Jarosław Bieniuk był w Lechii Gdańsk prawdziwym symbolem wytrwałości czytamy w trojmiasto.sport.pl.

W 41 meczach z rzędu wychodził w pierwszym składzie gdańskiej drużyny. W ostatnim czasie kapitan biało-zielonych siedzi jednak na ławce rezerwowych. Ale wcale go to nie martwi. - Decyzję trenera o posadzeniu mnie na ławce przyjąłem z poczuciem ulgi - wyjaśnia Bieniuk.

Podstawowy środkowy obrońca Lechii zagrał we wszystkich pierwszych 12 meczach Lechii w ekstraklasie w tym sezonie od 1. do 90. minuty. Po spotkaniu z Lechem Poznań siadł na ławce rezerwowych, z której nie wstał aż do tej pory.

- Na pewno nie traktuję siedzenia na ławce w kategorii jakiegoś "dzwona" - wyjaśnia Bieniuk w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Miałem problemy ze zdrowiem, niedomagałem i fizycznie nie czułem się najlepiej. Miałem kłopoty ze ścięgnem Achillesa i potrzebowałem odpoczynku. Dlatego decyzję trenera o posadzeniu mnie na ławce przyjąłem z poczuciem ulgi. We wszystkich meczach grałem po 90 minut, mecze były co trzy dni, do tego dochodziły ciężkie treningi, więc organizm miał prawo do odpoczynku. Poza tym mam już swoje lata i nie zawsze jestem w optymalnej dyspozycji - dodaje kapitan biało-zielonych.

Stoper Lechii deklaruje jednak, że jest gotowy wrócić do gry na pełnych obrotach.

- Odpoczynek mi pomógł, urazy się zagoiły, nabrałem ochoty do gry i czuję, że forma rośnie. Nie zamierzam wywieszać białej flagi i chcę wrócić do pierwszego składu i pomóc drużynie. Zależy mi na tym, by Lechia, która jest moim macierzystym klubem grała dobrze, byśmy krótko mówiąc, przestali dawać ciała - mówi ostro Bieniuk.

Mocne słowa obrońcy biało-zielonych są jak najbardziej na miejscu, bo z ostatnich 11 meczów Lechia wygrała zaledwie jedno, a swoją grą bardziej irytuje niż wzbudza szacunek. Szczególnie drażniące są błędy w linii defensywnej popełniane przez gdańskich piłkarzy, w tym te przy rzutach wolnych bądź rożnych.

- Obecna sytuacja mocno mnie martwi i nie śpię przez nią spokojnie. Zresztą nie tylko ja, bo pozostałych chłopaków ten stan rzeczy też nie satysfakcjonuje. Widać naszą obniżkę formy i ciężko być optymistą. Naszym największym mankamentem i bolączką sa stałe fragmenty gry. Kryliśmy indywidualnie i traciliśmy gole po błędach indywidualnych, bo jeśli dla przykładu Kowalski kryje Nowaka, a Nowak strzela bramkę, to to nie jest wina całej drużyny. Teraz próbujemy różnych innych ustawień, szukamy jak najlepszych rozwiązań i zobaczymy jak to będzie wyglądać. Przez stałe fragmenty gry straciliśmy już w tym sezonie z 10 punktów i to niweczy naszą dobrą grę i przez to mamy zdecydowanie mniej punktów, niż mogliśmy mieć. Mamy też ostatnio kłopoty z grą w polu, nie jesteśmy drużyną idealną i musimy pracować nad wyeliminowaniem naszych słabości - dodaje "Palmer".

Profil Jarosława Bieniuka

Zdaniem Bieniuka Lechię stać jednak na wydobycie się z kryzysu. Mimo iż terminarz biało-zielonych do końca roku jest trudny. Lechia zagra bowiem z odradzającym się Ruchem Chorzów, pojedzie na wyjazd do Jagiellonii Białystok, Cracovii, później zagra na PGE Arenie z Legią Warszawa i w ostatnim spotkaniu 2013 roku w Zabrzu z Górnikiem.

- Teraz przed nami ciężkie spotkania i musimy ugrać w nich jak najwięcej punktów. Przy naszej lepszej grze uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy wrócili do czołówki tabeli - przekonuje Bieniuk.

Źródło: trojmiasto.sport.pl