Lada moment święta wielkanocne, w normalnych okolicznościach piłkarze Lechii przygotowywaliby się właśnie do wyjazdowego meczu 30. kolejki PKO Ekstraklasy z Pogonią Szczecin, która kończyłaby rundę zasadniczą. Przez koronawirusa i obostrzenia w naszym kraju jest zupełnie inaczej. Praktycznie wszyscy siedzą w domach, by uniknąć zarażenia się. Paru piłkarzy Lechii zostało nawet pouczonych przez policjantów za bieganie po lesie czy parku. - Tak było w pierwszym dniu po wprowadzeniu tego zakazu. Myślałem, że sobie pobiegam gdzieś z boku, że nikt mnie nie zobaczy, ale nie ma na to szans. Wszystko jest pozamykane i nawet jak chcemy wyjść na spacer, to funkcjonariusze zwrócą uwagę, żeby wrócić do domu. - mówi Michał Nalepa w rozmowie z Lechia.Net.

Dziwne to będą święta.

Zdecydowanie. Na razie jest mi ciężko to sobie nawet wyobrazić. Będziemy sami w domu, bez rodziny, nie będzie można pójść do kościoła ze święconką. Będzie to coś dziwnego, ale musimy się z tym zmierzyć i jakoś sobie poradzić.

Co robisz w tym czasie? Jaki masz sposób, żeby nie zwariować w domu?

Jestem cały czas w telefonicznym kontakcie z rodziną czy kolegami z zespołu, ale generalnie większość czasu spędzam z dziećmi. Zabawy z nimi zajmują nam praktycznie cały dzień, więc akurat my w domu się nie nudzimy. Co chwilę wymyślają sobie nowe zabawy, z kolei my musimy ich uspokajać, żeby nam nie weszły na głowę.

Netflixa już obejrzałeś całego?

(śmiech). Jeszcze nie. Parę dni temu usiedliśmy z żoną do Domu z Papieru. Mówiąc szczerze jest to jedyny serial, który udało nam się obejrzeć. Gdy dzieci pójdą spać, to mamy czas na obejrzenie jednego czy dwóch odcinków. Trzy poprzednie sezony obejrzałem wcześniej. Czwarty właśnie skończyliśmy. Mogę polecić, bo jest to konkretny serial.

Niedawno wyczytałem, że przez ten czas spędzony w domu Mario Maloca mocno podciągnął się kulinarnie. Jak to wygląda u ciebie? Bliżej ci do Roberta Makłowicza czy raczej przypalasz nawet wodę na herbatę?

Daleki mi zarówno do Roberta Makłowicza, jak i do Mario Malocy (śmiech). Jeśli chodzi o kulinaria, to jestem na bardzo początkowym etapie. U nas w domu za kuchnię odpowiada żona. Na szczęście. Myślę, że jest to dużo lepsze rozwiązanie niż gdybym ja miał coś przygotowywać do jedzenia. Niech tak zostanie.

Rodzina rodziną, ale pewnie na boisko trochę ciągnie?

Pewnie, że tak. Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek wcześniej mieli taką sytuację, że nie spotykamy się ze sobą na treningach przez tak długi okres czasu. Nie jest to zależne od nas. Nikt z nas nie wie ile to jeszcze potrwa. Ja jestem optymistą w tej sprawie. Mam nadzieję, że wkrótce wrócimy do treningów na boisku i do gry w lidze. Wierzę, że uda się jeszcze dograć ten sezon.

2018 07 13 lechia gdansk asteras tripolis 0 1 sparing 31

Prezes zarządu Ekstraklasy Marcin Animucki mówi, że mają przygotowanych dwanaście różnych wariantów zakończenia obecnego sezonu. Jeden z nich zakłada wznowienie rozgrywek pod koniec maja.

Czas pokaże. Musimy czekać. Ciężko mi się wypowiadać w tym temacie, natomiast dla mnie osobiście postawa tych ludzi jest budująca, bo wygląda na to, że są przygotowani na wszystko.

A gdybyś ty miał decydować, jak ten sezon ma się zakończyć, to jaki wariant byś wybrał? Wiadomo, pewnie wszyscy chcielibyśmy, żeby dograć go do końca, ale zakładając najbardziej pesymistyczny scenariusz, co robić? Anulować rozgrywki, zatwierdzić wyniki po 26. kolejce?

