Paweł Dawidowicz od kilku miesięcy obserwowany jest przez Borussię Dortmund.

Jej przedstawiciele oglądali aż jedenaście z jego czternastu ligowych meczów w tym sezonie. 18-latka bardzo chce w zespole Juergen Klopp, a piłkarz Lechii Gdańsk miałby zastąpić w składzie Sebastiana Kehla.

33-letniemu byłemu reprezentantowi Niemiec w czerwcu przyszłego roku kończy się umowa z klubem, a karierę chce kontynuować w Stanach Zjednoczonych. Borussia poszukiwania jego następcy rozpoczęła już kilkanaście miesięcy temu. Głównym kandydatem aby go zastąpić jest właśnie Dawidowicz. Kiedy i jak Borussia się nim zainteresowała?

- W lutym tego roku byłem w Dortmundzie razem z byłym piłkarzem Lechii Oktawianem Skrzeczem, który został zaproszony przez Borussię na rekonesans [ostatecznie 16-letni Skrzecz przeszedł latem do Schalke 04 Gelsenkirchen] - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. menedżer Dawidowicza Daniel Weber. - Przedstawiciele klubu zapytali się wówczas czy mam do polecenia innych ciekawych piłkarzy. Podrzuciłem im nazwisko Pawła i na tym moja rola, przynajmniej na tamtą chwilę, się skończyła. Skauci Borussii wzięli go pod lupę, od tego momentu oglądali go kilkanaście razy. Siedmiu różnych skautów obserwowało aż jedenaście meczów Lechii w tym sezonie, byli również na meczach reprezentacji Polski do lat 19. Cała ta obserwacja sprowadziła się do tego, że podczas ostatniego spotkania ze Śląskiem Wrocław na trybunach PGE Areny pojawili się dyrektor sportowy Michael Zorc oraz zaufany asystent Juergena Kloppa Zeljko Buvac. A to oznacza, że sprawa jest poważna - podkreśla Weber.

Dawidowicz rozegrał w ekstraklasie czternaście na piętnaście możliwych meczów (raz pauzował za kartki) i został jednym z największych odkryć sezonu. Mówiło się o nim nawet w kontekście pierwszych powołań do reprezentacji Polski nowego selekcjonera Adama Nawałki. Ostatecznie wezwania na zgrupowanie seniorskiej kadry jeszcze nie dostał.

Dawidowicz w meczu ze Śląskiem nie zaprezentował się najlepiej, ale to nie powinno mieć wielkiego wpływu na ostateczną decyzję Borussii.

- To są fachowcy, oni doskonale zdają sobie sprawę, że tak młody chłopak, który dopiero wchodzi do seniorskiej piłki, prędzej czy później musiał złapać fizyczny dołek. Przedstawiciele Borussii przez te kilka miesięcy zebrali tak dużo materiału, że jeden mecz nie może mieć wpływu na ogólną ocenę - zaznacza Weber.

Profil Dawidowicza w Lechia.net

Ewentualny transfer Dawidowicza mógłby mieć miejsce najszybciej po sezonie. Młody piłkarz Lechii jest w tej chwili w klasie maturalnej i chciałby skończyć w Polsce szkołę średnią. Ponieważ jego kontrakt z gdańskim klubem obowiązuje do czerwca 2016, Borussia musiałaby za piłkarza wysupłać niemałe pieniądze. Jakie?

Lechia oczekuje oferty w wysokości ok. 3 mln euro, ale to raczej kwota nierealna. Jako przykład można podać przypadek Ariela Borysiuka - piłkarza grającego na tej samej pozycji co Dawidowicz i o podobnej charakterystyce. Kiedy w 2012 roku Borysiuk przechodził do Kaiserslautern za ok. 2 mln euro, miał już za sobą niemal 100 występów w ekstraklasie i kilka spotkań w reprezentacji Polski. Oczywiście Kaiserslautern to nie Borussia, a Dawidowicz może być w przyszłości dużo lepszym piłkarzem niż Borysiuk, ale na chwilę obecną realna kwota, jaką Borussia mogłaby zapłacić Lechii, to ok. 1,5 mln, może 2 mln euro.

Inna sprawa, że sam Juergen Klopp bardzo chce Dawidowicza w swoim zespole, a wówczas cena nie musi grać decydującej roli. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że szkoleniowcowi Borussii zależy na zachowaniu stanu liczebności Polaków w zespole. Po sezonie z klubem żegna się Robert Lewandowski, przyjście Dawidowicza utrzymałoby więc pod tym względem status quo.

- Na razie musimy zachować spokój. Oczywiście cały czas pojawiają się inne oferty dla Pawła, ale w tej chwili sytuacja jest jasna: dopóki istnieje temat przejścia do Borussii, nawet nie podejmujemy rozmów z innymi klubami. Naszym celem jest Dortmund - podsumowuje Weber.

Źródło: trojmiasto.sport.pl