Po trzymającym w napięciu przez 90 minut meczu piłkarze Lechii ostatecznie przegrali z Zagłębiem Lubin 1:2 i nie wykorzystali szansy, by wskoczyć na pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Honorowego gola dla biało-zielonych zdobył Artur Sobiech. Była to pierwsza porażka Lechii na własnym stadionie w tym sezonie.

Lechia nie grała w tym meczu źle, ale brakowało wykończenia i trochę szczęścia, jak przy straconym golu samobójczym, który determinował dalsze wydarzenia boiskowe. Przyjezdni byli dobrze ustawieni, grali mądrze, zdyscyplinowanie, ale zarazem odważnie. Mimo to biało-zieloni wielokrotnie potrafili przedostać się pod ich pole karne. Nie można było przyczepić się do tego jak ekipa Piotra Stokowca konstruowała akcje, bo te przeprowadzane były płynnie. Problemy zaczynały się jednak wtedy, gdy przyszło oddać strzał. A to za lekko uderzył Sławomir Peszko (po fantastycznym rajdzie), a to z bliska spudłował Mario Maloca, a to Jarosław Kubicki nie potrafił wykorzystać znakomitej centry Karola Fili.

Spotkanie toczone było w szybkim tempie, z obu stron mieliśmy sporo akcji czy to bokami czy środkiem boiska. Na początku drugiej połowy można było się zastanawiać czy Lechii nie należał się rzut karny za faul na Peszcze. Sędziowie po analizie VAR postanowili, że do przewinienia nie doszło, natomiast nie mamy stuprocentowej pewności, bo kontakt na pewno był.

Był też drugi gol dla Zagłębia po fatalnej stracie Lechii na własnej połowie. Po chwili mieliśmy też natychmiastową reakcję trenera Stokowca, który wprowadził m.in. Flavio Paixao, który w jednym z pierwszych kontaktów z piłką zanotował asystę przy kontaktowym trafieniu Artura Sobiecha. Udało się odrobić dwa gole w Wejherowie i awansować do kolejnej rundy Pucharu Polski, dlaczego więc nie powtórzyć tego w lidze? Zapewne tak myśleli sobie piłkarze Lechii, ale - niestety - powtórka się nie udała.

Dość powiedzieć, że to Zagłębie było bliżej podwyższenia wyniku niż Lechia strzelenia bramki wyrównującej. Najpierw Bartosz Slisz oddał mocny strzał z dystansu, obijając słupek bramki Lechii. Później jeszcze po jednym z kontrataków biało-zielonych uratowała fenomenalna interwencja Dusana Kuciaka. Oczywiście wpływ na taki obrót spraw miało m.in. ściągnięcie z boiska Mario Malocy, w którego miejsce wszedł Patryk Lipski. Lechia postawiła wszystko na jedną kartę, mocno się odkrywając, więc siłą rzeczy była narażona na kontrataki. 

Ostatecznie triumfowali przyjezdni, choć w końcówce Lechia miała świetną szansę. Strzelali kolejno Sobiech i Flavio, mieliśmy niesamowite zamieszanie w polu karnym, ale ta sytuacja była niejako podsumowaniem tego spotkania. Gdańszczanom zwyczajnie nic nie chciało wpaść. To było starcie dwóch równorzędnych rywali, z którego tym razem górą wyszli ci ubrani na pomarańczowo.

Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 1:2 (0:1)
Bramki: Sobiech (67.) - Augustyn (9. - samobójcza), Bohar (62.)

Lechia: Kuciak - Fila, Maloca (76. Lipski), Augustyn Ż, Udovicić - Peszko (65. Wolski  Ż), Kubicki, Łukasik, Gajos, Haraslin (65. Flavio Paixao) - Sobiech Ż.

Zagłębie: Hładun - Czerwiński, Oko Ż, Guldan, Kopacz - Żivec, Tosik, Slisz, Starzyński Ż, Bohar - Szysz (59. Suljić).

 

 

źródło: własne