Porozmawialiśmy z Rafałem Pietrzakiem m.in. o planie powrotu PKO Ekstraklasy, który w poniedziałek otrzymał premier Mateusz Morawiecki. Co zmienił w jego życiu tzw. "dzień zero", dlaczego absurdalne jest bieganie w maseczkach, o przygodach z policją podczas zakazu biegania po lasach, o testach na obecność koronawirusa oraz o wynikach rozmów rady drużyny z prezesem Adamem Mandziarą w kwestii obniżenia pensji. Zapraszamy.

***

W poniedziałek do premiera Mateusza Morawieckiego trafił plan powrotu PKO Ekstraklasy, który zakłada, że do gry wrócimy 29 maja. Uważasz, że to realne i faktycznie uda się dokończyć ten sezon?

Myślę, że leży to w interesie wszystkich. Uda się to zrobić, oczywiście jeżeli będziemy przestrzegać tego, co jest nam zalecane.

Mówi się, że poniedziałek był tzw. "dniem zero", czyli początkiem dwutygodniowej izolacji. Tyle tylko, że wy tę izolację mieliście już od dłuższego czasu. Coś się od wczoraj zmieniło?

Nic się nie zmieniło. Już wcześniej praktycznie cały czas siedzieliśmy w domach. Wychodziliśmy tylko, gdy mieliśmy treningi biegowe, bo w domu raczej nie da się ich zrealizować (śmiech). Raz w tygodniu robię większe zakupy, żeby nie chodzić co chwilę do sklepu. Nie jest to dla mnie jakaś nowość. 

Czyli nie korzystasz z opcji, że klub przywozi ci jedzenie do domu?

Mam maseczki, mam rękawiczki, więc ubieram się i jadę. Trochę świeżego powietrza mi nie zaszkodzi, przy czym oczywiście robię wszystko, żeby czuć się bezpiecznie.

Od poniedziałku otwarte są lasy oraz parki, więc legalnie można tam biegać. Miałeś przygody jak inni piłkarze Lechii, którzy wpadli w ręce policjantom?

Też miałem przyjemność spotkać policję i straż miejską (śmiech). Na szczęście mandatu nie było, choć myślę, że sporym plusem było to, że biegałem w dresie Lechii. Panowie byli dla mnie wyrozumiali. Oczywiście dali mi do zrozumienia, żebym udał się z powrotem do domu, ale przyznam się, że nie zastosowałem się do zaleceń, tylko uciekłem w las, żeby dokończyć trening. Na szczęście teraz nikt nie będzie nam już przeszkadzał. Mamy treningi biegowe, które musimy wykonać. Będę biegał po lesie i realizował plan nakreślony przez sztab.

Plan zakłada, że zajęcia w w kilkuosobowych grupach mają się rozpocząć za około dwa tygodnie. Osobiście zakładam, że jest to po prostu czas na dyskusję z najważniejszymi osobami w kraju i zdobycie wszelkich pozwoleń na otwarcie obiektów klubowych. Ty w ogóle pamiętasz, kiedy ostatnio kopałeś piłkę?

(śmiech) Trzy dni temu, bo mamy rozpisane również treningi piłkarskie. Sztab szkoleniowy zadbał o to, żebyśmy się nie nudzili. Są treningi biegowe, ale przy okazji musimy utrzymywać czucie piłki. Stosujemy się do zaleceń.

No właśnie, macie też obowiązek codziennego raportowania swojego stanu zdrowia. Możesz zdradzić jak to wygląda czy są to tajne informacje?

Czy tajne? Nie wiem. Już przychodząc do Lechii dostałem aplikację, którą musiałem na co dzień wypełniać, a przecież nie było jeszcze wtedy koronawirusa. Sztab chciał mieć informację m.in. odnośnie naszego samopoczucia, czy jesteśmy gotowi do treningów. Teraz troszeczkę się to zmieniło, bo dodatkowo każdego dnia wypełniamy ankietę, w której podajemy choćby temperaturę ciała - rano i wieczorem. Jest dużo pytań, ale najważniejsza moim zdaniem jest temperatura ciała. Samopoczucie też jest istotne, bo wiemy, że każdy człowiek inaczej przechodzi przez ten okres. Mam nadzieję, że wszyscy sumiennie wypełniają te ankiety, co pozwoli na szybki powrót na boisko.

Nerwowo odliczasz dni aż dostaniecie zielone światło do treningów na zielonej murawie? Trochę czasu już minęło od momentu, gdy spotkaliście się drużynowo w większej grupie.

Oczywiście, że tak. Przede wszystkim bardzo tęsknię za szatnią. Mamy świetną atmosferę, są śmiechy, wygłupy, więc siłą rzeczy tego w obecnej sytuacji brakuje. 

Przeczytałem wczoraj, że parę drużyn niekoniecznie chce dokończyć ligę. Rozumiem, że wy, jako Lechia, nie macie żadnych wątpliwości i chcecie rywalizować?

