Zaur Sadajew wypowiada się na łamach trojmiasto.sport.pl m.in. o początku sezonu w wykonaniu Lechii Gdańsk.

Sadajew w dwóch pierwszych meczach sezonu - z Jagiellonią Białystok (remis 2:2) oraz Podbeskidziem Bielsko-Biała (wygrana 1:0) - spisywał się nieźle, chociaż gola póki co zdobyć nie zdołał. Nieco lepiej zagrał w spotkaniu z Jagiellonią, w którym miał wielki udział w wyrównującym golu dla Lechii (zdobył go samobójczym strzałem Marek Wasiluk), choć również w meczu z Podbeskidziem mógł zaliczyć bardzo efektowną asystę, gdyby jego otwierające podanie wykorzystał Bartłomiej Pawłowski. Skrzydłowy Lechii przegrał jednak pojedynek z bramkarzem gości Richardem Zajacem.

- Uważam, że wbrew wszystkim opiniom sezon zaczęliśmy dobrze - mówi Sadajew w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Remis na wyjeździe i zwycięstwo u siebie to bez względu na wszystko korzystne wyniki. Tym bardziej że z każdym meczem powinniśmy się coraz lepiej rozumieć i w związku z tym nasza gra powinna wyglądać coraz lepiej - podkreśla Rosjanin.

Od początku występów w Lechii Sadajew wystawiany jest na pozycji środkowego napastnika, ale dużo więcej czasu niż w polu karnym rywali, spędza w innych rejonach boiska. Zawodnik wypożyczony z Tereka Grozny biega niemal po całej szerokości i długości, wychodzi po piłkę, pomaga w rozgrywaniu. Czy przez to nie traci zbyt dużo energii, której potem może brakować pod bramką rywala?
- Jeśli pomimo tego, że pokazuję się w polu karnym, nie dochodzą do mnie piłki lub dzieje się to rzadko, to staram się wychodzić poza pole karne i szukam gry - tłumaczy Sadajew. - Taki mam styl i to się pewnie nie zmieni. Wyniosłem to jeszcze z czasów występów w Tereku, kiedy to zazwyczaj miałem obok siebie drugiego napastnika, takiego klasycznego snajpera. Gdybyśmy w Lechii grali na dwóch napastników z pewnością byłoby mi łatwiej. Mogę jednak zapewnić, że jak będą dobre podania od kolegów, to będzie też więcej moich bramek - uśmiecha się piłkarz, który z niecierpliwością czeka aż do składu Lechii przebije się jego rodak Adłan Kacajew, który przez kilka tygodni leczył uraz.

- Wówczas nie tylko mi będzie łatwiej, ale zapewniam, że skorzysta na tym cała nasza gra ofensywna, bo to bardzo dobry zawodnik - podkreśla napastnik Lechii.

Mała ilość zdobywanych bramek to niejedyny problem Sadajewa. Niemal od samego początku występów w polskiej lidze na celownik wzięli go... sędziowie. Rosjanin w 14 meczach zobaczył już aż siedem żółtych oraz jedną czerwoną kartkę.

- Nie wiem, czemu oni mnie tak traktują, może dlatego, że mam taką dużą brodę? - śmieje się Sadajew, gładząc się po obfitym zaroście. - Ja normalnie walczę o piłkę, czasami mocniej wejdę w rywala ciałem, ale żeby od razu dawać za to żółte kartki? Nie sądzę, żeby wpływ miała na to moja siła, sędzia musi po prostu realnie ocenić boiskową sytuację i stwierdzić, czy czysto walczę o piłkę. A kto jest silniejszy nie ma znaczenia. Albo inna sprawa. Niemal wszyscy zawodnicy wymachują rękami w kierunku sędziów, gestykulują, ale nie spotyka ich za to żadna kara. Ja raz machnę ręką i od razu dostaję żółtą kartkę. Tak nie powinno być - podkreśla rosyjski napastnik Lechii.

W meczu z Podbeskidziem Sadajew nieładnie potraktował swojego partnera z zespołu Piotra Wiśniewskiego, który po jednym ze starć próbował odciągnąć go od sędziego. Za odepchnięcie kolegi Rosjanin został zresztą ukarany przez klub.

Wiśniewski: - Zaur bywa na boisku trochę nerwowy, dlatego chciałem go odciągnąć od sędziego, żeby przez swoją gorąca głowę nie dostał czerwonej kartki [wcześniej zobaczył już żółta kartkę]. Po meczu wszystko sobie jednak wyjaśniliśmy, nie ma sprawy, wszystko jest OK - podkreśla "Wiśnia".

W kolejnych meczach dyspozycja Sadajewa - zarówno mentalna, jak i piłkarska - powinna rosnąć, chociażby z tego powodu, że kilka dni temu skończył się ramadan. Co prawda zawodnik dostał od swojego imama zgodę na to, aby jeść i pić za dnia, jednak wiadomo, że dla sportowca-muzułmanina, który stara się przestrzegać zasad, czas ramadanu jest trudny.

- Nie ukrywam, że było ciężko. Teraz, kiedy mogę się już normalnie odżywiać, moja dyspozycja fizyczna powinna być jeszcze lepsza - zaznacza Sadajew. Czy będzie to widoczne już w kolejnym meczu, przekonamy się w piątek, kiedy Lechia zmierzy się na wyjeździe z Piastem Gliwice (początek o godz. 20.30).

- To jak na warunki polskiej ligi średni zespół, ale absolutnie nie możemy go zlekceważyć. Liczę jednak na nasze zwycięstwo - podsumowuje Sadajew.

Źródło: trojmiasto.sport.pl