Trener Stefan Białas wypowiada się na łamach trojmiasto.sport.pl m.in. o ewentualnym przejściu do Lechii Gdańsk Michała i Mateusza Mak.

Lechia zalicza najlepszy start od momentu powrotu do ekstraklasy, po 3 kolejkach zajmuje w tabeli 3. miejsce. Mimo tego zewsząd słuchać narzekania na styl gry zespołu. Z tymi głosami nie zgadza się trener Białas.

- Tyle zmian w zespole to naprawdę trudna sytuacja, nie takie zespoły jak Lechia nie radziły sobie na początku z taką rewolucją. Dlatego jestem pełen podziwu, że zespół gra tak skutecznie. Według mnie wzmocnienia są naprawdę bardzo ciekawe, teraz potrzeba cierpliwości, żeby w parze z efektywnością szła również grę efektowna. Podoba mi się, że trener Machado ma swoją koncepcję i na początku stawia konsekwentnie na tę samą jedenastkę. Czym kończy się nadmierna i nie zawsze potrzebna rotacja, pokazują przykłady Legii czy Lecha. Oczywiście w trakcie trwania sezonu trzeba wymieniać słabsze ogniwa, bo ci, którzy siedzą na ławce, też mają swoje ambicje, ale póki zespół wygrywa, nie ma co kombinować. Myślę, że w tej chwili kadra Lechii jest optymalna, sprowadzanie jakichś piłkarzy jeszcze w tym oknie transferowym według mnie byłoby błędem. Jak to się mówi, co za dużo, to niezdrowo. Mówi się cały czas o zainteresowaniu braćmi Makami, ale sprowadzając ich w tej chwili do Lechii, tylko wyrządziłoby się im krzywdę. Przecież, żeby się rozwijać, oni muszą grać, a co z Pawłowskim, Makuszewskim... Zespół potrzebuje teraz przede wszystkim zgrania i automatyzmów, a nie kolejnych nowych zawodników - podkreśla Białas.

Największym przegranym trzech pierwszych kolejek jest w Lechii wspomniany Bartłomiej Pawłowski, który w jednym meczu został zmieniony w 40. min, a w drugim w przerwie. Poprawnie zagrał tylko z Podbeskidziem.

- Wobec niego były bardzo duże oczekiwania i póki co Pawłowski nie zniósł tej presji. Pewnie myślał, że skoro grał w Hiszpanii, to w polskiej lidze będzie łatwiej, jednak ta pewność siebie trochę go zgubiła. Teraz musi przekroczyć tę barierę samozadowolenia i w każdym meczu udowadniać, że potrafi grać, bo talent ma ogromny. Pawłowski potrzebuje czasu, tym bardziej że zawodnicy ofensywni mają trudniej, od początku oczekuje się od nich goli i asyst. Teraz ma trudny moment, niewykluczone, że mecz z Lechem zacznie na ławce rezerwowych, ale to też jest dobra sytuacja, żeby udowodnić swoją odporność psychiczną. Jednak broń Boże nie można go już "kasować". Ja w niego wierzę, uważam, że Lechia, kupując Pawłowskiego, zrobiła świetny interes i w przyszłości zarobi na nim duże pieniądze - podkreśla ekspert NC+.

Białas broni też stopera Lechii Tiago Valente, który początek sezonu miał mocno przeciętny. Portugalczyk po meczu z Piastem Gliwice dostał się co prawda do "11" kolejki Canal+Sport, ale według wielu na wyrost, gdyż mocno maczał palce przy bramce dla gospodarzy.

- Według mnie to była bardzo dobra akcja Piasta, klepka na skrzydle, potem dobra wrzutka. Za stratę tego gola ciężko winić któregoś z zawodników Lechii. Obrońcy trzymali linię, tyle tylko, że trzymali ją zbyt wysoko w stosunku do linii piłki i Jurado to wykorzystał. Co do Valente, to pochodzi on z kraju, gdzie są trochę inne metody szkoleniowe, szczególnie jeśli chodzi o taktykę. Musi minąć trochę czasu, zanim wdroży się w polską ligę, zobaczymy, czy mu się to uda - zaznacza trener Białas.

Według niego na największe słowa uznania zasługuje Piotr Wiśniewski.

- To jest piłkarz, od którego już od kilku lat powinno się w Lechii zaczynać ustalanie składu. Nie znam go osobiście, ale obserwując, jak zachowuje się na boisku, jaką stara się brać na siebie odpowiedzialność, wydaje mi się, że może być dla tych wszystkich młodych piłkarzy wzorem do naśladowania. Tacy zawodnicy stanowią "szkielet" zespołu, wokół nich można coś budować. W tej chwili ciężko wyobrazić sobie Lechię bez "Wiśni" - nie ma wątpliwości były szkoleniowiec m.in. Cracovii oraz Legii.

Źródło: trojmiasto.sport.pl