RSO. Powiedziała jednak, że już się z tym pogodziła. Że miała fajne życie i może już odejść. Ja tak nie mogę, nie mam dzieci, wnuków, mam po co żyć. Chcę żyć i nie godzę się z tym – słyszymy. Wierzymy, że Adamowi uda się wygrać tą walkę i że za jakiś czas będziemy mogli napisać piękny reportaż o jego wielkim zwycięstwie.

- Żyję trochę tak, jakbym był obok tego wszystkiego. Jak gdybym obserwował to wszystko z zewnątrz, jakby to nie do końca mnie dotyczyło. Nie chcę myśleć kategoriami, że rak to choroba śmiertelna. Wolę to traktować jako kolejne wyzwanie, przed którym stanąłem – mówi Adam.  Aby jednak tak mogło się stać, potrzebna jest pomoc. I zrozumienie. O obydwa apelujemy.

JEŚLI CHCESZ WSPOMÓC ADAMA WPŁAĆ DOWOLNĄ KWOTĘ NA KONTO:

BS SKÓRCZ ODDZIAŁ W ZBLEWIE

NR 85 8342 0009 4004 8853 2000 0002

z dopiskiem „DLA ADAMA”

Źródło: GAZETA KOCIEWSKA