Na szczęście to nie ja muszę o tym decydować. Mówimy o bardzo trudnych decyzjach i prezesi będą musieli stanąć na wysokości zadania. Będzie trzeba zrobić tak, aby w jak najmniejszym stopniu wszystkich skrzywdzić, natomiast nie da się zadowolić każdego. Ja osobiście nie chciałbym mówić czy lepiej anulować czy zachować obecne wyniki. Od tego są bardzo mądrzy ludzie i wierzę, że podejmą właściwe decyzje.

Co sądzisz o pomyśle Michała Świerczewskiego z Rakowa Częstochowa, który chciał odizolować piłkarzy i wtedy spróbować dokończyć sezon PKO Ekstraklasy?

W obecnej sytuacji każdy pomysł jest warty rozważenia. Nie warto się śmiać z nikogo, kto próbuje coś robić. Nie odbieram tego jako głupi pomysł, bo człowiek spędził sporo czasu na wymyślenie go, zastanawiał się, jak to wszystko poskładać. Z tego co słyszałem, to okazało się, że pomysł jednak nie wypali. Tym niemniej każda propozycja jest mile widziana.

Gdyby nie udało się dokończyć tego sezonu, moglibyście mówić o sporym pechu, bo dopiero co awansowaliście do półfinału Totolotek Pucharu Polski. Była szansa powtórzyć wyczyn sprzed roku.

Rzeczywiście, bardzo fajnie w tym pucharze się odnajdujemy. Dobrze to wygląda, gdy o wszystkim decyduje jeden mecz. Zresztą pokazaliśmy, że nawet w europejskich pucharach, gdzie jest mecz i rewanż, nieźle się odnajdujemy. Oczywiście, nie udało nam się przejść Brøndby, ale zaprezentowaliśmy się solidnie na tle mocnego przeciwnika. Myślę, że każdy z nas lubi takie spotkania. Na pewno byłoby dla nas źle, gdyby nie udało się dokończyć sezonu, ale zobaczymy. Ja jestem dobrej myśli.

2018 10 06 lechia gdansk zaglebie sosnowiec 4 1 4806

Nawet jeśli zapadnie decyzja, że gramy, to trudno sobie wyobrazić, żeby na trybuny byli wpuszczani kibice. Mieliście przykład w meczu z Piastem Gliwice jak wygląda gra na pustym stadionie. Dało się usłyszeć praktycznie każde słowo. Zgaduję, że nie było to miłe doświadczenie.

Kibice są naszym dwunastym zawodnikiem i - szczególnie gdy gramy u siebie - bardzo nam pomagają. Zawsze czujemy ich wsparcie. Nie mamy jednak wpływu na decyzje czy gramy z kibicami czy nie. Być może mamy tę przewagę nad innymi zespołami w lidze, że już graliśmy przy pustych trybunach. Jesteśmy więc zaprawieni w bojach i gdyby przyszło nam ponownie rywalizować w takich okolicznościach, moglibyśmy się lepiej odnaleźć niż nasi rywale. Niestety pewnie tak to będzie wyglądać, przynajmniej na początku. Wątpię, by od razu kibice byli wpuszczani na trybuny. Nie wyobrażam sobie, że wirus nagle w jeden dzień minie i wszystko wróci do normy.

Nawet nie chodzi o piłkę nożną i obecność kibiców na trybunach. Nawet gdy to wszystko się skończy, to ludzie będą mieli obawy przed zwykłym podaniem ręki drugiej osobie. Zawsze gdzieś z tyłu głowy będzie, że ktoś może być zarażony. Nie da się od tego uciec ot tak.

Zgadzam się z tobą. Ktoś będzie musiał przemyśleć całą sytuację i jak sprawić, żeby krok po kroku nasze życie wróciło do normalności.

Piłkarze Bundesligi wracają już do treningów. Rozumiem, że wy jeszcze nie dostaliście żadnych informacji, kiedy taka sytuacja może nastąpić w naszym kraju?

Nie wiemy, a przynajmniej ja nie mam takich informacji. Jest to jednak uzależnione od sytuacji w kraju.

Obostrzenia w naszym kraju są coraz większe, a wiemy, że dostaliście rozpiski od trenerów i pewne ćwiczenia do wykonania. Udaje się to realizować?

