Lechia na inaugurację rozgrywek tylko zremisowała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 2:2 i szczególnie w pierwszej połowie spisała się fatalnie czytamy na trojmiasto.sport.pl.

Mimo tego Grembocki - uczestnik m.in. legendarnych meczów z Juventusem Turyn - nie ma do swoich młodszych kolegów zbyt wielkich pretensji.

- Jeśli ktoś spodziewał się, że Lechia po tylu zmianach w składzie wygra 30 meczów z rzędu, to był w błędzie. Ja na pewno takich oczekiwań nie mam - podkreśla były reprezentant Polski. - Ten mecz obnażył defensywę Lechii, wiadomo, że zgranie tej formacji wymaga najwięcej czasu. A dwóch nowych piłkarzy bloku obronnego - Dariusz Trela i Tiago Valente - delikatnie rzecz ujmując, zagrało średnio. Ja zresztą pozyskania Treli nie rozumiem. Skoro ma się w klubie jednego z najlepszych bramkarzy ligi, to po co ściąga się piłkarza niemal anonimowego, którego ja, prawdę mówiąc, z tego Piasta Gliwice za bardzo nie kojarzę? I na dodatek on musi grać, bo przecież nie jest to tani zawodnik. Dlatego według mnie, pomijając kontuzję Mateusza Bąka, w tej chwili w bramce Lechii nie ma konkurencji, Trela musi grać. Ale jeśli dalej będzie się prezentować tak niepewnie i pomimo tego zachowa miejsce w składzie, to ktoś tu chyba kopie sobie grób - obrazowo tłumaczy Grembocki. - Jeśli chodzi o Valente, to na środek obrony albo ściąga się zawodnika o bardzo dużych umiejętnościach, albo polskojęzycznego, tak aby nie było problemów komunikacyjnych. Na razie nie widać, żeby Valente był jakimś wyjątkowo klasowym zawodnikiem, a ewidentnie szwankuje zrozumienie w linii obrony. Mam nadzieję, że to tylko taki słaby początek, a Portugalczyk okaże się zawodnikiem co najmniej solidnym - dodaje były piłkarz Lechii.

Grembockiego nie zdziwiła zmiana wykonana przez trenera Joaquima Machado już w 40. min, kiedy Bartłomieja Pawłowskiego zastąpił Piotr Grzelczak.

- To zupełnie normalne, skoro zawodnik nie wypełnia założeń taktycznych i gra bardzo słabo, to można i trzeba go ściągnąć nawet szybciej - nie ma wątpliwości Grembocki, w przeszłości trener m.in. Polonii Warszawa i Znicza Pruszków. - Kiedyś jako szkoleniowiec Znicza po ok. godzinie gry wpuściłem na boisko Charlesa Nwaogu [mecz z GKS Katowice w sezonie 2007/08]. W ciągu 10 minut zaliczył on osiem strat, więc co miałem zrobić? Po kwadransie już go nie było na boisku. A w meczu z Arką Gdynia zdjąłem Łukasza Grzeszczyka po dwudziestu kilku minutach przy stanie 0:1 i udało się zremisować 2:2. Dlatego decyzja trenera Machado w ogóle mnie nie zdziwiła - podkreśla Grembocki.

W meczu z Jagiellonią zaskoczyła go za to bezradność Lechii w pierwszej połowie.

- Skoro celem zespołu jest walka o europejskie puchary, to w meczach z takimi drużynami jak Jagiellonia, trzeba od początku podyktować swoje warunki gry i to bez względu na to, co na boisku robi przeciwnik. Czy gra agresywnie, czy podchodzi wysokim pressingiem - nie powinno mieć to znaczenia. Bo to my mamy piłkę i to my decydujemy o grze. Lechia nie potrafiła tego zrobić, ale kładę to na karb braku zgrania i zrozumienia pomiędzy piłkarzami czy poszczególnymi formacjami. Wielkim pozytywem jest natomiast to, że pomimo nokautu w pierwszej połowie zespół potrafił się podnieść i po przerwie pokazał, że jednak potrafi grać. Dlatego uważam, że z każdym meczem powinno być Lepiej - podsumowuje Grembocki.

Lechia kolejne spotkanie rozegra w piątek, kiedy na PGE Arenie zmierzy się z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Początek meczu o godz. 20.30.

Źródło: trojmiasto.sport.pl