Myślę, że nikt nie ma wątpliwości. Zdziwiłbym się, gdyby faktycznie ktoś nie chciał grać. Sądzę, że bardziej chodzi w tym wszystkim o bezpieczeństwo. Powstał plan powrotu ligi, natomiast nie jest on - nazwijmy to - perfekcyjny. Jest parę niedociągnięć i przez najbliższe dwa tygodnie ludzie za to odpowiedzialni wprowadzą stosowne poprawki, rozważą wszelkie za i przeciw. Potrzebne jest zrozumienie innych klubów i spokojne podejście do tematu. Każdy ma jakieś pytania, wątpliwości. Z nami nie jest inaczej. Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś z nas jest zarażony. Co wtedy? Kolejna kwarantanna? Kolejne oczekiwanie? Wszystko musi mieć ręce i nogi. Wtedy można wracać do treningów i grania. 

W waszym przypadku można by mówić o sporym pechu, gdyby nie udało się jednak dograć sezonu do końca. Jesteście świeżo po awansie do półfinału Totolotek Pucharu Polski.

Zdecydowanie. Chcemy obronić trofeum, ale też w lidze nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Strata do podium nie jest duża i mamy realną szansę powalczyć o coś więcej niż tylko miejsce w górnej ósemce. 

Tak jak sam pomysł dogrania sezonu, wcześniejszych izolacji czy wypełniania ankiet jest odbierany jak najbardziej pozytywnie, o tyle pojawiły się wręcz absurdalne pomysły, żeby piłkarze grali w maseczkach.

To musiał wymyślić ktoś, kto nigdy nie biegał i nie miał do czynienia z wysiłkiem fizycznym. W maseczkach nie da się biegać. Zresztą sami mieliśmy w Lechii próby biegania po lesie z maseczkami na twarzy, ale z góry wiadomo było, że to się nie uda. Po prostu się nie da. Ten plan na pewno nie wypali.

Sędziowie zamiast gwizdków mieliby używać sygnałów dźwiękowych cyfrowych. Czegoś takiego w futbolu jeszcze nie widziałem.

Też sobie czegoś takiego nie przypominam. Sam nie wiem jak by to miało funkcjonować. To byłoby podpięte do nagłośnienia stadionowego? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. 

Chyba nie jest tak, że sędziowie mają jeden gwizdek i co mecz się nim wymieniają. 

Gdzieś mi mignęła teoria, że gdy sędzia dmucha w gwizdek, to pojawia się ślina, a to może w obecnych czasach być niebezpieczne dla naszego zdrowia. Jest to szukanie dziury w całym. Jeśli my nie będziemy biegać w maskach, to nie ma znaczenia czy sędzia będzie miał gwizdek czy nie (śmiech). To oczywiście pół żartem, pół serio. Patrzę na to i widzę, że nie do końca wszystkie propozycje są przemyślane. 

A jeśli chodzi o nieprzemyślane propozycje, to co sądzisz o projekcie Michała Świerczewskiego z Rakowa Częstochowa, który chciał was totalnie odizolować i dograć sezon za zamkniętymi drzwiami?

Doceniam, że każdy próbuje cokolwiek zrobić w tej sytuacji. Mówimy jednak tylko o propozycji. Do realizacji jest daleka droga. Czas pokazał, że ten plan nie wypalił. Bezpieczeństwo wszystkich związanych z piłką nożną musi być na pierwszym miejscu. Osoby decyzyjne muszą mieć stuprocentową pewność, że jest to dobre rozwiązanie.

Przed startem ligi macie mieć przeprowadzone dwa testy na obecność koronawirusa. Doskonale wiemy, że sporo osób przechodzi tego wirusa bezobjawowo, więc możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że jesteśmy "chorzy". Czy idąc na taki test będziesz miał obawy, że wynik nie będzie po twojej myśli?

Na pewno jest obawa. Każdy przechodzi wirusa inaczej. Ja mogę czuć się dobrze, nie mieć żadnych objawów i myśleć, że wszystko jest w porządku, a tu - odpukać - okaże się, że jestem zarażony. W moim przypadku bardziej byłaby to informacja dla moich bliskich. Mieszkam z dziewczyną, dbam o jej bezpieczeństwo, więc taka informacja pozwoliłaby jej wiedzieć na czym stoi. Taki test jednak bardzo dobrym rozwiązaniem. Myślę, że każdy z nas chętnie pójdzie się przebadać. W końcu to dla naszego bezpieczeństwa.

Tak na koniec - udało się dojść do porozumienia w kwestii obniżenia pensji? W poniedziałek rada drużyny miała spotkać się z prezesem Adamem Mandziarą.

Nie mogę za bardzo się do tego odnieść, bo jeszcze nic nie zostało w stu proc. ustalone. Rada drużyny porozmawiała z prezesem, ale to niech pozostanie między zawodnikami, a prezesem. Jeśli dojdziemy do porozumienia, to na pewno pojawi się stosowny komunikat ze strony klubu.

źródło: własne