W środowym meczu z Piastem Gliwice po raz ostatni w barwach Lechii zagrał Filip Mladenović. Serb był wyróżniającym się piłkarzem na boisku, zagrał na poziomie, do jakiego nas przyzwyczaił. Po końcowym gwizdku został w godny sposób pożegnany. Zarówno przez kibiców, jak i kolegów z drużyny i sztab szkoleniowy.

Zanim jednak doszło do pożegnania na murawie, Mladenović poszedł udzielić wywiadu stacji CANAL+. Przyznał, że jeszcze nie wie czy zostanie w Polsce czy przyjmie jedną z wielu zagranicznych ofert. Dodał też, że Gdańsk jest dla niego szczególnym miejscem, jego córka urodziła się w tym mieście (nazwał ją gdańszczanką), a na koniec rozmowy się rozpłakał.

Co ciekawe, o element humorystyczny zadbał trener Piotr Stokowiec, który pokazał Serbowi dwie żółte, a następnie czerwoną kartkę. To pierwszy "as kier" Mladenovicia w Lechii!

- Nie boję się krewkich czy trudnych zawodników, bo oni dodają kolorytu tej lidze. Filip był tak sprytny, że nigdy nie otrzymywał czerwonych kartek, choć wielokrotnie na nie zasługiwał. Można powiedzieć, że spełniłem marzenie niejednego sędziego - śmiał się trener Stokowiec. - To pożegnanie na boisku nie było planowane, ale wyszło całkiem sympatycznie. Nie jest łatwo, gdy traci się takiego zawodnika, ale nic nie możemy z tym zrobić. Dziękujemy mu za wszystko. Mamy sobie wiele do zawdzięczenia. Kiedy przychodziłem do Lechii, to jego pozycja w drużynie nie była mocna, ale dzięki ciężkiej pracy potrafił się odbudować, wrócić do reprezentacji Serbii. Teraz ma drogę do solidnego kontraktu, na który na pewno zasługuje - dodał szkoleniowiec.

źródło: własne