Lechia Gdańsk pokonała GKS Tychy 2:0 w pierwszym letnim sparingu. Dwie bramki zdobył Tomasz Bobcek, ale oprócz Słowaka wyróżnili się także inni zawodnicy. 

W sobotnim sparingu widać było, że jeszcze nie wszyscy Lechiści osiągnęli wysoką formę. Tego problemu nie miał jednak duet Tomaszów - Bobcka i Wójtowicza. Słowak zdobył dwie bramki, a mógł nawet zaliczyć hat-tricka. Aktywnie szukał sobie przestrzeni w polu karnym, co pozwoliło mu na częste dochodzenie do sytuacji. Skrzydłowy z kolei co chwila popisywał się podaniami, które rozrywały obronę gości. Zresztą dwa z nich skończyły się asystami. - Dobrze przepracowałem okres przygotowawczy, znalazłem trochę czasu żeby się zresetować. Jak widać, dobrze to podziałało (...) - mówił po sparingu wychowanek Ruchu Chorzów.

Tomasz Wójtowicz walczy o to, żeby w nadchodzącym sezonie wybiegać na boisko w pierwszym składzie. Podobne cele ma zapewne Karl Wendt, który w sobotnim spotkaniu spędził na murawie 90 minut i pokazał się z bardzo dobrej strony, będąc wyróżniającą się postacią środka pola. Szwed nie tylko był niesamowicie aktywny, ale także imponował przeglądem pola. W drugiej połowie mógł zaliczyć kilka asyst, ale koledzy nie wykorzystywali jego efektownych podań. Jeżeli Wendt wzmocni się również fizycznie, może namieszać w hierarchii drużyny i sprawić przyjemny ból głowy Johnowi Carverowi.

Na plus trzeba ocenić także dwóch graczy, którzy dołączyli do Lechii w tym sezonie. Alvis Januzems trenuje w Gdańsku już od jakiegoś czasu i w pierwszym występie pokazał się z naprawdę dobrej strony. Nie był co prawda tak aktywny w grze ofensywnej jak Dominik Piła, ale za to dał potrzebny spokój z tyłu. Dzięki staraniom Łotysza Biało-Zieloni zyskali większy balans w obronie. Nieźle zagrał także testowany Vladyslav Skryhun, do niedawna stoper Polonii Warszawa. Ukrainiec nie popełniał większych błędów, a i w rozegraniu dołożył swoje 3 grosze.

Cały zespół wypadł również dobrze taktycznie. Chociaż w dalszym ciągu gra Lechistów jest oparta na wysokim pressingu, widać, że John Carver i Radosław Bella nie próżnowali w czasie letniej przerwy. Najważniejszym elementem, który pojawił się w grze Biało-Zielonych, były liczne podania prostopadłe. Co prawda często te próby kończyły się ofsajdami, ale kiedy już napastnicy zdołali uniknąć spalonych, zyskiwali dogodne okazje do zdobycia bramek. Cieszyć może też fakt, że w końcu dośrodkowania stanowiły groźną broń gdańszczan. To ważny krok na rozwiązanie problemów z atakiem pozycyjnym, który w minionej kampanii nie był jednym z atutów zespołu.

źródło: własne