Tak naprawdę to w tym tygodniu schodzimy już z obciążeń. Mamy jeszcze parę zajęć do wykonania, ale też zdajemy sobie sprawę, że liga nie wróci z dnia na dzień i nie możemy non stop trenować na pełnych obrotach. To na pewno by nam nie pomogło. Pozostaje nam czekać na decyzje, kiedy na nowo ruszyć z przygotowaniami. Mamy mądry i doświadczony sztab szkoleniowy, który sobie z tą sytuacją poradzi i dobrze nas pokieruje.

Jakiś czas temu rozmawiałem z Żarko Udoviciciem, który powiedział, że dwa tygodnie treningów na murawie wystarczą, żebyście byli dobrze przygotowani do wznowienia rozgrywek. Uważasz podobnie?

Myślę, że tak, chociaż to pytanie najlepiej zadać trenerom od przygotowania fizycznego. Jeśli oni mi powiedzą, że wystarczą dwa tygodnie, to im ufam. Wydaje mi się, że jest to odpowiedni okres czasu.

Mario Maloca i Filip Mladenović zostali złapani przez policję i pouczeni, że nie mogą biegać. Jak to wygląda u ciebie?

Cóż, też zostałem wyrzucony przez policję z parku Reagana. Nie dostałem żadnego mandatu, również zostałem jedynie pouczony. Tak było w pierwszym dniu po wprowadzeniu tego zakazu. Myślałem, że sobie pobiegam gdzieś z boku, że nikt mnie nie zobaczy, ale nie ma na to szans. Wszystko jest pozamykane i nawet jak chcemy wyjść na spacer, to funkcjonariusze zwrócą uwagę, żeby wrócić do domu.

20190512 006 rul 8628

O kim jak o kim, ale o tobie nie można powiedzieć, że w ostatnich miesiącach byłeś w słabej formie. Wręcz przeciwnie. Nie boisz się, że przez tę całą sytuację z koronawirusem być może straciłeś szansę na jakiś atrakcyjny zagraniczny transfer? Futbol długo nie będzie już taki sam.

Nie myślałem o tym, choć oczywiście zdaje sobie sprawę, że jesteśmy w trudnym okresie, kolejne kluby mają mniejsze lub większe problemy finansowe. Ale da się z tego wyjść. Pozostaje tylko kwestia kiedy. Nie sądzę, żeby ten kryzys trwał wiecznie. Jasne, w najbliższych miesiącach stawki pewnie będą niższe, ale po pewnym czasie wszystko powinno wracać do normalności.

Zarząd Lechii obniżył swoje pensje o połowę, czytałem, że podobnie postąpił sztab szkoleniowy. A jak to wygląda u was, piłkarzy? Rozmowy trwają? Podjęliście już jakieś decyzje?

Jeszcze nie. Nie chcemy, żeby każdy z osobna mówił, na co się zgadza, a na co nie. Chcemy mówić jednym głosem. Negocjacje jeszcze trwają, ale myślę, że na dniach wszystko będzie wiadomo. 

Twój kontrakt z Lechią obowiązuje do końca czerwca przyszłego roku. Były już jakieś rozmowy odnośnie przedłużenia?

Mogę potwierdzić, że był w tej sprawie kontakt ze strony klubu.

Byłbyś chętny, żeby zostać tu na dłużej?

Oczywiście, że tak. W Gdańsku bardzo mi się podoba. Nie będzie dużą niespodzianką, jeśli powiem, że zrobiłem bardzo duży progres w swojej grze od kiedy w Lechii jest trener Piotr Stokowiec wraz ze swoim sztabem. Chciałbym przedłużyć umowę, bo wiem, że z tymi ludźmi wokół siebie jestem w stanie dalej się rozwijać i być coraz lepszym zawodnikiem.

Pierwszy sezon w Lechii miałeś średni, nie ma co się oszukiwać. Ale potem rzeczywiście nastąpił duży krok w przód. Stałeś się pewniakiem u Piotra Stokowca, jak i jednym z lepszych obrońców w całej lidze.

Tak to już w piłce jest. Jedni wchodzą do nowego zespołu z grubej rury i od początku są kluczowymi postaciami, a inni potrzebują więcej czasu, żeby się wdrożyć. W moim przypadku właśnie tak było. Rozkręcałem się z meczu na mecz.

źródło: własne